Wielu czytelnikom nie trzeba przedstawiać Anny Kańtoch, uznanej polskiej autorki fantastyki oraz powieści kryminalnych. Po prostu cierpliwie czekają na kolejne książki autorki. Wielkim powodzeniem cieszy się cykl o Krystynie Lesińskiej, emerytowanej policjantce, której życie naznaczone zostało zagadką związaną z zaginięciem brata. W ostatniej części tetralogii noszącej tytuł „Zima pożegnanych” pisarka już samym tytułem skłania nas do zastanowienia: czy otrzymujemy zamknięcie historii i tym samym ostatnią porę w roku? A może powinniśmy na tytuł spojrzeć w sposób bardziej przenośny niż dosłowny?
Krystyna Lesińska ma wrażenie, że jako osoba starsza nie zawsze jest traktowana poważnie. Tak jakby wróciła do pozycji dziecka. Tyle że rolę rodzica przyjęła córka emerytowanej policjantki. Główna bohaterka poczuje pewną sprawczość, gdy zgłosi się do niej młody sąsiad. Miłosz Najder pokazuje kobiecie filmik, który otrzymał mailem. Zaniepokoił go do tego stopnia, że postanowił coś z tym zrobić. Większość z nas potraktowałaby takie nagranie jako pomyłkę, albo spam, ale Najder jest inny. Młody mężczyzna odstaje od swoich rówieśników tym, że nie wychodzi mu dostosowanie do społecznie utartych norm zachowań.
Krystyna zdaje sobie sprawę, że wszyscy policjanci uznaliby Najdera za przewrażliwionego, a z nagraniem nic by nie zrobili, ze względu na to, iż na filmie trudno doszukać się znamion przestępstwa. Ot kobieta idzie przez las i ktoś ją filmuje. Emerytowana policjantka również początkowo tak podchodzi do tej sytuacji, ale wkrótce Miłosz otrzymuje kolejne nagranie. Intuicja podpowiada Lesińskiej, że może warto by było zastanowić się nad tą sprawą.
Sytuacja życiowa na dwa miesiące zmusza kobietę do przerwania „śledztwa”. Choroba odbiera kobiecie nie tylko świętowanie Bożego Narodzenia, ale również możliwość konsultacji z Miłoszem. Gdy wyzdrowieje, okazuje się, że doszło do tragedii. Nie żyją dwie osoby: Najder oraz kobieta z filmu. Siostra Miłosza zachęca Krystynę do przyjrzenia się sprawie, gdyż policja zamknęła śledztwo wierząc, że wszystko jest w tej kwestii jasne. Była policjantka zgadza się, choć nie obiecuje sukcesu, ponieważ może się okazać, że rzeczywistość jest taka, jak ustaliła legnicka policja.
Czy osiemdziesięcioletnia osoba może być skutecznym śledczym? Bez dostępu do akt sprawy, ograniczonych możliwości w przepytywaniu świadków i podejrzanych? Krystyna Lesińska zna swoje ograniczenia. Anna Kańtoch buduje pewne przenośne powiązania pomiędzy porą roku, a wiekiem bohaterki. Nie można jednak zapomnieć o doświadczeniu, jakie przez lata udało się kobiecie zbudować. Mimo fizycznych ograniczeń, kobieta potrafi wykorzystać sieci, które splotła przez lata. Jeśli nie wie czegoś pod względem technicznym, można zapytać kogoś młodszego, np. wnuka. Jest to też miecz obosieczny, ponieważ gdyby Miłosz nie doszedł do tego, kim jest osoba na filmiku, może by żył.
Zagadka, jaką śledzimy, staje się pewnym pretekstem do rozważań na temat stalkingu, uprzedzeń w stosunku do ludzi gorzej radzących sobie społecznie. Widzimy również bohaterkę w podeszłym wieku, z jej ograniczeniami. Anna Kańtoch w ciekawy sposób opisuje zarówno sposób myślenia Krystyny, jak i to jak jest odbierana przez innych ludzi dla których często jest niewidzialna.
W „Zimie pożegnanych” główna bohaterka nie będzie sama. Oglądamy historię z dwóch perspektyw. Trzecioosobowy narrator opisuje czytelnikom zarówno Krystynę, jak i Olgierda, początkującego pisarza, który podejmie współpracę z Lesicką. Mężczyzna pomoże jej w kwestiach nieosiągalnych dla emerytowanej policjantki. Taki zabieg wprowadza większe napięcie i przyspiesza akcję, ponieważ każdy z bohaterów działa swoje, a chcemy wiedzieć jednocześnie, co się u nich dzieje.
Czwarta część cyklu również dotyka sprawy sprzed lat, choć stanowi tylko dodatek temat, niezależny od głównego wątku. Jak sugeruje sam tytuł, Krystyna żegna się ostatecznie z zagadką zaginięcia brata, godząc się z tym, co mogło się stać z Romanem. Anna Kańtoch w „Zimie pożegnanych” skupia się na jednej sprawie w sposób bardziej klasyczny, niż w poprzednich częściach, ale nie zapomniała oczywiście o tym, za co czytelnicy pokochali Krystynę Lesińską. Jej charakter, ironiczne poczucie humoru wciąż są obecne, choć może bardziej subtelne. Odkrywamy kolejne elementy skomplikowanej układanki, poznajemy emocje głównych postaci, ale rozwiązanie finalne będzie nieco inne, niż w typowych kryminałach. Za to otrzymujemy wszystko to, za co pokochaliśmy seniorkę.