Jedną z tegorocznych zdobyczy zajączkowych naszych dzieci jest Miś Uszatek Czesława Janczarskiego. Każdy prawdopodobnie zna tego bohatera z wieczorynki dla najmłodszych z czasów PRLu. Film animowany i książeczka, to dwie różne historie. Miś Uszatek miał być pozycją dla czterolatka. Jednak książeczka zdecydowanie bardziej będzie nadawała się dla młodszych dzieci. Opowiastki są w niej króciutkie, ledwie stronicowe, do tego jeszcze dochodzą ilustracje – zresztą kultowe, autorstwa Zbigniewa Rychlickiego.
Kiedy czytałam Uszatka, dzieci domagały się innej książki – trzeciej części historii Matyldy. Widać też lubią serie. No i ta powieść jest jednak dla starszych – prawie siedmiolatka uwielbia tę bohaterkę, bo przecież taka dorosła. A mały miś był dla niej czymś zupełnie nie z tej bajki. Czterolatek wprawdzie słuchał, ale Uszatek był dla niego głupiutkim naiwnym młodszym bratem, który niewiele jeszcze wie.
Samo wydanie Naszej Księgarni nawiązuje stylem do innych: np. Poczytaj mi mamo, Grzegorz Kasdepke dzieciom, itp. Zresztą ich cena jest zbliżona. Gruba okładka, eleganckie ilustracje, piękny papier. Trochę nie podobają mi się luki w zdaniach: to znaczy, gdy czytam zdanie, następne jest czasami oderwane od poprzedniego. Język też jest już niedzisiejszy. Chociaż może czasami rodzice bardziej kupują te książki dla siebie, a czytanie dzieciom tych książek jest tylko przykrywką dla wspomnień. Świat Misia różni się od współczesnego – brak w nim komputerów, telewizji i innych zdobyczy cywilizacyjnych. Za to pluszak będzie się bratał z zajączkiem, czy kogutkiem. Wiele jest historyjek z naturą w tle. Może pod tym względem maluszki będą mogły się czegoś dowiedzieć – bo przecież nie widują zbyt często wozów, do których zaprzęgany jest osiołek.
Książka Miś Uszatek to opowiadania zebrane. W jej skład wchodzą cztery części: Przygody i wędrówki Misia Uszatka, Nowi przyjaciele Misia Uszatka, Gromadka Misia Uszatka, Bajki Misia Uszatka. Zanim ktoś sięgnie po tę książkę musi się zastanowić, czy to wydanie jest właściwe dla jego dziecka, bo skoro książka odpowiada maluchom poniżej czwartego roku życia, to pewnie zostawią w tak pieknym wydaniu swoje ślady… Chociaż z własnego doświadczenia wiem, że nawet dwulatki potrafią szanować książki, tylko muszą się w miarę wcześnie z nimi zetknąć. Najlepiej zaraz po urodzeniu.