Jakiś czas temu poznałam książkę Zbigniewa Rokity pt. „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku”. Reportaż spodobał się nie tylko mnie, zdobył spore uznanie wśród czytelników, ponadto za tę książkę autor otrzymał Nagrodę Literacką „Nike” 2021. Czy „Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych” powtórzy ten sukces, to oczywiście czas pokaże. Postanowiłam przyjrzeć się najnowszej książce Zbigniewa Rokity, ponieważ uznałam, że temat jaki podejmuje autor, jest interesujący.
Przyzwyczailiśmy się do tzw. Ziem Odzyskanych. Nie trzeba cofać się za daleko w przeszłość, by przypomnieć sobie, kiedy granice Polski zostały „przesunięte” na zachód, aż nad rzekę Odrę. Przyznam, że jeszcze w szkole podstawowej uczono nas, że miasta takie jak Szczecin, Wrocław, czy Gdańsk były Polskie od zarania naszych historycznych dziejów. Dopiero w szkole średniej okazywało się, że przeszłość tych terenów była znacznie bardziej skomplikowana. Po drugiej wojnie światowej na Ziemie Zachodnie przybyli Polacy z różnych stron, ale wiele historii, jakie sobie utrwalamy to mity, niekoniecznie mające coś wspólnego z faktami.
Zbigniew Rokita w swojej książce postanawia zabrać nas na te ziemie, które zostały przyłączone do Polski po przegranej Niemców w 1945 roku. Rusza w różne miejsca, ale też szuka ludzi, którzy mogliby mu opowiedzieć o tym, jak wyglądała rzeczywistość tuż po wojnie. Burzy pewne utarte wyobrażenia o tym, jak nowi mieszkańcy zastawali jeszcze parujące ciepłe dania, zaraz po tym, jak opuścili je Niemcy. Autor mówi, że dokonano na Ziemiach Odzyskanych eksperymentu na niespotykaną skalę. Nastąpił pewien przeszczep: jedną grupę ludności wyrzucono z ich domów, by przenieść tam osoby wysiedlone z innych terenów. Co tak naprawdę zastali w tytułowej „Odrzanii”?.
Najpierw Zbigniew Rokita zastanawia się nad samym sformułowaniem Ziemie Odzyskane. Pisze, że tak naprawdę te tereny powinny otrzymać inną nazwę. Bardziej pasowałoby tu „Ziemie Wyzyskane” czy „Uzyskane”. Potem autor mówi też odrobinkę o sobie i własnych korzeniach. Nazywa się kundlem, mieszańcem, ale jako osoba urodzona w Gliwicach czuje się zafascynowany tymi ziemiami, które nazywa właśnie w sposób nieco roboczy „Odrzanią”. Prawdę mówiąc nie jest łatwo by to słowo określające Ziemie Odzyskane w pełni zaakceptować, gdyż Gdańsk, Warmia i Mazury też są zaliczane do Odrzanii.
W swojej książce Zbigniew Rokita szuka odpowiedzi na pytania o tożsamość, historię, kulturę i problemy opisywanych terenów. Trudno tę opowieść nazwać reportażem, pojawia się niekiedy tendencja do prześlizgiwania się nad tematem. Nie ze wszystkimi przemyśleniami autora mogę się zgodzić, gdyż mam wrażenie, że za mało w tym wszystkim uporządkowania i faktów, a za dużo ulotnych wrażeń i metafor. Przez to tekst staje się bardziej subiektywnym opisem wrażeń po podróży w czasie i przestrzeni, jednocześnie pokazywany jest z pewnego oddalenia. Sam Zbigniew Rokita często wyraża swoje wątpliwości, opowiada o tym, czego nie udało mu się dokonać, przez co opowieść staje się bardziej gawędziarska niż reporterska.
Myślę, że jeśli do „Odrzanii” podejdziemy jak do książki, która zmusi nas do refleksji nad tym, czym są Ziemie Odzyskane, jakie mają znaczenie dla reszty kraju, to się nie zawiedziemy. Zbigniew Rokita pokazuje, jak skomplikowany i zróżnicowany jest tytułowy teren. Widzimy, że wciąż zauważyć można odrębność tej krainy. Autor szuka śladów przeszłości i obserwuje teraźniejszość. Zastanawia się, jak jedno wpływa na drugie. Trudno jednak uznać książkę za klasyczny reportaż, zresztą sam Rokita nazywa go poematem reporterskim.
“Odrzania” to książka, która pokazuje, że istnieje coś więcej niż Polska centralna, ta nadwiślańska. Autor podkreśla, jak mało znane są opisywane przez niego miejsca. Pokazuje też ludzi, którzy choć często niedoceniani, chcą poznawać przeszłość tego regionu i podkreślać jego tożsamość i znaczenie. Temat, jaki podjął Zbigniew Rokita jest trudny i niełatwo o tym powiedzieć, dlatego Rokita szuka swojego języka. Znajduje go w neologizmach, nazywając Ziemie Odzyskane na nowo.