Przydałoby się trochę lata… Z Literackiego Sopotu przywieźliśmy, prócz nowych doświadczeń, książkę „Tsatsiki i Mamuśka” Moni Nilsson. Pięciolatek i ośmiolatka zaprzyjaźnili się z autorką. Syn próbował nawet nauczyć pisarkę liczyć po polsku… Tak im się spodobała Moni Nilsson, że starali się być na każdym spotkaniu z pisarką.
Książka „Tsatsiki i Mamuśka” jest opowieścią o siedmioletnim, rezolutnym chłopcu, który poznaje świat. Tytułowy bohater mieszka z mamą, która gra w zespole muzycznym. Tata mieszka w Grecji i jest poławiaczem ośmiornic. Tak przynajmniej mówi Mamuśka, choć chłopiec nigdy go nie widział i zaczyna wątpić w jego istnienie.
Tsatsiki-Tsatsiki Johansson zaczyna nowy etap życia. Rozpoczyna przygodę ze szkołą. Obawia się jednak, że nie będzie to łatwe doświadczenie. Przez Mamuśkę regularnie się spóźnia na lekcje. A jeśli jest kłopot, mama nie zawaha się potrząsnąć niebem i ziemią, by nikomu w szkole nie działa się krzywda. W tym przypadku ofiarą Mamuśki stanie się sam dyrektor.
Książka Moni Nilsson opowiada o problemach współczesnych dzieci. Nie ma dla niej tematów tabu. Traktuje maluchy poważnie, choć pisze w tak zabawny sposób, że dzieciaki chwilami ryczą ze śmiechu. Rodzice również, choć może w nieco innych sytuacjach, niż ich potomkowie. Tsatsiki przeżywa swoje rozterki. Pragnie zrozumieć otaczający go świat i się w nim odnaleźć. Poszuka sobie przyjaciela, zakocha się, przeżyje pierwsze bójki…
Książka powstała w 1995 roku, ale w Polsce jest niezwykle aktualna. Jakby została napisana wczoraj. Świat, który opisuje Nilsson nie jest wyidealizowany. Istnieją w nim niepełne rodziny, konflikty, pijacy i brzydkie słowa. Autorka tłumaczyła podczas spotkań z czytelnikami, że chciała opisać rzeczywistość z punktu widzenia dziecka, bez zbędnego idealizowania. Nie chciała też ukrywać niewygodnych tematów.
Bałam się trochę, że książka nie dotrze do pięciolatka. Głównym odbiorcą miała być córka, która chodzi do drugiej klasy. Okazało się, że cała dwójka doskonale zrozumiała Tsatsikiego. Tytułowy bohater stał się kumplem z sąsiedztwa. Jego przygody do nich trafiały, reagowały śmiechem na zabawne sytuacje.
Były momenty, kiedy trzeba było wyjaśniać pewne kwestie. Syn się zastanawiał najbardziej nad hasłem „przyszywany rodzic”. Wyobraźnia dziecka nie zna granic… Okazało się jednak, że nie trzeba nikogo zszywać ani maszyną do szycia, ani igłą – jak myślał syn.
Mamuśka Tsatsikiego nie jest postacią idealną. Chłopczyk uwielbia ją i kocha bezgraniczną miłością. Ale nawet on widzi jej wady. Pomaga Mamuśce, kiedy popada w stany depresyjne i dba o nią najlepiej jak potrafi. Z tego również rodzą się zabawne sytuacje. I choć Mamuśka sama uważa się za kiepską matkę, mali czytelnicy zachwycać się mogą jej fantazją i umiejętnościami (potrafi stać na rękach i ruszać palcami od stóp). Dorośli będą mogli wykorzystać jej zdolności wychowawcze i determinację w dbaniu o to, by Tsatsiki stał się niezależnym i dobrym człowiekiem. Nie należy bać się tej książki, ponieważ dzięki niej młodzi odbiorcy poszerzają swoje horyzonty i lepiej rozumieją prawdziwy świat.
Ta książka to nie dla mnie, ale czekam na recenzję „Honoru” 🙂
Dzięki temu, że czytam dzieciom sięgam po książki, które normalnie by mnie ominęły. Mam też z tego niezłą frajdę.
Pingback: Wzruszająca legenda: „Dżok”, B. Gawryluk | Czytam, bo chcę i już