Ostatnio mam słabość (a może szczęście) do intrygująco sformułowanych tytułów. A książce Lulu Miller trudno się oprzeć. Bo co oznacza to pytanie: „Dlaczego ryby nie istnieją”? Oczywiście jest to pewnego rodzaju prowokacja, ale amerykańska dziennikarka świetnie buduje napięcie i pobudza ciekawość. Książka, po którą możemy sięgnąć dzięki przekładowi Hanny Pasierskiej, przybliży nam postać pewnego naukowca, a następnie zburzy obraz, jaki stopniowo będzie nam się wyłaniał.
„Dlaczego ryby nie istnieją” zaliczymy do literatury non-fiction. Otrzymujemy obszerny esej, w którym poznajemy wybitnego naukowca. U nas nie jest może tak powszechnie znany, ale kiedy poczytamy o tym, kim Davida Starr Jordan, z pewnością łatwo będzie nam wyrazić podziw nad jego dokonaniami. Dowiadujemy się, co sprawiło, że stał się wybitnym taksonomistą z przełomu XIX i XX wieku.
Widzimy postać niezwykle pracowitą. W pocie czoła katalogującego kolejne nieznane gatunki istot żywych. Mężczyzna postanowił skupić się w swojej pracy naukowej na rybach. Porządkował, nadawał nazwy, zamykał w słoikach rzadkie okazy. Jednak jedno trzęsienie ziemi w 1906 roku zniszczyło wszystko. Na Uniwersytecie Stanforda zniszczeniu ulega niemal cały dorobek Starra. Co robi naukowiec? Bierze igłę z nitką i przyszywa etykiety do ryb.
Mężczyzna jawi się nam w tym momencie, jako ktoś, kto znalazł porządek w świecie pełnym chaosu. Jest jak Adam, który jak drugi po Bogu nadaje nazwy istotom żywym. Oczywiście Starr Jordan, aby nadać te nazwy zabiera rybom życie. W końcu ludzie są na szczycie drabiny, co w XIX wieku udowadniano naukowo. Pierwszy rektor Uniwersytetu Stanford niemal jak heros oddaje się nauce i odnosi sukces. Wszystko w imię nauki. Czy takie zachowanie nie przypomina niemal postawienia się w roli Boga? Czy owa postawa nie przypomina nieco jednego z grzechów głównych?
I w tym momencie Lulu Miller odsłania karty, dając do zrozumienia, że nie odrobiliśmy lekcji. Jasna strona Davida to jedno, ale poznajemy mrocznego Starra. Osobę, która promowała eugenikę. W końcu to w Stanach ona się narodziła i rozeszła po całym świecie. Jakie były tego skutki, nie trzeba nam przypominać. Ryby i niepełnosprawni w tym przypadku głosu nie mają. Tak samo, jak według ludzi takich jak Starr, niektórzy posiadają prawo do odbierania innym tego, co najcenniejsze. W imię czego? Czy aby na pewno chodzi tylko o naukę? Jest jeszcze sprawa pewnego morderstwa i tu Miller daje nam niemal opowieść kryminalną o której za dużo nie mogę napisać, by nie odbierać przyjemności poznawania tajemnic z trucizną w roli głównej.
Autorka książki „Dlaczego ryby nie istnieją” skłania czytelnika do odpowiadania samemu sobie na pytania, jakie pojawiają się w tej publikacji. Pokazuje, że jako ludzie bardzo lubimy porządek i naukowe systematyzowanie, ale często budujemy sobie wizję świata na nieprawdziwych założeniach. Wszystko, co sklasyfikował Starr, wcale nie uporządkowało chaosu, ponieważ według zasad kladystyki, ryby, jako spójna grupa ewolucyjna, w rzeczywistości nie istnieją. To w takim razie czy nasze nieustanne próby kategoryzowania, szukania porządku są złe? Lulu Miller odpowiada na te pytania odwołując się również do osobistych doświadczeń, nie tylko przez pryzmat działalności Davida Starra Jordana. Myślę, że warto podążyć za przemyśleniami Lulu Miller.
PS Książkę na język polski przełożyła Hanna Pasierska.