Jak uszczęśliwić jednocześnie rodziców i dzieci? Wystarczy kupić książkę Poczytaj mi mamo. Księga 2. Maluchy znają już pierwszą część, więc na widok nowej księgi, szeroko otworzyły oczy z radości. A skąd szczęście rodziców? Większość z historii już znamy ze swojego dzieciństwa, bo okazuje się, że nam też kiedyś czytano książki. Z tych małych i cienkich książeczek nie zostały już nawet strzępki, ewentualnie skrawki pamięci. Teraz czas to odtworzyć.
Najlepiej podobały mi się w dzieciństwie ilustracje Lutczyna. Tu mamy dwie opowieście z jego rysunkami. W sumie otrzymujemy 10 opowiastek różnych autorów i ilustratorów. Tym razem nie ma żadnych historii o kocie Filemonie, co zdążył zauważyć pewien spostrzegawczy czterolatek, a jego zdaniem to spory błąd.
Wprawdzie można się domyślić, że opowieści powstawały dawno temu – np. mamy PRLowską milicję i nieaktualne znaki drogowe, ale dzieci raczej tego nie zauważają, a dla rodziców to sentymentalne wspomnienia. Kto obecnie spotyka konie w mieście? Chyba, że mamy jakiś zlot miłośników koni, kucyków, czy zwierząt wiejskich.
Historyjki są spokojne, ale wzbudzają zainteresowanie najmłodszych. Z zaciekawieniem potrafią wysłuchać całego opowiadania i domagać się kolejnego. Do tego również im podobają się ilustracje, choć są zupełnie inne niż te w duchu disneyowskim.
Jednego można być pewnym. Jeżeli ktoś spotkał się z serią Poczytaj mi mamo, nie musi być zachęcany do kupna tej księgi. Szkoda tylko, że cena jest już taka przystępna jak w czasach PRLu. Za to nie trzeba stać po kilka godzin w kolejce, żeby ją zdobyć.