I żyli długo i szczęśliwie… Tak o przyszłości swojego związku myślą wszyscy, którzy się zakochali. Sama miłość ma sprawić, że uczucie będzie trwało wiecznie. Jednak, czy to jest możliwe w wieloletnim związku? Jak zmieniają się ludzie, którzy powiedzieli sobie sakramentalne „tak”?
Tomasz Jastrun podejmuje ten niezwykle delikatny temat, jakim jest życie małżeńskie. Pisze powieść na dwa głosy. Poznajemy wersję męża i żony. Warto zacząć od historii opowiadanej przez mężczyznę, potem wystarczy obrócić książkę i poznać wersję kobiety. Tytuł zapowiada, że nie będzie to opowieść sentymentalna, czy romantyczna. Poznajemy piekło jakie fundują sobie ludzie, którzy przecież powinni być sobie najbliżsi.
Najpierw jest zachwyt i zauroczenie. Mężczyzna i kobieta poznają się, zaczyna między nimi iskrzyć. Zakochują się w sobie, czują, że poznali właśnie tę drugą połówkę. Kogoś na kogo czekali przez całe życie. Ona nie ma wad, On również to chodzący ideał. „Nie masz żadnych wad. Nawet jakbyś je miała, też bym cię kochał. Bo kocha się i za wady. Kiedy się pojawią, będę cię kochał jeszcze bardziej” (s.29) – tak mówi zakochany mężczyzna. Czy rzeczywiście?
Wkrótce jednak okazuje się, że obraz tej drugiej osoby był nieco wyidealizowany, oparty na małych kłamstewkach. Blondynka okazuje się być brunetką, a przecież kolor włosów był tym, co skierowało uwagę mężczyzny na tę właśnie kobietę. Kiedy mijają miłosne uniesienia, zaczyna się walka. Mężczyzna i kobieta zachowują się tak, jakby uczestniczyli w zawodach w przeciąganiu liny. Wygrywa ten, kto zyska więcej: czy to swobody, czy praw. Bohaterowie nie zadają sobie trudu, by iść w jednym kierunku.
W tej opowieści wszystko ma być typowe. Dlatego nie poznamy ani miejsca akcji, ani imion bohaterów. Otrzymujemy monolog jej i jego. Relację z dotychczasowego życia zwykłych czterdziestolatków – obarczonych kredytem i dziećmi. Nie jest to jedynie historia przeciętnego małżeństwa, ale relacja z niezwykle brutalnej wojny. Wszystkie chwyty są dozwolone. Śmierć czyha – na imię ma rutyna.
Czytając tę powieść można odnieść wrażenie, że jest to antyreklama instytucji małżeństwa. Kiedy jednak zastanowimy się głębiej nad tymi scenami z życia małżeńskiego, zobaczymy gotowe schematy, którymi posługują się obie płcie. Owe stereotypy powodują, że mężczyźni i kobiety przestają zadawać sobie trud, by zadawać pytania. Przecież odpowiedź jest gotowa: „Jacy są mężczyźni, każda głupia wie” (s. 20 „Ona”), „Tam, gdzie zdawało nam się, że jesteśmy identyczni, były pozory” (s. 97, „On”).
Tomasz Jastrun przedstawił w „Kolonii karnej” wszystkie etapy, przez jakie przechodzi związek. Pokazuje je jednak w wersji skrajnej, być może dlatego, by pokazać wszystkie błędy (i wypaczenia) ludzi, którzy byli sobie kiedyś bliscy. Co doprowadziło do tego, że czują się, jakby znaleźli się w więzieniu? Czy zabrakło uczucia, umiejętności prowadzenia dialogu? Wydaje się, że jakimś wyjściem jest kompromis w związku, ale może lepsza byłaby współpraca dwojga najbliższych sobie ludzi?
W „Kolonii karnej” za sprawą kolejnych scen, które kreśli autor, nakładamy na bohaterów łatki, stereotypowe zachowania, by przyjrzeć się instytucji małżeństwa. Czy jest choć nikła szansa, by we współczesnym świecie ludzie mogli żyć w jednym stałym związku? Ten problem intryguje pisarzy. Przypominam sobie „Małe zbrodnie małżeńskie” – dramat Érica-Emmanuela Schmitta. Sam tytuł książki nawiązuje do opowiadania Franza Kafki, w którym również mowa o cierpieniu. Czy małżeństwo musi być męką? Tomasz Jastrun nie daje gotowej odpowiedzi, ale każe nam jej poszukać. Warto się nad tym chwilę pogłowić.
Ha, sam tytuł jest już bardzo wymowny, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że powieść opowiada o małżeństwie. To przykre, ale w wielu przypadkach wspólne życie zamienia się we wzajemne dręczenie się, dogryzanie sobie, sprawianie sobie piekła na ziemi. Bliscy sobie ludzie znają się bardzo dobrze i wiedzą dokładnie gdzie uderzyć, żeby zabolało jak najmocniej. Miłosna sztuka polega w pewnym sensie na tym, by powstrzymać się od korzystania z tej wiedzy w chwilach, gdy ma się na to szczególna ochotę.
Nic dodać, nic ująć. Tylko wcale nie jest łatwo powstrzymywać się przed wbijaniem szpil, ale warto chociaż spróbować… 🙂
Zapowiada się interesująco, zachęcasz skutecznie, muszę sięgnąć.
Moim zdaniem warto sięgnąć po ten tytuł. 🙂
Skrajna, mocna, przerysowana z celowym zamiarem wzbudzenia silnych reakcji czytelników książka …. ale momentami bardzo prawdziwa …
Czy jednak ONE w swoim gronie poruszają takie tematy jak w książce ??? nie uczestniczyłam w takich rozmowach … a ONI ??
tego się nie dowiem ….
Kto wie może ONE poruszają – w skrajnych przypadkach oczywiście. Bo jak widać ważne jest by mieć świadomość owego przerysowania.