„Tristan 1946” – Maria Kuncewiczowa

Tristan 1946, Maria KuncewiczowaWedług niektórych pisane obecnie książki są tylko przepisywaniem znanych opowieści. Coś  w tym jest, wciąż przecież powstają nowe wersje klasyki, jak choćby uwspółcześnianie dzieł Szekspira. Jednak  w tym, co miałam na myśli, chodzi o tworzenie nowych wersji starych mitów. Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z powieścią „Tristan 1946” Marii Kuncewiczowej, bardzo zaskoczyła mnie reinterpretacja mitu, choć jeszcze bardziej nowoczesna forma, jaką posłużyła się pisarka. Maria Kuncewiczowa zasłynęła opublikowaną w 1936 r. powieścią psychologiczną pt. „Cudzoziemka”, ale książką równie dobrą, choć może mniej popularną jest „Tristan 1946”.

Pierwsze wydanie powieści miało miejsce w 1967 roku. Czytałam książkę niemal ćwierć wieku temu, ale zostały mi pozytywne wrażenia. Teraz, za sprawą wznowienia zawierającego wstęp Anny Nasiłowskiej, zostałam wprowadza w kontekst historyczno-literacki. Było mi to potrzebne, ponieważ czytając „Tristana 1946” miałam wrażenie, że Maria Kuncewiczowa wiele z tego, co napisała, oparła na własnych doświadczeniach. Anna Nasiłowska, profesorka zajmująca się historią literatury współczesnej, przybliży nam zarówno pisarkę, jak i opowie o słynnym micie o Tristanie i Izoldzie.

Akcja powieści rozgrywa się tuż po II wojnie światowej. O wydarzeniach początkowo opowiada nam Wanda, dojrzała kobieta przebywająca w Kornwalii. Znalazła się w Anglii, ale jej dorosły syn lata wojny przeżył w Polsce. Młody mężczyzna przeżył wiele trudnych momentów, ale teraz przybył do matki. Michał i Wanda nie mają typowej relacji. Nie do końca traktują się jak matka z synem. Lata rozłąki rozluźniły ich więź. Teraz syn woli nazywać matkę Przyjaciółką.

Sprawy komplikują się, gdy Michał poznaje Kathleen. Piękna dziewczyna jest jak dla niego stworzona, ale młody mężczyzna najpierw pomaga jej w znalezieniu pracy u starego profesora. Wkrótce Kasia wychodzi za mąż za swego pracodawcę. Michał wraz z dziewczyną pewnego dnia wysłuchują u Wandy symfonii Césara Francka. Wtedy dzieje się z nimi coś dziwnego. Uczucie spada na nich nagle, jak grom z jasnego nieba.

Michał staje się Tristanem według pewnej pary kobiet. One widzą w tym związku rys średniowiecznej legendy. Królem Markiem jest tu profesor. Kasia jako Izolda wybiera starego profesora, przy nim ma stabilizację. Tristan, choć jest młodym człowiekiem, został naznaczony wojenną traumą. Nie potrafi patrzeć w przyszłość, widzi tylko tu i teraz. Z kolei profesor podziwia ich oboje.

Jaka rola przypadnie Wandzie? Pomaga ukrywać romans. Czuje, że jest jak Brangiena.  Kochankowie uciekają do Londynu. Czy znajdą tam bezpieczne schronienie? Czy ich miłość przetrwa próbę czasu? Maria Kuncewiczowa zmienia narrację, ukazuje opowieść z kilku perspektyw. Nie chodzi jednak o to, by oddać mit jeden do jednego we współczesnych szatach. Otrzymujemy coś więcej. Widzimy wpływ traumy na Michała. Czy człowiek naznaczony przeżyciami wojennymi jest w stanie stworzyć stabilną relację? Świat, w którym znalazł się Michał, nie przypomina tego, który poznał w Polsce. Rządzą nim inne prawa, ale czy Tristan potrafi się w nim odnaleźć?

Maria Kuncewiczowa świetnie oddaje portrety psychologiczne bohaterów. Narracja zmienia się w zależności od tego, kto akurat mówi. Za każdym razem będzie to inny styl wypowiedzi. Autorka opisuje relacje międzyludzkie i zastanawia się, jaki wpływ ma bolesna i trudna przeszłość na ludzi naznaczonych trudnymi doświadczeniami. Poprzez powieść  zobaczymy stracone pokolenie, ale także zmieniające się powojenne społeczeństwo. W postaci Michała dostrzegamy tragiczną postać. Zderzają się w nim dwa różne światy. Styl Kuncewiczowej okazał się niezwykle bogaty i nowoczesny. Książka skłania do refleksji i na długo pozostaje w pamięci czytelnika nie tracąc nic mimo upływu czasu jaki nastąpił od pierwszego wydania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *