Powieść „Blisko domu” jest debiutem literackim Michaela Magee. Północnoirlandzki autor doczekał się za ten tytuł wielu znaczących nagród oraz mnóstwa nominacji w liczących się konkursach literackich. Wspomnę, że Michael Magee urodził się w 1990 roku, więc jest twórcą młodego pokolenia. Książka, którą napisał, będzie miała głównego bohatera w podobnym wieku, więc odniesiemy wrażenie, że wiele łączy go z autorem.
Kiedy zaczęłam lekturę „Blisko domu” zaskoczyła mnie jego forma. Dialogi nie zostały rozpisane w tradycyjny sposób, za pomocą myślników. Chwilę trzeba się zastanowić, kto do kogo mówi i w jakim kontekście. Szybko się jednak dowiemy, kto jest narratorem oraz bohaterem opowieści. Sean Maguire od pierwszego zdania mówi, co zrobił. Z jakiegoś powodu uderzył drugiego człowieka, co okazało się dla niego czynnością dosyć prostą. To jednak tylko pozory, ponieważ konsekwencje tego czynu będą uciążliwe dla młodego chłopaka. Wpadnie w kłopoty.
Sean właśnie skończył studia w Liverpoolu. Jest 2013 rok, a on wraca z dyplomem do Belfastu i spotyka go bolesne zderzenie z trudną rzeczywistością. Życie ludzi z jego pokolenia miało być już łatwiejsze, ponieważ od porozumienia wielkopiątkowego w 1998 roku minęło trochę czasu. Mimo to wszystko wciąż rozgrywa się w cieniu „Kłopotów” (The Troubles). Została trauma, która przenosi się na kolejne pokolenie, ale do tego dochodzi brak perspektyw ekonomicznych. To ostatnie dotyka nie tylko Seana, ale również jego matkę.
Jak sobie radzić, gdy brakuje pracy? Oczytany, kochający literaturę chłopak, robi, co może. Mieszka w obskurnym pokoju, w mieszkaniu, w którym nie ma prysznica. Kiedy jest bez grosza przy duszy, oszukuje, gdzie się da. Wie, jak obniżyć rachunek za prąd, jak kombinować w Tesco przy kasie samoobsługowej, czy podebrać trochę drobnych w barze. Proza życia zderza się mocno i kontrastuje z dyskusjami, jakie toczą lepiej sytuowani studenci spotykający się w nieco innych miejscach, niż koledzy Seana.
Powrót do domu oznacza dla młodego mężczyzny spotkania z dawnymi kumplami, z którymi coraz więcej go dzieli. Ma jednak tylko ich. Prowadzi to do kolejnych imprez z narkotykami, alkoholem i coraz gorszą sytuacją finansową. Kiedy czytałam powieść obawiałam się, że wpadnę w opowieść wtórną, ze znanym schematem. Mamy sporo książek, w których bohater wpada w ciąg narkotykowo-alkoholowy, by wreszcie spaść na samo dno. Okazuje się jednak, że Michael Magee daje nam inną historię, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Główna postać wzbudza naszą sympatię, gdyż widzimy, że chce zrozumieć siebie i obrać właściwą drogę. Odkrywamy trudności, jakie wciąż napotyka. Autor „Blisko domu” w realistyczny sposób oddaje rzeczywistość, ale nie ucieka od emocji Seana. Chłopaka, pragnącego przebić mur milczenia otaczający przeszłość jego rodziny. Chce wiedzieć, kim byli jego bliscy w konflikcie z Anglikami. To jednak nie koniec, gdyż dowiadujemy się, że ojciec wykorzystywał seksualnie jego brata. Anthony nie może dojść do siebie, jest w kiepskiej kondycji psychicznej. Sean próbuje się wyrwać z tego zamkniętego kręgu przemocy i biedy, ale doskonale sobie zdaje sprawę z czekających na niego trudności.
Książkę na język polski przełożyła Hanna Pustuła-Lewicka. Nie znam oryginału, ale domyślam się, że tłumaczce nie łatwo było oddać tego całego słownictwa, jakim posługują się młodzi mieszkańcy Belfastu w barach na początku drugiej dekady XXI wieku. Rozmawiają przy kuflu piwa, a my śledzimy męskie rozmowy i widzimy, jakie mają perspektywy ci ludzie. Główny bohater potrafi się odnaleźć w tym klimacie, zakresie słownictwa, ale dzięki oczytaniu, czy za sprawą studiów, zna też inny sposób wypowiedzi. Michael Magee wprowadza nas w klimat Belfastu bez taryfy ulgowej. Otrzymujemy surowy, oszczędny język, dokładnie oddający opisywaną społeczność. Rzadko się zdarza, by początkujący pisarz potrafił w tak ambitny sposób oddać nie tylko całą historię, wydarzenia, emocje bohatera, ale również skłonił czytelnika do określonych przemyśleń.
PS Książkę na język polski przetłumaczyła Hanna Pustuła-Lewicka.
Ciekawa forma rozpisania dialogów. Nie spotkałam się z taką formą.
Trzeba się skupić, żeby się zorientować, kto mówi. Nie ma też dopisków, w stylu „odpowiedział głośno”, czy „dodał zirytowany”. Ale z czasem udało mi się przywyknąć do takiej formy.