Michała Witkowskiego raczej nie trzeba przedstawiać. Jeden z nielicznych pisarzy, o którym słyszała cała Polska – nie tylko ta czytająca. Popularność autora potęgowana jest faktem nominacji do nagrody Nike 2012. Muszę się przyznać, że „Drwal” zainicjował moją przygodę czytelniczą z Witkowskim. I – dopowiem – nie zawiodłam się.
Alter ego pisarza udaje się w tereny nadmorskie, by zamieszkać u mężczyzny z małym domkiem. Robert, który zaszył się w leśniczówce w okolicach Międzyzdrojów, może być tym tytułowym drwalem – ale czy napewno? Nie da się tego jednoznacznie określić, gdyż właściciel domku, to postać niezwykle tajemnicza i małomówna. Jak na siebie trafiły dwa tak skrajne charaktery? Chciałoby się zaraz podyskutować na ten temat. Wścibski Michaśka trafia do współczesnych Międzyzdrojów, kiedy jest to teren niemal martwy. Jesień jest szara, pozbawiona zupełnie kolorów. Dopiero pojawiające się kolejno postaci ożywiają ten niemal martwy świat.Wiele powiedzą już same imiona, nazwiska, czy przezwiska: masażysta pan Zbyszek, recepcjonista Kaczoroffsky, Frau Krewetka, luj Mariuszek, gangster i jego syn Domino, pan Kazimierz, doktor Robert, Rozklekotany, prostytutka Jadwiga Parszywa naznaczona przez życie dzięki nazwisku. Intryga, która się rodzi, jest niezwykle ciekawa, choć bardziej będzie kojarzyła się z Nienackim, niż Stiegem Larssonem.
Bohater ucieka od warszawki, by napisać powieść, a jednocześnie chce przeżyć wspaniałą przygodę, jak w „Panu Samochodziku”. Jego ciekawość pisarska, a może wścibskość, doprowadzą do tego, że rzeczywiście książka do końca przytrzyma czytelnika w stanie napięcia.
Fabuła kryminalna jednak nie jest w powieści na pierwszym miejscu. Prawdziwy Witkowski chce jakby wykrzyczeć odbiorcy, że on też potrafi, ale lepiej… Tworzy „Drwala”, którego największym atutem jest język, autoironia, stylizacja. Pisarz wrzuca nas do świata pełnego nostalgii za latami 70 i 80 ubiegłego wieku. Kreuje przestrzeń literacką w taki sposób, że czułam się świadkiem tych dawno minionych czasów. Nawet byłam w stanie przypomnieć sobie tamte kurorty sprzed niemal 30 lat. Teraz będę widziała je poprzez pryzmat prozy Witkowskiego.
Równie interesujące są nawiązania literackie. Jako miłośniczka Gombrowicza cieszę się z postaci przesiąkniętych nieco „Ferdydurke”, czy „Transatlantykiem”. Zamiast synczyzny mamy lujczyznę. Fascynacje Witkowskiego-bohatera lujkiem Mariuszkiem, doprowadzają do nieudanej próby oswojenia, ugładzenia tej postaci. Sztuczny warszawski ciota jest na przeciwległym biegunie naturalności surowego Mariusza. Chłopca, który nie wie, czy dojrzeć (upupianie), ale nawet mimo swej agresji, jednocześnie dobrego i sympatycznego.
Trzeba zwrócić uwagę na elegancką i intrygującą okładkę. Książka wręcz zaprasza, kusi do sięgnięcia po nią. Myślę, że warto przeczytać tę powieść, nie ze względu na wątek kryminalny, ale po to by skupić się na odczuwaniu – bo właśnie uczucia są bardzo ważne w „Drwalu”. No i zostało już tylko parę dni, by dowiedzieć, kto zostanie laureatem Nike. Czekam z niecierpliwością…
Dziękuję za książkę wydawnictwu Świat Książki.
Pingback: „Zbrodniarz i dziewczyna” – Michał Witkowski | Czytam, bo chcę i już