„Dziennik Edwarda Chomika 1990-1990”: Miriam Elia, Ezra Elia

Dziennik Edwarda Chomika„Dziennik Edwarda Chomika”  trafił do mnie dzięki sponsorom spotkania blogerów książkowych: A może nad morze 2? Miriam Elia i jej brat Ezra Elia byli kiedyś właścicielami małego gryzonia. Po jego śmierci swoje spostrzeżenia na temat chomików zawarli w rysunkowej książeczce. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że jest to opowieść dla dzieci – nic bardziej mylnego.

Chomik Edward zaczyna prowadzić swój pamiętnik w kwiecie wieku – pół roku po tym, jak został zakupiony w sklepie zoologicznym. Teraz zaczyna dopadać go melancholia. Buntuje się, np. rezygnując z kołowrotka. Rodzą się w nim myśli egzystencjalne typu: „Po co być” (s.17). Postanawia jednak walczyć o swoje „ja”, bo ludzie mogą odebrać mu wolność, ale nie dostaną jego duszy.

Żeby Edward nie był taki samotny, otrzymuje towarzysza Wolfa, jednak nic ich nie łączy, nie mają żadnych wspólnych tematów. Dopiero, kiedy ludzie po śmierci Wolfa, dadzą mu Camillę, wtedy Edward pozna co to miłość i bratnia dusza. Uczucie kończy się jednak tragicznie…

Życie tytułowego chomika przebiega w niewoli. Bohater chce się wydostać z klatki, ale nie potrafi się wyzwolić, nawet jeśli klatka jest otwarta. Edward wybiera bowiem oportunizm, bo nie wie, co może go czekać na wolności. Narzeka na życie w klatce, ale stanowi ono dla niego coś stałego, doskonale znanego i oswojonego zarazem.

„Dziennik Edwarda Chomika” jest książką niezwykle zabawną. No bo jak się nie śmiać z gryzonia, który wpada w nastroje mocno dekadenckie? Ów dystans do świata, jego wieczne narzekanie, przemyślenia bawią, choć są wyrażane przez Edwarda zupełnie na poważnie. 8 maja Edward notuje: „Dziś przyszedł weterynarz. Dotykał mnie. Zdaje się, że jestem kobietą”. Dzień później: „Nie jestem kobietą. Sprawdziłem to” (s. 21-23). Innym razem chomik podejmuje strajk głodowy. Trwa on całe czternaście minut.

Książki pisane z perspektywy zwierząt nie są czymś nowym. Wystarczy wymienić najsłynniejszą książkę tego typu: „Folwark zwierzęcy” George Orwella. W przypadku „Dziennika Edwarda Chomika” możemy się pokusić o o to, by potraktować opowieść jako rodzaj alegorii. Książka określona została w tytule jako dziennik, jednak bliżej jej do bajki. Bo i u Ezopa bohaterami były zwierzęta, a jednak zachowywały się one jak ludzie.

Chomik Edward gnuśnieje w swej klatce. Jego życie jest rutynowe, oparte na schematach. Choć przez chwilę decyduje się na bunt, jednak nie potrafi w nim wytrwać, bo jest słaby. Uważa się za wielkiego filozofa, rewolucjonistę, ale dokonuje wielkich czynów tylko i wyłącznie w swojej wyobraźni. W rzeczywistości nie potrafi przekroczyć granicy, która dałaby mu wolność.

„Dziennik Edwarda Chomika” z jednej strony bawi, ale z drugiej każe nam się zastanowić: ile w nas samych jest z Edwarda? W książce zastosowano aforyzmy, które pozwalają spojrzeć z dystansem na własne życie. Mroczna i smutna egzystencja gryzonia została podkreślona poprzez czarno-białe ilustracje. Nawet one podkreślają marność istnienia małego zwierzątka oraz jego nastrój.

Książka z pewnością nie nadaje się dla najmłodszych czytelników. Nie wyłapią one żartów i ironii zawartej w tej książeczce (chomik z papierosem w łapce mógłby je nieco zdziwić). Za to dorośli czytelnicy mogą się świetnie bawić podczas głośnego czytania innym dorosłym odbiorcom. Za sprawą dziennika małego gryzonia czytanie na głos stanie się palącą potrzebą. Przyznam, że choć mam tę książeczkę kilka dni, wiele osób już się przekonało do Edwarda. Bo „Edward nie jest tylko chomikiem; Edward to stan umysłu” (s. 7).

  1. Mam dużo sympatii dla chomików 🙂 To książka idealna dla mnie.
    Jeśli tekst jest równie zabawny co ilustracje, wpisuję ją na listę „must have”!

    Pozdrawiam 🙂 🙂

    • Widzę że nie tylko mnie intrygowała ta książka – już na samym spotkaniu. Jednak udało mi się wytrzymać do powrotu do domu, ale ani minuty dłużej. 🙂

  2. jak pierwszy raz zobaczyłam Edwarda myślałam, że to bajka dla dzieci, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się, papieros w jego łapie zaczął mi nie pasować 😉 ciesze się, że zdecydowałam się na te lekturę, bardzo pozytywnie ją wspominam.

  3. Ha, sama okładka wygląda rewelacyjnie, a i treść, na podstawie tego co piszesz, wydaje się ogromnie interesująca. Rozejrzę się za tą książeczką – wspólna lektura z miłą sercu osobą mogłaby okazać się ciekawym doświadczeniem 🙂

    Co do książek pisanych z perspektywy zwierząt, to serdecznie polecam „Jestem kotem” Natsume Sosekiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *