Często mówimy, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Czy każdy syn musi być podobny do ojca, albo popełniać te same błędy, co on? Jaka jest rola taty w opiece nad potomkiem? Proces wychowawczy jest długi i skomplikowany, nawet w Ewangelii jest powiedziane, że „Poznacie ich po ich owocach”. Dzięki zbiorowi opowiadań pt. „Ojciec”, który ma premierę jedenastego października, dowiemy się więcej o relacji między rodzicem a synem. Co do powiedzenia na ten temat mają tacy polscy autorzy jak Michał Cichy, Jacek Dukaj, Wojciech Engelking, Jakub Małecki, Andrzej Muszyński, Łukasz Orbitowski, Ziemowit Szczerek, Wit Szostak i Michał Witkowski? Kilka miesięcy temu poznałam książkę o podobnej tematyce. Były to krótkie opowiadania i przypowieści pt. „Po ojcu” napisane przez jednego autora, Adama Ehrlicha Sachsa. Tym razem na jeden temat wypowiedzieli się uznani polscy pisarze. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Michał Witkowski
„Zbrodniarz i dziewczyna” – Michał Witkowski
Przed wydaniem „Zbrodniarza i dziewczyny” wokół Michała Witkowskiego zrobiło się mnóstwo medialnego szumu. Zresztą za sprawą samego autora. A to ogłosił się blogerką modową, a to stwierdził, że nie jest już pisarzem. Zawrzało, kiedy za sprawą Kai Malanowskiej rozpętała się dyskusja na temat zarobków pisarzy. Witkowski podał taką kwotę zaliczki, jaką zapłaciło mu wydawnictwo za „Zbrodniarza i dziewczynę”, że wszyscy na chwilę wstrzymali oddech (z zazdrości?). Moim zdaniem tego typu promocja jest symbolem naszych czasów. Już nie wystarczy pojawiać się w pismach literackich. Trzeba być na Pudelku.
W „Zbrodniarzu i dziewczynie” głównym bohaterem jest alter ego autora – Michaśka. Książka jest drugą częścią cyklu, po „Drwalu”, autor zaplanował jeszcze jedną część. Jeśli ktoś poznał pierwszy tom, wtedy niektórzy bohaterowie będą mu doskonale znani. Fascynacja lujami się nie zmieniła, tylko bohater nieco zmęczył się życiem. Nie dla niego miłość, namiętność, pozostają antydepresanty i opona z tłuszczu, którą należy spalić podczas intensywnych treningów z indywidualnym trenerem.
Wszystko się zmienia za sprawą Studencika. Michaśka spotyka go w barze i choć obiekt marzeń jest po trzydziestce, to wciąż wygląda młodzieńczo. Miłosnym podchodom kibicują kelnerki. Szybko jednak się okazuje, że Studencik to agent Tomek w wersji dla gejów, który ostatecznie angażuje Michaśkę do rozwiązania śledztwa. We Wrocławiu bowiem grasuje retromorderca. Przebrane ofiary podrzuca do miejsc, w których działali przedwojenni geje. Ofiarami są młodzi ludzie, zazwyczaj chłopcy z marginesu. Wszystko wygląda tak, jakby to robił Michał Witkowski. Tyle, że on ma alibi.
Student pozwoli Michaśce pomagać w śledztwie. Czytaj: Michał jest przynętą. W pewnym momencie odbywają podróż pociągiem do Międzyzdrojów. Tak, ta miejscowość musi się pojawić, nawet jeśli akcja powieści toczy się w grudniu. Według Michaśki podróż przypomina tę z kryminału z Cybulskim i Krzyżewską w rolach głównych. Witkowski wyraźnie nawiązuje do „Zbrodniarza i panny”. Jak widać tytuł filmu Janusza Nasfetera przydał się autorowi „do prozy”.
U Michała Witkowskiego znajdziemy całe mnóstwo nawiązań – zaczynając od tytułu książki. Potem mamy główne miejsce wydarzeń, czyli Wrocław. Jednak niewiele tu z Breslau Krajewskiego, oprócz retro mordercy i ciuchów sprzed wieku. Mnie najbardziej ubawiła Paula, nauczyciel języka polskiego (pomieszanie końcówek męskich z żeńskimi jest celowe), która swoimi monologami przypomina Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra”, ale w wersji gejowskiej.
Ironia, dygresje, nawiązania literackie to ulubione pole manewru Michała Witkowskiego. Kryminał jest tylko pretekstem, bo tematem głównym jest witkowszczyzna. W „Zbrodniarzu i dziewczynie” nie znajdziemy zwykłego świata. Nie poznamy przeciętnych rodzin, z typowymi problemami. Pisarz obraca się w swoim ulubionym świecie. Tym razem nieco poszerza swoje uniwersum. Dzięki temu, że Michaśka pomaga w rozwiązaniu zagadki kryminalnej, przygląda się sekcji zwłok. Tu mamy już turpizm na całego. Witkowski w szczegółowy i naturalistyczny sposób opisze nam wszystkie szczegóły krojenia zwłok. W pewnym momencie zauważymy też pewną czułość głównego bohatera wobec trupów.
