Okładka książki pt. „Rutka” Joanny Fabickiej przyciąga wzrok. Ruda, piegowata i zielonooka dziewczynka patrzy na nas trochę niepokornie, a może z zaciekawieniem? Kiedy przeczytałam opis na obwolucie, wiedziałam, że wcale nie otrzymuję nowej wersji Ani z Zielonego Wzgórza, ale coś więcej. Opowieść, która dotyka najbardziej bolesnych spraw, bo odwoływać się będzie do czasów drugiej wojny światowej. Czy będą one podane kilku- i kilkunastoletnim odbiorcom w sposób przystępny oraz interesujący? Okazało się, że jak najbardziej. Będzie tajemniczo, zabawnie, a czasem poważnie – jak w życiu.
Główna bohaterka książki, Zosia, cierpi z powodu wakacji, a dokładniej przez samotność, która jej w tym czasie doskwiera. Koledzy mieszkający w sąsiedztwie, kamienicach położonych na Bałutach w Łodzi, wyjechali. Tylko dziesięciolatka została, więc nie ma się z kim bawić. Matka musi pracować, dlatego wyjeżdża na jakiś czas. Dziewczynką ma zaopiekować się starsza ciotka Róża. Ku zaskoczeniu Zosi ciocia okazuje się niezwykła. Jeździ na wózku inwalidzkim, ale nie przeszkadza jej to w byciu bardzo energiczną, niemal szaloną osobą. Róża okazuje się być przeciwieństwem matki. Pali fajkę, wyrzuca banknoty przez okno i wypluwa pestki arbuza… uszami.
Staruszka zachęca Zosię do wypraw na podwórko. Tam pewnego dnia dziesięciolatka spotyka rudowłosą Rutkę. Szaloną dziewczynkę, która mieszka sama w rozpadającym się domu. Nie ma nikogo, a rodziców i brata zastępują ich rysunki wykonane na ścianach i podłodze pokoju. Rutka zabiera Zosię do innego świata. Niby tego samego, a jednak rządzą w nim inne prawa. Bo choć okolice są znane, to nawet stara wierzba wydaje się jakaś młodsza.
Rutka natomiast nie rozumie świata Zosi. Nie potrafi przechodzić przez ulicę, a w sklepie spożywczym wywołuje zamieszanie, które ożywia bezgłowe kurczaki. Dorośli szybko domyślą się, kim jest tajemnicza rudowłosa trzpiotka. Wesoła, szalona, ale tęskniąca za rodzicami i ukrywająca się w szufladzie. Młodsi odbiorcy zrozumieją, że Zosia odbywa podróż w czasie. Jednak trzeba będzie ich po tym świecie poprowadzić – wyjaśnić na tyle, na ile są w stanie zrozumieć. Każde dziecko posiada inną wrażliwość, więc potrzebuje przewodnika.
W książce „Rutka” nie mówi się wprost o Holocauście. Są tajemnicze sceny, łatwe do odszyfrowania dla dorosłych, dla młodszych odbiorców już niekoniecznie. Jednak mimo tęsknoty Rutki za rodzicami, opowieść pełna jest ciepła i humoru. Ruda dziewczynka ma tak szalone pomysły, że spokojna Zosia nie zawsze jest w stanie nadążyć za przyjaciółką. Dzięki swojej wrażliwości żyjąca współcześnie dziewczynka potrafi więcej zrozumieć, niż choćby jej matka, która patrzy na wszystko racjonalnie.
W powieści Joanny Fabickiej nie brakuje magii. Wydarzenia niekiedy są absurdalne, na granicy jawy i snu. Ten surrealizm kojarzy mi się z Schulzem, ale tu występuje w wersji dla dzieci. Otrzymujemy przejmującą opowieść, skupiającą się na emocjach bohaterek. Oniryczna historia została osadzoną w miejscu, gdzie historia wciąż jest żywa, a mury kamienic łódzkiej dzielnicy Bałuty mogłyby powiedzieć wiele, gdyby tylko potrafiły… Po lekturze (i w trakcie) dorosły będzie miał wyzwanie, bo będzie musiał odpowiedzieć na wiele pytań. Dziesięcioletnia córka i ośmioletni syn sporo z tego zrozumiały, mimo że nic nie jest powiedziane wprost. A piękne ilustracje Mariusza Andryszczyka wprowadzały je w ten tajemniczy świat wykreowany przez Joannę Fabicką.
Przepiękne ilustracje!
Wartościowa lektura dla dzieci, które wprowadza się w świat historii. Bolesnej przeszłości często niepojętej dla najmłodszych, ale też tematu inności, akceptacji i przyjaźni. Książka kusi mnie już od dłuższego czasu, choć nie mam już małych dzieci. Przeczytam 🙂
Książka została tak napisana, że jeśli dziecko nie zna tego momentu w historii, będzie przypuszczało, że chodzi o bliżej nieokreśloną przeszłość. Dopiero starsze wyciągną nieco inne wnioski – również po naprowadzeniu rodziców. A przede wszystkim będzie to dla nich opowieść o przyjaźni, mimo różnic w wyglądzie, czy charakterze. Bardzo mądra opowieść, ale bez nachalnego dydaktyzmu rodem z XIX wieku.
To jest wielki atut tej książki – brak dydaktyzmu. Można ją rozumieć na tysiące sposobów i każdy będzie dobry.
Cudne ilustracje, tematyka, którą lubię czytać i się przerażać.
Dzieci również były zachwycone tymi ilustracjami, bo długo się im przyglądały, nie pozwalały na to, by podczas czytania jakiś obrazek je ominął. Zastanawiały się również nad techniką ich wykonania.
Cudnie wydana książka….fantastyczna na prezent.
Dla samego wydania chciałabym ją mieć i przeczytać oczywiście też.
Pochwaliłam zdjęcie z książką Orbitowskiego, ale wiesz co? To przebija tamto 🙂
Wyszło naturalnie, podczas lektury córki, tuż przed spaniem 🙂
xd