Wczoraj dzięki Literackiej Nagrodzie Nike było miło i wesoło. O ksiązkach było wreszcie głośno. Dziś zrobiło się znacznie bardziej poważnie, ponieważ zmarła – licząca sobie 81 lat – Joanna Chmielewska.
Oczywiście zebrało mi się na wspominki nieco sentymentalne. Co powiedziałaby na to sama pisarka? Pewnie obróciłaby wszystko w żart. W czasie szarugi PRLowskiej jej książki wnosiły sporo humoru pod strzechy. Sama się na jej żartach wychowywałam. Nikt mnie nie zmuszał. I po niemal dwudziestu latach, odkąd zaczęłam przygodę z tą pisarką, stwierdzam, że nikt z polskich autorów tak mnie nie bawił…
Do dziś pamiętam parę cytatów z jej powieści. Tych tzw. ambitnych nie byłabym w stanie zapamiętać w spontaniczny sposób. A Chmielewską się wchłaniało, aż do bólu brzucha – ze śmiechu oczywiście. Moim ulubieńcem był Lesio… Teraz czekam na następców. Tylko jakoś żadnych nie widzę, ale może nie szukam zbyt głęboko… Anglia ma swój specyficzny humor w stylu Monty Pythona, a my mamy Chmielewską. Polecam na chandrę i jesienną szarugę.
Lesio to jest gość! Panią Chmielewską poznałem dzięki sąsiadce, która pożyczyła mi kilka książek właśnie z Lesiem w roli głównej. Przy ich lekturze dosłownie pokładałem się ze śmiechu i również cierpiałem z tego powodu na bóle brzucha 🙂 Ech, rzeczywiście, na smutek, chandrę, czy żal z powodu odejścia tej znakomitej pisarki, najlepszym lekiem jest chyba Lesio.
Myślę, że Chmielewska by się ucieszyła, że Lesio przeżywa obecnie renesans. Ciekawa jestem, jak dziś bym odebrała tę prozę. Na stosie leży autobiografia pisarki – „Stare próchno” z wymiany książek. Teraz mam podwójną motywację, żeby po tę pozycję sięgnąć.
Chce mi się płakać i nie mogę w to uwierzyć. Wychowałam się na jej książkach.
Myślę, że było warto…
No właśnie. „Azali było ludzi mrowie a mrowie” -takie rzeczy się pamięta.
I dzięki takim zdaniom humor zaraz się poprawia 🙂 Bo one zostaną, a mam nadzieję, że bawić będą jeszcze wielu.