Trafiłam na powieść zupełnie nieznanego mi wcześniej pisarza Rafaela Abalosa pt. Kôt. Nie ma ona nic wspólego z udomowionymi kotami domowymi, a powiązana jest z Nowym Jorkiem i średniowieczem. Jak to możliwe. U Abalosa się da.
Książka opowiada trzy historie, które się początkowo zupełnie nie łączą. Na koniec jednak się splatają, a czytelnik – dzięki pisarzowi, lub swojemu lotnemu umysłowi – rozwiązuje zagadkę.
Kiedy jednak zaczynamy się wciągać w fabułę, to okaże się, że coś podobnego może jednak już czytaliśmy. Dlaczego? Powieść przypomina Kod Leonarda da Vinci, w trochę innej scenerii, z troszkę innymi bohaterami. Podobnie jak u Browna czytelnik rozwiązuje zagadki, podróżuje po znanych miejscach i stara się dostrzec w tym co widzi na co dzień coś zupełnie innego.
Tutaj splątane zostały losy dwóch wybitnych nastolatków, z genialnym śledczym oraz sektą o charakterze satanistyczno-neurologicznym. Naukowcy w pewnym instytucie badają neurony i są w stanie dokonać czegoś, co wydawałoby się nierealne… Żeby nie odbierać przyjemności odkrywania tajemnic, nie napiszę nic więcej.
Pojawiają się elementy zachęcające młodego czytelnika do sięgnięcia po książkę – wirtualne gry i najnowsze osiągnięcia naukowe. Dla miłośników historii też jest gratka – wątki związane ze średniowieczem, czy historie wybitnych naukowców, działających w Nowym Jorku.
Nie jest to książka, która mogłaby pretendować do gatunku dzieł wybitnych, ale ma wartką akcję. Jeśli ktoś lubi tego rodzaju stylistykę, to łatwo się wciągnie w powieść.