Moje dzieciaki są już nieco za „dorosłe” na serię książek detektywistycznych Jørna Liera Horsta z ilustracjami Hansa Jørgena Sandnesa, a mimo to z uwagą śledzą przygody Tiril i Olivera. Właśnie wydano kolejną, 18 już książkę w tym cyklu. „Operacja bałwan” nieco różni się od pozostałych. Tym razem, podobnie jak w „Operacji złoto”, od początku włączamy się do prac młodych detektywów. Zbliża się Boże Narodzenia, więc taka zimowa tematyka kusi. Zwłaszcza, że o śniegu można póki co jedynie pomarzyć, więc nie zaszkodzi sobie o nim poczytać.
Tiril i Oliver zawsze mają oczy szeroko otwarte na tajemnicze sprawy, do których dochodzi w ich małym miasteczku Elvestad. A w grudniu mieszkańcy szykują się już na święta. Ozdabiają domy, wystawiają ozdoby na zewnątrz. Podobnie zrobiła pani Amalie Andersen, która jak co rok postawiła przed domem plastikowego bałwana. Słynął z tego, że był najbrzydszą ozdobą świąteczną w całym mieście. Czy to z tego powodu został skradziony?
Bohaterowie postanawiają pomóc okradzionej kobiecie i ruszają po śladach. Razem z nimi działają czytelnicy. Na każdej stronie czeka na nich zagadka. Odpowiadamy na pytania umieszczone na ilustracji i szukamy odpowiedzi razem z Tiril i Oliverem. Rozwiązania znajdują się na ilustracjach. Charakterystyczny styl Hansa Jørgena Sandnesa polega na tym, że mamy do czynienia z rysunkami pełnymi detali i szczegółów. A w śród nich znajdują się poukrywane wskazówki, które prowadzą do rozwiązania zagadki.
Czy uda się znaleźć zaginionego bałwana? Oczywiście, ale pytanie brzmi, czy i my razem z Tiril i Oliverem znajdziemy sprawcę? Jørn Lier Horst pisze w taki sposób, że młodzi czytelnicy szybko odnajdą się w świecie przedstawionym. Dzięki pięknym ilustracjom nie tylko łatwo sobie wyobrażą opisywany świat, ale zobaczą go na własne oczy i będą mogli uczestniczyć w śledztwie. Okaże się ono niezwykle ciekawe, a odbiorca poczuje się jednym z bohaterów uczestniczących we wspaniałej przygodzie.
Zaletą książek detektywistycznych dla dzieci z serii „Operacja…” jest to, że trudno się od nich oderwać. Dzięki prostemu, łatwemu w odbiorze językowi, już sześciolatki chętnie będą dociekali, co się wydarzyło i kto jest sprawcą przestępstwa. Dzieciaki, które same już czytają, otrzymują opowieść dostosowaną do ich wieku z powiększonymi literami, więc łatwo czyta się tekst. Do tego wielką przyjemność sprawia możliwość ćwiczenia spostrzegawczości. Hans Jørgen Sandnes nawet w tym tomie, w którym pozwala odbiorcom rozwiązywać sprawę z bohaterami, to na końcu umieszcza jeszcze dodatkowe, specjalne zlecania, pozwalające na ilustracjach znaleźć niedostrzegane dotąd elementy. Myślę, że każdy mały detektyw będzie świetnie się bawił podczas lektury. Może się okazać bardziej spostrzegawczy niż niejeden dorosły.