Dawno odszedł do lamusa świat w którym ludzie wysyłali do siebie listy – takie tradycyjne, zapisywane na papeterii. Może jeszcze na dnie szuflady znaleźć można plik korespondencji przewiązanej czerwoną wstążeczką. Czy została jeszcze jakaś nuta z ich zapachu? Przecież kartki nie tylko były piękne, często również nasączone perfumami. Nie był to tylko pomysł romantycznie nastawionych do świata dziewcząt.
Shaun Usher wpadł na pomysł, by stworzyć projekt, dzięki któremu można było zobaczyć niezwykłą korespondencję (na stronie internetowej). Taką, która będzie mogła cieszyć zarówno oko oraz przypomni, jaką wartość może mieć list: Zarówno dla odbiorcy, jak i dla nadawcy. A my musimy jedynie złamać jedną zasadę, która mówi, że nie czyta się cudzych listów. Te trzeba poznać.
Są listy, które zmieniają świat, inne z kolei wpływają na adresatów. Jedne wzruszają, niektóre bawią, smucą, albo szokują. Shaun Usher skupił się przede wszystkim na korespondencji z anglojęzycznego kręgu kulturowego. Okazuje się, że listy pisano już 4600 lat temu – na Bliskim Wschodzie, posługując się pismem klinowym (to musiały być naprawdę ciężkie przesyłki). Otrzymujemy również przykład listu z Chin, pochodzącego z IX wieku – są to przeprosiny za złe zachowanie. Dzięki korespondencji uświadamiamy sobie, że nawet wielki geniusz, jakim niewątpliwie był Leonardo da Vinci też musiał wysyłać podania o pracę.
Sporą część korespondencji stanowią listy pisane przez głowy państw. Urzekający jest ten, który pisze królowa Elżbieta II do Eisenhowera. Brytyjska monarchini przesyła prezydentowi przepis na babeczki – porcja idealna na 16 osób – można spróbować, czy rzeczywiście są takie smaczne (sama jeszcze się na to nie zdecydowałam). Prezydenci piszą listy, ale też otrzymują ich wiele. Wtedy zaskoczeniem może być, jeśli zwykły człowiek dostanie odpowiedź. Zwłaszcza jeśli nadawca ma 11 lat i próbuje namówić Abrahama Lincolna do zapuszczenia wąsów. Uśmiech na twarzy wywołuje prośba pewnego czternastolatka z Kuby, który chciałby otrzymać od prezydenta USA dziesięć dolarów. Owym sprytnym młodzieńcem okazuje się sam Fidel Castro.
W książce umieszczono sto dwadzieścia sześć listów. Niektóre z nich potraktować można jako ciekawostkę, inne zasługują na miano wzoru – w jaki sposób powinno się pisać. Niektóre pokazują, jak wyznawać miłość, inne w jaki sposób się żegnać z ukochanym. Listy mogą wywoływać poczucie grozy – jak choćby ten od Kuby Rozpruwacza, z dołączoną przesyłką – fragmentem zakonserwowanej w winie nerki.
Czy listy mogą oburzać? I to jak – zwłaszcza ten, w którym morderca Johna Lenona zastanawia się, ile powinien dostać pieniędzy za autograf, który otrzymał od byłego Beatlesa na kilka godzin przed zastrzeleniem go. Sami korespondenci też się niekiedy denerwują. Głównie wtedy, kiedy ktoś nie rozumie ich wielkich dzieł, czy nawet pali publicznie ich książki.
Okazuje się, że cudze listy mogą być fascynującą lekturą. Autor nie tylko przedstawia przed odbiorcą samą treść listu. Najpierw przybliża jego historię, wyjaśnia znaczenie. Oprócz tego dołączone są fotografie oryginalnych dokumentów – wszędzie tam, gdy było to możliwe. Niektóre listy pisane są odręcznie, inne na maszynie, a jeszcze inne wzbogacone ilustracjami. Wszystko to możemy dodatkowo podziwiać i lepiej zrozumieć.
Choć antologia nie jest poradnikiem, wiele można się z niej nauczyć. Nie tylko tego, jak pisać listy miłosne, otwarte, czy oficjalne. Przede wszystkim docenić można wartość odwagi. Okazuje się, że niekiedy właśnie ona, czyni te listy wyjątkowymi. Wisienkę na torcie stanowi list Wisławy Szymborskiej do Michała Rusinka – ostatni jaki napisała poetka. Teksty zaprezentowane w antologii warto poznać, ponieważ udowadniają czytelnikom, że listy wciąż mają wielką moc – mogą ocalić od zapomnienia – zarówno emocje, jak i osoby korespondujące ze sobą.
Zgadza się, że epistolografia powoli zanika, ale wydaje mi się, że sztuka pisania nie zniknie tak szybko – część ludzi darzy tę formę wymiany informacji całkiem sporym sentymentem. W końcu napisany odręcznie list to rzecz o wiele bardziej osobista niż e-mail czy sms. Ciekawe czym kierowała się Shaun Usher wybierając takie a nie inne listy 🙂
Miały to być wyjątkowe listy, niezapomniane, które pokazują, że epistolografia jest czymś ważnym, choć niejednorodnym. Są listy ciekawostki, historyczne, czy takie, które w jakimś stopniu wpłynęły na ludzkość.
Czytałam podobną książkę i byłam rozczarowana, ale tam były tylko miłosne listy, a tutaj są różnorodne. Musi być ciekawa, a listy trzeba zacząć znów pisać 🙂
Listy niezapomiane, co i rusz natykam się na tę pozycję, i nie wiem, czy ona jest aż tak dobra, czy tak dobrze rozreklamowana…
Jedno i drugie… Wprawdzie listy są bardziej z anglojęzycznego kręgu kulturowego, to czyta się je z przyjemnością. Swoją drogą przydałaby się taka antologia z listami, w których nadawcami są Polacy (w końcu też mamy niezłą tradycję epistolograficzną).
Czytałaś może drugą część?
Jeszcze nie, ale ciekawa jestem, czy druga jest równie dobra, a może jeszcze lepsza?
„Kogo” najchętniej byś przeczytała?
Pingback: „Listy niezapomniane. Tom II” – Shaun Usher | Czytam, bo chcę i już