Wczoraj dzięki Literackiej Nagrodzie Nike było miło i wesoło. O ksiązkach było wreszcie głośno. Dziś zrobiło się znacznie bardziej poważnie, ponieważ zmarła – licząca sobie 81 lat – Joanna Chmielewska.
Oczywiście zebrało mi się na wspominki nieco sentymentalne. Co powiedziałaby na to sama pisarka? Pewnie obróciłaby wszystko w żart. W czasie szarugi PRLowskiej jej książki wnosiły sporo humoru pod strzechy. Sama się na jej żartach wychowywałam. Nikt mnie nie zmuszał. I po niemal dwudziestu latach, odkąd zaczęłam przygodę z tą pisarką, stwierdzam, że nikt z polskich autorów tak mnie nie bawił…
Do dziś pamiętam parę cytatów z jej powieści. Tych tzw. ambitnych nie byłabym w stanie zapamiętać w spontaniczny sposób. A Chmielewską się wchłaniało, aż do bólu brzucha – ze śmiechu oczywiście. Moim ulubieńcem był Lesio… Teraz czekam na następców. Tylko jakoś żadnych nie widzę, ale może nie szukam zbyt głęboko… Anglia ma swój specyficzny humor w stylu Monty Pythona, a my mamy Chmielewską. Polecam na chandrę i jesienną szarugę.