Ameryka Środkowa nie od dziś budzi nasze zainteresowanie, ponieważ inne kultury intrygują. Jednak czy w Meksyku nadal można znaleźć miejsca nietknięte, które nie mają nic wspólnego ze współczesną cywilizacją? Raczej nie. Globalizacja wpływa na wszystkich, wnika do każdego ziemskiego zakątka. Zatem to, co zostało opisane przez antropologów pół wieku temu może być nieaktualne. Czytałam książki Tony Halika, czy bardziej współczesne – Wojciecha Cejrowskiego. Jak opisuje Meksyk Piotr Grzegorz Michalik, zobaczymy w reportażach wydanych przez Czarną Owcę.
Książka „Podmiejskim do Indian. Reportaże z Meksyku” została napisana przez człowieka, który przez ostatnie osiem lat zajmował się wierzeniami, obyczajowością i rytuałami w Meksyku, na Kubie, czy w Gwatemali. Badania antropologiczne i obserwacje posłużyły do tego, by pokazać czytelnikom Meksyk jako kraj bogaty w kontrasty. Czy można pogodzić tradycję i smartfony? Wszystko zależy od badacza, który będzie potrafił wyłapać rzeczy prawdziwe i głębokie, od tych na pokaz, które są przeinaczone i przeznaczone… dla antropologów.
Czy wiecie, kto to jest Szczuplutka i którzy Meksykanie się do niej modlą? Tak nazywana jest Święta Śmierć, a jej wizerunki są wszechobecne, choć oficjalnie Kościół jej oczywiście nie uznaje. O Santa Muerte można przeczytać u Irvinga, w powieści w „Aleja tajemnic”, ale figurki tej postaci z kosą łatwo wypatrzyć w serialu „Breaking Bad”. Święta Śmierć jest równie popularna, jak Matka Boska z Guadalupe. Santa Muerte cieszy się powodzeniem praktycznie u wszystkich, bo dba nie tylko o prostytutki, czy przestępców, ale o każdego, kto tej pomocy potrzebuje. W podziękowaniu przy jej ołtarzyku wystarczy złożyć jabłko, pieniążek, alkoholem też nie pogardzi. Szczuplutka pozwala się trochę oswoić ze nieuchronnością śmierci, choć nie takie jest jej zadanie, bo bardziej czczona jest jako niezwykle skuteczna w spełnianiu próśb patronka. Autor pokazuje, że ta tradycja nie jest zbyt stara (pochodzi z lat 40 ubiegłego wieku) i wciąż trudno znaleźć jej pierwotne źródło.
W Meksyku katolicyzm styka się z przeróżnymi wierzeniami. Tutaj handlarze narkotyków nie zapominają się pomodlić do swoich świętych, nawet tych oficjalnych. Jeden z karteli narkotykowych przybrał sobie za patronkę Dziewicę z Guadalupe, inni przestępcy wolą św. Tadeusza Judę, choć i prostytutki lubią jemu polecać swe prośby. Jednak nie tylko tego typu bogactwo można znaleźć w Meksyku. Choćby halucynogenne grzybki, do których pielgrzymują miłośnicy innych stanów świadomości.
Jak odzyskać straconą duszę? Taką jedną z wielu? Mnie zaskoczył rozdział o muxe, transwestytach, którzy żyją i stanowią liczną grupę wśród Indian Zapoteków z Juchitán de Zaragoza w stanie Oaxaca. Czy rzeczywiście mają tam taki raj na ziemi, jak mogłoby się wydawać? Na te pytania odpowie autor książki. Zabierze nas też tam, gdzie żyją zwykli ludzie i pokaże ich codzienność.
Nie zabraknie również głosu w dyskusji na temat współczesnych badań antropologicznych. Wielu mieszkańców Meksyku postanowiło dostosować się do wymagań badaczy i mówią im to, czego spodziewaliby się usłyszeć. Niekoniecznie ma to coś wspólnego z prawdziwymi wierzeniami i tradycją miejscowych kultur. Meksyk nie znajduje się na końcu świata, a jak podpowiada sam tytuł, wystarczy ruszyć podmiejskim, prosto do indiańskich wsi. Są miejsca, gdzie mieszkańcy małych społeczności umawiają się na to, co w danym roku powiedzą antropologom, ponieważ nie chce im się wałkować wciąż tego samego. Innym razem, by opowiedzieć coś badaczom, idą przeczytać odpowiedzi w odpowiednich książkach na ten temat.
Piotr Grzegorz Michalik porusza tematy poważne i mało znane. Przez osiem lat mógł sporo zaobserwować i nabrać pewnego dystansu do miejsc, które udało mu się obejrzeć. W książce umieszczono również zdjęcia dopełniające treść, choć brakowało mi opisów fotografii. Nie zawędrujemy jednak do atrakcji turystycznych zadeptanych przez turystów. Jeśli już, to zobaczymy je z perspektywy ludzi miejscowych, bo o ich problemach i trudach codziennego dnia autor nie zapomniał. Reportaże zostały napisane z pasją, Piotr Michalik wzbogacił je jednocześnie nieco ironicznym humorem. Dzięki temu lektura okazała się ciekawa i dobrze napisana.
Coś dla osób marzących o wyprawie w tamte, odległe strony. Meksyk to świat kompletnie inny od naszej cywilizacji. Rzeczywistość pełna kontrastów, oparta na zupełnie innych zasadach i prawach. Na pewno jest tam barwnie 🙂 Mam nadzieję, że ta książka choć w minimalnym stopniu zaspokaja ciekawość i zachęca do podróży.
Z pewnością nie jest to książka dla tych, którzy szukają odpoczynku w kurortach. Zobaczymy prawdziwe oblicze Meksyku, całkiem innego niż moglibyśmy sobie wyobrażać.
Bardzo ciekawa książka. Będę szukać.
Warto przeczytać. 🙂