„Guguły” – Wioletta Grzegorzewska

GugułyPokolenie trzydziestolatków łatwo mogło odnaleźć siebie w  „Znakach szczególnych” Pauliny Wilk. Autorka jednak opisuje doświadczenia tej generacji z perspektywy mieszkańca miasta. Co jednak z osobami, które pochodzą ze wsi? Do nich może z kolei trafić książka Wioletty Grzegorzewskiej pt. „Guguły”. Autorka jest kilka lat starsza od Pauliny Wilk, więc jej doświadczenia sięgają troszkę głębiej do czasów PRL-u.

„Guguły” są drugą książką prozatorską Wioletty Grzegorzewskiej. Wcześniej opublikowała kilka tomów poetyckich. Tym razem pisarka zabiera nas w świat, który zna ze swojego dzieciństwa. Przenosimy się do małej wsi Hektary położonej na jurze Krakowsko-Czestochowskiej. Główna bohaterka – mała Wiolka – obserwuje otaczającą ją rzeczywistość. Odbiera ten świat na swój sposób, zatrzymując się przy tym, co dla niej ważne.

Książka została podzielona na opowiadania, w których zapisane zostały obrazy z dzieciństwa. Loletka rośnie, ale nie przestaje wchłaniać tego, co ją otacza. Jej obserwacje pokazane z perspektywy dziecka, niekiedy są na pograniczu tego co realne, z tym co powstało w wyobrażni. Oniryczność przeplata się z realizmem. Otrzymujemy Macondo, tyle że położone na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Bo tylko żyjąc na wsi można poznawać świat, chodząc kocimi ścieżkami. A kiedy wierny towarzysz nagle zniknie, Wiolce uda się wygrać figurkę Jezusa, wtedy będzie się do niej modliła o zmartwychwstanie kota. Magia jest możliwa jednak tylko dzięki owej dziecięcej perspektywie.

Jednak obraz wsi Hektary nie jest ani sielski, ani anielski. Grzegorzewska nie przesadza z patosem, czy sentymentalizmem. Przeszłość, którą opisuje, przedstawia z jej wadami i zaletami. Dzieci poznają świat obserwując go, ale nikt z nimi nie rozmawia, ani nie tłumaczy rzeczywistości. Kiedy Loletka słyszy rozmowy dorosłych, nie wie, że posługują się eufemizmami. Kobiety rozważając kwestię, czy do Wiolki przyjechała ciotka z Ameryki, mają na myśli menstruację. Dziewczynka tego nie rozumie i zastanawia się nad tym, dlaczego nikt jej o tej tajemniczej krewnej nie wspominał. Cielesność jest tematem tabu, dorośli nie uświadamiają swego potomstwa. Problem pojawia się, gdy lekarz molestuje Wiolettę. Na szczęście dziecko wyczuwa, że dzieje się coś złego i potrafi się obronić. Nie mówi jednak o niczym bliskim. By nie trafić ponownie do tego doktora, woli napić się rtęci z termometru.

Wioletta Grzegorzewska potrafiła w niezwykle poetycki i obrazowy sposób opowiedzieć o życiu dziecka na wsi. Opisując zabobony, życie religijne mieszkańców wsi Hektary, poznajemy rzeczywistość z czasów PRL-u. Jednak pisarka nie odrzuca tego świata, gdyż potrafi dostrzec w nim coś wartościowego – własne dzieciństwo. Jeśli ktoś przeżywał swoją młodość choćby w latach osiemdziesiątych, będzie potrafił odnaleźć w tych czasach coś pięknego – mimo szarej rzeczywistości, która wtedy panowała.

Autorka pisząc o dzieciństwie, pokazuje jak ono jest ważne. Bohaterowie wprawdzie dojrzewają, ale chcą być jak tytułowe „guguły” – niedojrzałymi owocami. Kiedy główna bohaterka wraca do domu na pogrzeb ojca, wspomina jego słowa, które kiedyś do niej powiedział: „Dziwnie jest urządzony ten świat (…) Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, już nazywają mnie starym, a w środku jestem jak te guguły” (s. 111). W każdym tkwi owa tęsknota, by ocalić w sobie coś z dziecka. Nie chodzi tu bynajmniej o infantylność. Wiolka dorasta, ale przecież ocala ten dziecięcy świat. Może niedoskonały, ale jedyny jaki mamy.

Wioletta Grzegorzewska oddaje w książce pt. „Guguły” prostą, ale zarazem piękną rzeczywistość, pełną zmysłowości. Choć język, którym się posłużyła, jest poetycki, widać w nim również oko malarza. Pisarka nie zapomniała zresztą o żadnym ze zmysłów. Poczujemy zapach ziemi, zobaczymy ją, usłyszymy pieśni które tam rozbrzmiewają. Sięgając po tę opowieść przeniosłam się i do swego dzieciństwa. Dzięki temu, że należę do tego samego pokolenia co pisarka, jej książka jest mi bliska. Zwłaszcza z tego względu, że wiejskość nie jest tu nacechowana negatywnie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

  1. Prezentujesz kolejną bardzo interesującą lekturę, bowiem obraz wsi za czasów PRL-u wydaje mi się rzeczą ogromnie ciekawą. Mój tata wychowywał się na wsi, ale szczerze przyznam, że nie wiem zbyt wiele na temat jego dzieciństwa. Bardzo intryguje mnie również pióro autorki, która jest także poetką – wg obiegowej opinii tacy ludzie są wrażliwsi, a przez to nierzadko lepiej wychodzi im obserwacja otaczającej rzeczywistości.

  2. Po lekturę na pewno sięgnę. Mam nadzieję, że pod jej wpływem, przeniosę się do świata, który pomału odchodzi… zacierają się wspomnienia. Po Twoim opisie, liczę na podróż sentymentalną do czasów mojego dzieciństwa. Może się uda?
    Pięknie to opisałaś. Dziękuję 🙂

  3. „Znaki szczególne” już za mną. Rzeczywiście czyta się je szybko. Wieś kojarzy mi się z dzieciństwem, a ta książka zapowiada się znakomicie. Będę jej szukać.

  4. Pingback: „Podkrzywdzie” – Andrzej Muszyński | Czytam, bo chcę i już

Skomentuj AnnRK Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *