„Głodne słońce. Dymiące zwierciadło” – Wojciech Zembaty

Głodne słońce. Dymiące zwierciadło, Wojciech ZembatyCo by było, gdyby? Takie pytanie pewnie zadawał sobie każdy, choćby na lekcjach historii. Tego, jak potoczyły się losy świata, nie zmienimy. Jednak od czego mamy pisarzy fantastycznych? Nawet jeśli wyobraźnia nas nie zawodzi, warto sięgnąć po cudze przemyślenia i wizje. Książka „Głodne słońce. Dymiące zwierciadło” Wojciecha Zembatego stanowi przykład historii alternatywnej. Akcja powieści rozgrywa się w Ameryce, której nie zdołali podbić konkwistadorzy.

W „Głodnym słońcu” Wojciech Zembaty cywilizacja Nowego Świata nie uległa zagładzie. Europejczycy zostali powstrzymani przez Klątwę i nie udało im się opanować tych terytoriów. Kontakt Indian z Białoskórymi zapisał się w ludzkiej pamięci, jako coś co trzeba było powstrzymać poprzez liczne ofiary. Plemiona ocalały, ale cena była wysoka. Po Aztekach zostały tylko opowieści i ich następcy – Kruzowie. Osiągnięcia Białoskórych zostały odrzucone: ani żelaza, ani broni, czy też koni nikt nie ośmiela się używać. Do pewnego momentu.

Plemiona indiańskie bezustannie ze sobą walczą. Toczy się jedna wielka wojna, a krew płynie strumieniami. Zwłaszcza, że po dawnych cywilizacjach został zwyczaj składania ofiar w ludziach. Świat postaztecki okazuje się bardzo brutalny. Rządzi się prawem silniejszego. Ludzie prowadzą liczne kampanie wojenne, które zdają się nie mieć końca. W podziemiach natomiast żyją tajemnicze istoty, tam również znajduje się bezcenna substancja, braazatal.

W tej alternatywnej Ameryce poznajemy mnóstwo bohaterów. Akcja jest bardzo rozbudowana i skomplikowana, co jakiś czas przenosimy się w inne miejsce. Czytelnik stopniowo poznaje realia świata przedstawionego. Kolejne plemiona, nowe miejsca, trudne nazwy oraz imiona na początek mogą nieco zamącić odbiorcy w głowie. Dlatego autor umieścił na końcu książki spis postaci oraz przyporządkował ich do w miejsc, z którymi są związani.

Początkowo trudno określić, kto jest główną postacią. Szybko jednak znajdziemy swoich ulubieńców, choć w tym brutalnym świecie lepiej się za bardzo do nich nie przywiązywać. Najbardziej istotni bohaterowie znajdują się po innej stronie konfliktu, a odbiorca ma utrudnione zadanie, bo nie wie, kto jest dobry, a kto zły. Każdy stara zdobyć jakąś pozycję. Początkowo niełatwo połapać się w tych intrygach. Stopniowo jednak poznajemy postaci, ich słabe i mocne strony. Nie ma tu bohaterów idealnych, bez skazy. Nawet najbardziej honorowi, czy najsilniejsi posiadają jakąś skazę. Niekiedy wywołują antypatię, ale dzięki temu są ludzcy, a nie papierowi.

Wojciech Zembaty w pierwszej części „Głodnego słońca” tak rozbudował wątki, że ciekawa jestem, czy zdoła je zamknąć w drugim tomie. „Dymiące zwierciadło” to wprowadzenie do tego alternatywnego świata. Autor pokazuje nam, jak mogłaby się rozwinąć cywilizacja po Aztekach. Jego wizja rozwoju tej kultury, czy wierzeń po krótkim kontakcie z Europejczykami okazuje się niezwykle drobiazgowa i przemyślana. Wojciech Zembaty opisuje egzotyczny dla nas świat. Widzimy, jak bardzo jest niebezpieczny i to nie tylko w kopalniach, gdzie żyją tajemnicze stwory. Przetrwa tylko najsilniejszy i najsprytniejszy. Z czasem dowiadujemy się, kto dysponuje największą wolą przetrwania.

Myślę, że książka  „Głodne słońce. Dymiące zwierciadło” spodoba się miłośnikom fantastyki, ale tym którzy lubią historie alternatywne. Nie będzie smoków, czy rzeczywistości rodem ze średniowiecza.  Świat tu opisany jest brutalny, dlatego dominują postacie męskie. Większość z nich to żołnierze, przez to przeważa dosadny język. Ameryka Łacińska pokazana została z perspektywy tych, którzy chcą przetrwać, albo pragną zdobyć lepszą pozycję. Czy są na górze drabiny społecznej, czy na samym dnie, zasady są podobne. Wojciech Zembaty nie oszczędza czytelników, daje im sporo naturalistycznych opisów, pokazuje chaos wojenny, a wszystko w postazteckim klimacie.

  1. Wciąż nie czuję się przekonana do tej książki. Strasznie podoba mi się sam pomysł na fabułę, ale spotkałam się z opiniami, że tom pierwszy stanowi ledwo wstęp, a ja w serie fantastyczne nie lubię się wplątywać. Na razie się wstrzymam :\

    • Tutaj zdecydowanie mamy do czynienia z początkiem i trudno powiedzieć, w ilu tomach to wszystko się zamknie. Natomiast długie oczekiwanie powoduje, że zapominamy, co było w poprzedniej części i łatwo się pogubić.

  2. Ha, odnoszę wrażenie, że „Gra o tron” roztacza coraz większe wpływy w świecie literatury fantasy – przed sagą Martina monumentalne, wielowątkowe historie o całej palecie bohaterów, z których każdy mógł zginąć w dowolnej chwili nie cieszyły się szczególnym uznaniem czytelników.

    Co do książki Zembatego, to sam pomysł na fabułę jest rewelacyjny. Aż kusi, żeby osobiście przekonać się jak wygląda świat bez „białej” cywilizacji. Intryguje również, jaką rolę Europejczykom Zembaty przypisał w przyszłości – trudno bowiem uwierzyć, że jeden nieudany podbój mógłby skutecznie zniechęcić dzielnych krzewicieli kultury, lubiących złoto i niewolników 🙂

    • Właśnie „Gra o tron” mogła przetrzeć szlak. Tutaj najbardziej intryguje świat zupełnie nam nieznany, ponieważ niewiele wiemy o wierzeniach i kulturze cywilizacji prekolumbijskich. Tutaj na dodatek otrzymujemy wizję, jak ona mogłaby się rozwinąć i czym się stać. 🙂

  3. Pomysł rzeczywiście przyciąga. Ja w dodatku lubię i historie alternatywne, i długie serie fantasty. Dodam też, że alternatywna wersja historii Indian, ale raczej tych północnoamerykańskich, rozpisana została też przez Orsona Scotta Carda w jego sadze o Alvinie Stwórcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *