Jakie słyszymy narracje na temat powstania warszawskiego? Dla wielu są to wspaniałe dni bohaterstwa młodych Polaków, którzy walczyli za ojczyznę. Dla innych było to niepotrzebne narażanie i skazanie partyzantów oraz mieszkańców miasta na pewną porażkę. Te romantyczne obrazy walczących powstańców chyba bardziej wbijają nam się do głowy. A przecież zwykli obywatele Warszawy, ludność cywilna również ponosiła śmierć w powstaniu. Znamy to oczywiście z „Pamiętnika z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. Teraz jednak do tego dołożyć możemy kolejną cegiełkę dokładającą nam kolejny element w obrazie. Chodzi mi o książkę „Zieleniak” Anny Augustyniak.
Autorka opowiada nam o wydarzeniach, do których doszło na warszawskiej Ochocie w sierpniu 1944 roku, gdzie na terenie przedwojennego i istniejącego do dziś placu targowego przy ulicy Grójeckiej doszło do wydarzeń, o których wiele osób wolało potem zapomnieć. W pewnym sensie na wiele lat to się udało, ale teraz mamy okazję dowiedzieć się o potwornych aktach przemocy, do jakich dochodziło w obozie przejściowym, w miejscu otoczonym trójmetrowym murem, z którego nie było ucieczki.
Książka „Zieleniak” podzielona jest na trzy części. Pierwsza zaczyna się jak powieść historyczna, trzecia jest podobna. Poznajemy losy Alicji Piotrowskiej, młodej służącej pracującej w jednym z mieszkań na Ochocie. Główna bohaterka ukrywa się w piwnicy. Nie jest sama, przebywa tam z innymi ludźmi, często sąsiadami i ze swoimi pracodawcami. Najpierw mieszkańcy chronią się przed bombardowaniami, ale potem na Ochotę wkraczają kolaboracyjne oddziały SS RONA, więc dziewczyna zostaje wraz z tysiącami innych Warszawiaków przepędzona na plac targowy.
W drugiej części książki fabuła zostaje przerwana, a zamiast tego otrzymujemy świadectwa ofiar. Są to krótkie zazwyczaj, a jednocześnie przerażające sceny, które opisują zbrodnie dokonywane przez żołnierzy. Relacje i zeznania świadków i ofiar zostały zaczerpnięte z archiwów. Anna Augustyniak uznała, że w tym momencie nie ma miejsca na fikcję, a czas na relacje ludzi opowiadających o tym, co widzieli, czego doświadczyli, a co na zawsze zostało w ich pamięci. Wielu świadków i ofiar podano z imienia i nazwiska, ale też są anonimowe wypowiedzi, np. relacja sanitariuszki AK.
Anna Augustyniak nie szuka eufemizmów do opisu piekła, jakie spotkało 20 tysięcy osób spędzonych na plac. Przebywających w sierpniowym upale, bez kropli wody i bez jedzenia. Noc nie przynosiła ukojenia, ponieważ głównie wtedy pijani żołnierze dopuszczali się gwałtów na kobietach, często ich ofiarami stawały się nawet dziewczynki czy staruszki. Kim byli żołnierze RONA? Skrót oznacza Rosyjską Wyzwoleńczą Armię Ludową, składająca się głównie z Rosjan w niemieckich mundurach polowych. Widzimy w powieści bestialstwo żołnierzy kolaborantów, na czele których stał Bronisław Kamiński.
Łatwo się domyślić, że Niemcy doskonale wiedzieli, jak działała RONA i celowo użyli ich przeciwko mieszkańcom miasta. Dlaczego jednak przez osiem dekad niemal zapomniano o tych wydarzeniach? Chodzi z pewnością o tabu, jakim jest wstyd związany z gwałtami. Nie pasowało to też do oficjalnych obrazów przedstawiających powstanie jako heroiczny zryw młodych bohaterów. Anna Augustyniak pokazuje nam wstrząsające sceny. Zarówno część fabularna, jak i relacje świadków przedstawione zostały, by ocalić pamięć tych niezwykle trudnych wydarzeń. Autorka postanowiła zdjąć uczucie wstydu z ofiar, ponieważ przemilczanie tematu doprowadziło do tego, że kobiety doświadczały podwójnej wiktymizacji.
Anna Augustyniak podjęła się delikatnego zadania. Jak opowiedzieć o wydarzeniach, do jakich doszło w czasie powstania warszawskiego, by jednocześnie przekazać całe okrucieństwo skierowane głównie w stronę Polek, a nie odebrać im godności? Myślę, że autorka już podejmując ten temat przebiła pewien mur milczenia. Przez lata o wojennej przemocy seksualnej w Polsce w wielu domach z pewnością milczano, a nieprzepracowanymi traumami zajmują się dopiero następne pokolenia. Anna Augustyniak raczej nie chciała wpisywać się w mit, a zamiast tego dała nam wstrząsające obrazy, które pozbawione są romantyzacji, za to przedstawione zostały w sposób lakoniczny, pozbawiony ozdobników. Widzimy ból, brud i przemoc. Ofiary, głównie kobiety, otrzymują swoje miejsce w historii. Również fikcja literacka służy temu celowi, ponieważ dzięki niej próbujemy wyobrazić sobie piekło powstańczej rzeczywistości.
Bardzo dziękuję za lekturę Zieleniaka.
Cieszę się, że trafiłam na tę ważną książkę. Tyle tytułów jest wydawane, że łatwo przeoczyć taką lekturę. Jeśli dobrze pamiętam, to w czasie festiwalu Literacki Sopot, chyba Antonina Tosiek wspominała o „Zieleniaku”.
Tak? Nie wiedziałam o tym. Raz jeszcze dziękuję za recenzję.