Po „Ścieżkach Północy” Richarda Flanagana, książce, która cieszy się w Polsce popularnością, ale za granicą również zyskała status bestsellera i zdobyła Nagrodę Bookera, każdy czytelnik może mieć pewne obawy. Czy wcześniej napisana powieść (wydana w 1997 roku), a teraz przetłumaczona na język polski, okaże się równie dobra? Miałam okazję przekonać się, że warto sięgnąć po ten tytuł, choć jego tematyka jest nieco inna, niż „Ścieżek Północy”, to otrzymujemy książkę niezwykle poruszającą. Obie powieści jednak coś łączy: opisano w nich doświadczenia wojenne bohaterów, o których trudno będzie później zapomnieć.
„Klaśnięcie jednej dłoni” przenosi czytelników na Tasmanię. Przybywają tutaj imigranci, by rozpocząć nowe życie. Są lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, czasy niezwykle mroczne, choć przecież druga wojna już się skończyła. Czego szukają na Antypodach ludzie z Europy? Nie ma dla nich miejsca na Starym Kontynencie, ale czy zostaną zaakceptowani? Z jednej strony przecież zyskują wiele, ale co tracą?
W 1954 roku Maria zostawia swoją trzyletnią córkę i męża. Odchodzi w pewną zimową noc. Niemal rozpływa się, nie pozostawiając po sobie śladu. Jej rodzina w tym momencie zostaje rozbita. Tak jak komplet do herbaty, który niszczy Sonja, na wieść o odejściu matki. Dziewczynka zostaje z ojcem, ale rośnie u różnych obcych ludzi. Kiedy wreszcie trafi do niego na stałe, nie otrzyma zbyt wiele ciepła i miłości. Bojan pije, również nie unika przemocy wobec córki. Sonja ma tylko jego i choć ich relacje nie są łatwe, stara się go kochać. Czy między nimi możliwa jest miłość? Może Bojan na nią nie zasługuje? Jak będą wyglądały ich relacje?
Po latach Sonja wraca w rodzinne strony. Udało jej się wyrwać z Butlers Gorge, osady położonej w sercu Tasmanii. Kiedy znalazła się tu z rodzicami, na wyspie trwały prace nad budową tamy, elektrowni, powstawały też zakłady. Sonja znalazła się w Sydney i odniosła pewien sukces. Teraz jednak musi podjąć ważną decyzję. Właśnie dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Jej związki z mężczyznami były nietrwałe, a ostatniego partnera wyrzuciła z mieszkania zaraz po tym, jak dowiedziała się o ciąży. Sonja postanawia wrócić w rodzinne strony, by znaleźć odpowiedź na trudne pytania. Co wniesie do jej życia ta podróż? Okaże się, że będzie musiała wrócić do przeszłości, by zamknąć pewne sprawy. Czytelnicy dowiedzą się również, co stało się z Marią, jej matką.
Richard Flanagan naruszył konstrukcję czasu w powieści „Klaśnięcie jednej dłoni”. Historię poznajemy dzięki dwu płaszczyznom czasowym – jedna rozpoczyna się w 1954 roku, kiedy odchodzi Maria, natomiast drugą rozpoczyna rok 1989, wtedy na wyspę wraca Sonja. Otrzymujemy obraz dorastającej dziewczynki, niezwykle poranionej, która czyje się odrzucona. Tamta mała Sonja, wciąż tkwi w dorosłej już kobiecie. Widzimy również jaki jest Bojan, na to co w nim tkwi miały również czas i miejsce, w którym żył. Okropne obrazy z czasów wojny, jakie widział, wszystko czego doświadczył, naznaczyło go i nie pozwoliło być tym, kim chciał, choćby dobrym i ciepłym ojcem dla jedynej córki. Ale może wreszcie po jej powrocie uświadomi sobie, że ma ostatnią szansę na odkupienie win?
Książka korzysta z konwencji thrillera. Pierwsze sceny nakreślone przez Richarda Flanagana niezwykle potęgują napięcie. Jednak otrzymujemy coś, co z tej konwencji czerpie, ale w rzeczywistości jest powieścią psychologiczną. Taką, która nikogo nie zostawi w spokoju i poruszy do głębi. Zagadka w pewnym stopniu zostanie rozwiązana ale na wiele pytań czytelnik będzie musiał sam sobie odpowiedzieć. Zobaczymy trudne życie ludzi, którzy przyjechali do Tasmanii w poszukiwaniu lepszego życia, a zyskali jedynie odrzucenie, nie zostali zaakceptowanie przez mieszkańców tej ziemi. Przeszłość ich naznaczyła, a oprócz tego otrzymują dodatkowe cierpienia. Wtedy kiedy odchodzi Maria „czas się przełamał” i nic już nie będzie takie samo. Ojciec i córka pozostają sami na tym świecie i długo będą się uczyli z sobą żyć. Zobaczymy też, czy nauczą się przebaczać i kochać.
Bardzo ciekawie napisałaś. Wiesz, że ja nie zastanawiałam się nad konwencją gatunkową? Tak bardzo mnie wciągnęła psychologia postaci.
Kiedy przeczytałam kilkanaście pierwszych stron, to byłam zaskoczona. No bo jak to? Flanagan i thriller? Ale oczywiście było to tylko zwodzenie czytelnika.
Miałem okazję przeczytać „Ścieżki Północy” i przyznaję, że jest to bardzo dobra książka. „Klaśnięcie jednej dłoni” zapowiada się jako równie interesująca lektura. Pociągają mnie takie tematy jak konfrontacja z przeszłością, niełatwe dzieciństwo, z którego piętnem należy się zmierzyć czy próba redefinicji własnej egzystencji.
Jeszcze jest jedna gratka dla Ciebie – nawiązania do literatury japońskiej – w samym tytule książki.
Nie czytałam żadnej z książek Flanagana, ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie przeczytam „Klaśnięcie…”. Z Twojej recenzji wynika, że to mocna i poruszająca lektura. Jestem ciekawa co stało się z Marianną i jej matką.
Maria odchodzi zostawiając kilkuletnią córeczkę. Na dodatek na uspokojenie dziecka śpiewa piękną słoweńską kołysankę. Co się z nią stało i dlaczego odchodzi – te pytania będą towarzyszyły nam cały czas podczas lektury. Widzimy też, jaki to ma wpływ na tych, którzy zostali – a wszystko opisane w piękny i poruszający sposób.
Odkąd sam zmieniłem się nietaty w tatę dużo ciężej czyta mi się o trudnych relacjach na linii rodzic-dziecko. Od tego czasu takie kwestie uderzają dużo bliżej serca. Dlatego nieco boję się lektury. Na „Drogę” Cormaca McCarthy’ego częściowo musiałem się „zamknąć”.
Pingback: „Księga ryb Williama Goulda” – Richard Flanagan | Czytam, bo chcę i już