Michał Witkowski lubi przesadę, sporo tego w „Zbrodniarzu i dziewczynie”. Nie tylko szczegółowo opowie nam o plamach opadowych, czy o tym jak wpływa na apetyt zwęglone ciało. Najważniejszy jest bowiem: On. Nie, nie morderca, a Michaśka. Nawet zbrodniarz musi się do tego dostosować. Witkowski bawi się konwencją. Daje nam kryminał gejowski z elementami romansu. Dlatego, jeśli ktoś szuka książki w stylu Stiega Larssona, mocno się rozczaruje. Tu kryminał stanowi pretekst do zabawy językiem, tworzenia dygresji, autoironii. Do kogo przemawia ten styl, sięgnie po książkę. Ciekawa jestem jednak, jaki show wymyśli Michał Witkowski wokół następnej książki?
Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.
Drwal – kryminał made by Witkowski
Michała Witkowskiego raczej nie trzeba przedstawiać. Jeden z nielicznych pisarzy, o którym słyszała cała Polska – nie tylko ta czytająca. Popularność autora potęgowana jest faktem nominacji do nagrody Nike 2012. Muszę się przyznać, że „Drwal” zainicjował moją przygodę czytelniczą z Witkowskim. I – dopowiem – nie zawiodłam się.
Alter ego pisarza udaje się w tereny nadmorskie, by zamieszkać u mężczyzny z małym domkiem. Robert, który zaszył się w leśniczówce w okolicach Międzyzdrojów, może być tym tytułowym drwalem – ale czy napewno? Nie da się tego jednoznacznie określić, gdyż właściciel domku, to postać niezwykle tajemnicza i małomówna. Jak na siebie trafiły dwa tak skrajne charaktery? Chciałoby się zaraz podyskutować na ten temat. Wścibski Michaśka trafia do współczesnych Międzyzdrojów, kiedy jest to teren niemal martwy. Jesień jest szara, pozbawiona zupełnie kolorów. Dopiero pojawiające się kolejno postaci ożywiają ten niemal martwy świat.Wiele powiedzą już same imiona, nazwiska, czy przezwiska: masażysta pan Zbyszek, recepcjonista Kaczoroffsky, Frau Krewetka, luj Mariuszek, gangster i jego syn Domino, pan Kazimierz, doktor Robert, Rozklekotany, prostytutka Jadwiga Parszywa naznaczona przez życie dzięki nazwisku. Intryga, która się rodzi, jest niezwykle ciekawa, choć bardziej będzie kojarzyła się z Nienackim, niż Stiegem Larssonem.
Bohater ucieka od warszawki, by napisać powieść, a jednocześnie chce przeżyć wspaniałą przygodę, jak w „Panu Samochodziku”. Jego ciekawość pisarska, a może wścibskość, doprowadzą do tego, że rzeczywiście książka do końca przytrzyma czytelnika w stanie napięcia.
Fabuła kryminalna jednak nie jest w powieści na pierwszym miejscu. Prawdziwy Witkowski chce jakby wykrzyczeć odbiorcy, że on też potrafi, ale lepiej… Tworzy „Drwala”, którego największym atutem jest język, autoironia, stylizacja. Pisarz wrzuca nas do świata pełnego nostalgii za latami 70 i 80 ubiegłego wieku. Kreuje przestrzeń literacką w taki sposób, że czułam się świadkiem tych dawno minionych czasów. Nawet byłam w stanie przypomnieć sobie tamte kurorty sprzed niemal 30 lat. Teraz będę widziała je poprzez pryzmat prozy Witkowskiego.
Równie interesujące są nawiązania literackie. Jako miłośniczka Gombrowicza cieszę się z postaci przesiąkniętych nieco „Ferdydurke”, czy „Transatlantykiem”. Zamiast synczyzny mamy lujczyznę. Fascynacje Witkowskiego-bohatera lujkiem Mariuszkiem, doprowadzają do nieudanej próby oswojenia, ugładzenia tej postaci. Sztuczny warszawski ciota jest na przeciwległym biegunie naturalności surowego Mariusza. Chłopca, który nie wie, czy dojrzeć (upupianie), ale nawet mimo swej agresji, jednocześnie dobrego i sympatycznego.
Trzeba zwrócić uwagę na elegancką i intrygującą okładkę. Książka wręcz zaprasza, kusi do sięgnięcia po nią. Myślę, że warto przeczytać tę powieść, nie ze względu na wątek kryminalny, ale po to by skupić się na odczuwaniu – bo właśnie uczucia są bardzo ważne w „Drwalu”. No i zostało już tylko parę dni, by dowiedzieć, kto zostanie laureatem Nike. Czekam z niecierpliwością…
Dziękuję za książkę wydawnictwu Świat Książki.