Wydawnictwo Czarne oferuje czytelnikom serię „nowa klasyka*”. Dzięki niej możemy poznać zagraniczne tytuły, które nie dotarły do nas wcześniej, albo możemy odkryć ponownie. Kiedy po latach zostały docenione i zauważone i u nas zaczynają pojawiać się wznowienia i pierwsze wydania. Tak było w przypadku węgierskiego Noblisty László Krasznahorkaiego, którego od niedawna poznajemy właśnie dzięki tej serii. Teraz możemy sięgnąć po powieść „Pokój Vilhelma”, ostatnią książkę Tove Ditlevsen, jaka została wydana w Danii na rok przed jej śmiercią w 1976 roku.
Główną bohaterką powieści jest Lise, uznana duńska pisarka, która rozstała się z mężem po ponad dwudziestu latach trwania ich związku. Po Vilhelmie został tytułowy pokój. Puste miejsce budzi niepokój, dlatego kobieta postanawia go wypełnić. Pisze anons do gazety i w pokoju pojawia się Kurt, dziwny mężczyzna bez właściwości, przypominający lalkę.
W książce poznajemy historię, która wiąże się bezpośrednio z samą pisarką. Historia jej związku przypomina tę, która została opisana w książce. Śledzimy zmagania Lise z emocjami, jakie się pojawiły po rozstaniu. Bohaterka opisana w „Pokoju Vilhelma” również jest osobą publiczną, znaną twórczynią. Jednak nie tylko z tego powodu uznaje się, że jest alter ego Ditlevsem.
W powieści otrzymujemy elementy groteskowe, np. opisujące dziwną gospodynię, panią Thomsen, osobę utrudniającą życie lokatorom. Przede wszystkim śledzimy opowieść o toksycznej relacji między Lise a Vilhelmem. Ich związek już się rozpadł, ale retrospekcyjne wspomnienia pozwalają nam obejrzeć go z bliska. Z mężczyzną, z którym Lisa żyła tak długo, łączyło ją zaledwie kilkuletnie szczęście. Potem już tylko narasta okrucieństwo i uzależnienie emocjonalne. Wszystko oczywiście dzieje się stopniowo, by ostatecznie pozbawić bohaterkę złudzeń, co do natury miłości.
Trudno się odciąć od toksycznego małżeństwa, gdy zło już się stało. Tove Ditlevsen dokonuje czegoś, co jest niezwykle trudne. Pokazuje, do jakich spustoszeń prowadzi przemoc psychiczna. Lise zostaje pozbawiona nadziei i złudzeń, co do natury miłości. Przestaje wierzyć w to, że jej życie ma jakikolwiek sens, dlatego też decyduje się na to, by odejść z tego świata. Nie powstrzymuje jej fakt, że ma syna. Nie czuje się ani kochającą matką, ani osobą zdolną do przezwyciężenia bólu.
„Pokój Vilhelma” został wydany pół wieku temu, a jednocześnie są formą wydaje się niezwykle współczesny. Autofikcje przez ten czas stały się częstym tematem pojawiającym się w książkach, ale to takie osoby jak Ditlevsen, czy Ernaux utorowały innym pisarzom drogę. W swojej powieści duńska autorka miesza narrację pierwszoosobową z trzecioosobową, co budzi w czytelnikach niepewność co do tego, kto do nas mówi: czy bohaterka, czy narrator i zastanawiamy się, z kim właściwie mamy do czynienia.
Tove Ditlevsen dała nam książkę napisaną w sposób oszczędny, bez ozdobników, a przez to skupiamy się na samej historii oraz przesłaniu. Symboliczny pusty pokój skłania do refleksji, a opowieść o tym, jak wyglądał związek z Vilhelmem nie będzie łatwy w odbiorze, szczególnie dla osób wrażliwych na opisy przemocy psychicznej. Mamy do czynienia z książką, która w przekonujący sposób opisuje ludzkie emocje, a choć opowiada o trudnych doświadczeniach, nie została pozbawiona humorystycznych scen. „Pokój Vilhelma” przede wszystkim jednak skłania do przemyśleń i na długo zostaje w pamięci.
PS Książkę przełożyła Iwona Zimnicka.