Czy książka dla nastolatków, której fabuła osadzona została w czasach historycznych przekona młodych odbiorców? Kevin Sands, autor „Klucza Blackthorna”, uznał, że do nich dotrze. Kusi czytelników opowieścią nieco kryminalną i mroczną. Sama historia to przede wszystkim przygoda w stylu powieści Aleksandra Dumasa. Jednak zamiast płaszcza i szpady będziemy mieli do czynienia ze środowiskiem aptekarzy oraz tajemnicą do rozwiązania za pomocą własnego rozumu – bez współczesnej technologii.
Akcja „Klucza Blackthrona” rozgrywa się w Londynie z XVII wieku, jeszcze przed słynnym wielkim pożarem. Głównym bohaterem powieści jest Christopher Rowe, uczeń aptekarza, Benedicta Blackthorna. Nastolatek widzi w tym człowieku kogoś więcej niż nauczyciela. Mistrz zastąpił mu ojca, ponieważ uchronił Christophera przed tym, co zazwyczaj czekało dzieci z sierocińca. Zamiast życia w rynsztoku, chłopak otrzymał szansę. Aptekarz wybrał Christophera na ucznia. Okazało się, że świat mądrych ksiąg oraz tajnych receptur zainteresował młodzieńca. W tamtych czasach od zawodu aptekarza było już blisko do alchemii. Czy mikstury mistrza Benedicta będą miały coś wspólnego z wiedzą tajemną?
Ciekawość może prowadzić do kłopotów. Trudno jednak inteligentnego nastolatka przekonać do tego, by nie eksperymentował, jeśli ma w zasięgu ręki wszystkie potrzebne składniki. Chris, jak każdy nastolatek robi rzeczy zakazane. Doświadcza, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wykorzystuje nabytą wiedzę, by odszyfrować mikstury ukryte przed zwykłymi śmiertelnikami. Pomaga mu Tom, syn piekarza, a jednocześnie najlepszy przyjaciel. Zawsze raźniej popadać w kłopoty w parze.
Sielankę przerywają wiadomości o dziwnych morderstwach. Giną przede wszystkim londyńscy aptekarze. Czy mistrz Benedict powinien czuć się zagrożony? Chris domyśla się, że ma zagadkę do rozwiązania. Nie wie, że narazi się na wielkie niebezpieczeństwo. Czy wygra chęć poznania rzeczy tajemnych, a może bohater przestraszy się tych, którzy stoją za Kultem Archanioła?
Kevin Sands pokazuje młodym odbiorcom świat inny niż współczesny. Odwiedzamy Londyn, po którym lepiej nocą nie spacerować, bo nawet w ciągu dnia jego zaułki są niezwykle niebezpieczne. Mimo, że mamy do czynienia z aptekarzami, nie należy spodziewać się magii. Wspomniane w książce mikstury były używane w tamtych czasach, więc autor wspomina na początku, by nie próbować tego typu eksperymentów w domu. Główny bohater oczywiście by się nie zastosował do zakazów, ponieważ spodobał mu się świat wiedzy. Polubił naukę i poznawanie nowych rzeczy. Dzięki temu popada w kłopoty, ale inteligencja i miłość do rozwiązywania logicznych łamigłówek sprawiają, że to właśnie on zostaje wybrany do poznania tajemnicy. NIestety zapisano ją szyfrem. Trzeba nieźle się nagłówkować, by ją dojść po nitce do kłębka. Dzisiaj posiadanie wiedzy nie jest niebezpieczne, ale to co wie Christopher, doprowadza do tego, że chłopak staje się żywym celem.
W książce „Klucz Blackthorna” młodzi ludzie otrzymują historię pełną przygód i zwrotów akcji, która oczywiście ma być dla nich rozrywką. Mikstury i receptury zaraz nasuwają skojarzenia z „Harry Potterem”. Oprócz tego opowieść przypomną wspomniane wcześniej awanturnicze historie rodem z książek płaszcza i szpady. Zamiast honorowych muszkieterów mamy dwóch czeladników – ucznia aptekarza i syna piekarza. Poznamy siłę przyjaźni, bo chłopcy mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. Przy okazji śledzenia fabuły młody czytelnik dowie się również, jak istotna jest wiedza. Kevin Sandes pokazuje potęgę ludzkiego rozumu. W książce mamy do czynienia z łamaniem kodów, rozwiązywanie szyfrów (znamy to trochę z powieści Dana Browna), ale w tym przypadku bohaterem jest nastolatek, którego czytelnicy szybko polubią. Wartka akcja, tło historyczne stanowią spory atut tej książki. Przyznam, że sama chętnie się dowiem, co będzie się działo w kolejnej części.
Powieści historyczne dla młodzieży to chyba niezbyt szeroki segment rynku. A jest to chyba jeden z bardziej angażujących sposobów na pokazanie danego fragmentu historii. O ile, oczywiście, warstwa historyczna jest z faktami zgodna.
No szczęście jest. Przyznam, że autor nie tylko zadbał o to, by przedstawić wydarzenia historyczne, ale też pokazał wiarygodne tło. Według mnie oprócz ciekawych przygód, istotne jest to, by młodzi odbiorcy potrafili zrozumieć, jak żyli zwykli ludzie w XVII wieku.
muszę dodać do swojej listy „do przeczytania” 🙂
Podejrzewam, że to będzie dopiero początek, ponieważ wkrótce ma zostać wydana druga część. 🙂