„Juno” – Anna Dziewit-Meller

Juno, Anna Dziewit-MellerAnna Dziewitt-Meller kojarzy mi się z szeroko pojętym światem książkowym. Jest pisarką, promotorką czytelnictwa, wydawczynią. Sporo tego, choć do tej pory miałam okazję poznać zaledwie część jej pisarskiej działalności, ale tę skierowaną do dzieci. Kiedy zauważyłam, że w połowie maja będzie miała premierę jej najnowsza powieść, postanowiłam po nią sięgnąć. Książka „Juno” skupiła moją uwagę jeszcze z jednego powodu: opisane w niej zostały osoby, które zaliczymy do pokolenia w średnim wieku (chyba jeszcze się do niego zaliczam). Dobrze wiedzieć, jakie problemy dotykają ludzi takich jak ja.

Poznajemy członków pewnej rodziny zamieszkałej na Mazurach. Są to dwie siostry od najmłodszych lat mieszkające nad tytułowym jeziorem Juno. Tam też żyje ich ciężko chory ojciec. Aleksandra i Marianna przekroczyły próg młodości. Obie są już w średnim wieku, ale co to właściwie dla nich oznacza? Stopniowo dowiemy się jaka jest sytuacja sióstr w świecie, w którym przyszło im żyć, ale też odkrywamy historie z ich przeszłości.

Młodsza z kobiet pozostała na Mazurach. Odniosła sukces, tak przynajmniej powiedzieliby ludzie z młodszego pokolenia. Dlaczego? Znana jest w mediach społecznościowych w kategorii związanej z urodą, gdyż zajmuje się paznokciami swoich klientek i świetnie jej to wychodzi. Instagramerka na swoim profilu pokazuje siebie jako osobę realizującą się, ale pod tą otoczką sukcesu skrywa pewien problem. Nie może zajść w ciążę, a ponadto czuje, że jest winna. Dorasta z przekonaniem, że przychodząc na świat przyczyniła się do śmierci matki.

Z kolei starsza siostra mieszka w Warszawie i jest niespełnioną pisarką. Do tej pory udało jej się napisać książeczki dla maluchów, ale nie czuje z tego powodu szczególnej satysfakcji. Aleksandra chciałaby zostać pisarką z krwi i kości, czyli odnieść sukces w tworzeniu dla dorosłego czytelnika. Sądzi, że wtedy poczułaby się spełniona. Teraz jest rozdarta w rolach, jakie przyszło jej się realizować. Jest matką trzech synów, żoną, ciężko pracującą osobą. Na dodatek jak miecz Damoklesa wisi nad nią kredyt. Podobnie jaki większość ludzi z jej pokolenia musi spłacać swoje mieszkanie. Godzenie tak wielu ról strasznie jej ciąży. Ola nie do końca wie, kim jest naprawdę. Czy musi się spełniać zawodowo, żeby móc poczuć się sobą? A może powinna stać się lepszą żoną, matką i córką? Tak wiele zadań, a człowiek tylko jeden.

Widzimy Olę i Mariannę w ich codzienności, ale też stopniowo odkrywamy, co je ukształtowało, jakie są ich siostrzane relacje, z partnerami oraz ojcem. Dostrzegamy jak trudno pogodzić współczesnym kobietom wszystkie obowiązki z wymaganiami, jakie stawiają sobie same, ponieważ uważają, że tego wymaga od nich współczesny świat. Wiele z tych rzeczy jest niemożliwych do pogodzenia, ale często same sobie nie potrafią sobie odpuścić tego, co nie da się zrobić.

Anna Dziewit-Meller napisała „Juno” z pewną nutką nostalgii oraz humoru. Bywa to czarny humor, ale pozwala on nabrać nieco dystansu do tego co trudne, a także pozwala rozładować napięcie. Pisarka bawi się literackimi nawiązaniami, zwłaszcza ważny jest François Rabelais. Widzimy, że w życiu prócz tego co poważne, trzeba mieć pewien dystans do siebie (nawet do nieszczęsnego kredytu). Podobał mi się również pewnego rodzaju autotematyzm i to jak może wyglądać pisanie książki. Autorka zabiera nas do świata, w którym powstawanie powieści zostało nieco odarte z romantyzmu. Zauważamy, jak ważna jest umiejętność opowiadania. Anna Dziewit-Meller pokazuje, że można pisać zabawnie i jednocześnie wiarygodnie pod względem psychologicznym. Warto sięgnąć Po „Juno” i to nie tylko wtedy, gdy wybieramy się na wakacyjny wypad na Mazury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *