Powstało wiele publikacji na temat nazistowskich obozów koncentracyjnych, ale nie o wszystkich wiemy tak dużo, jak np. o Auschwitz. Obóz w Ravensbrück otwarto na cztery miesiące przed wybuchem wojny. Więziono w nim przede wszystkim kobiety. Po sześciu latach został wyzwolony przez Rosjan. Było to jedno z ostatnich tego typu miejsc, do którego dotarli alianci. Nic dziwnego, ponieważ Ravensbrück położone jest zaledwie 80 km na północ od Berlina. Sara Helm, brytyjska dziennikarka i pisarka ,badając losy tajnej agentki, Very Atkins, odnalazła dokumenty, które były relacjami osób, które przeżyły obóz. Kiedy postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, zdumiało ją, że jest tak mało informacji na temat więźniarek.
Sarah Helm w publikacji „Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet” opowiada o gehennie więźniarek od początku powstania obozu, do jego końca. Odkrywa losy kobiet, które przebywały w Ravensbrück, ponieważ część z nich opowiedziała swoje historie. Samo podawanie liczb ofiar na niewiele się zdaje, ponieważ człowiek ma problem z wyobrażeniem sobie ilości ofiar. Sara Helm postanowiła dotrzeć do źródeł, szukała też żyjących byłych więźniarek. Choć wiele dokumentów zostało zniszczonych, inne zniekształcono, to wciąż na światło dzienne wychodzą nowe fakty.
Dlaczego o Ravensbrück do tej pory tak niewiele się mówiło? Armia Czerwona wyzwoliła to miejsce, więc obóz znalazł się w strefie wpływów ZSRR. Jeszcze mniej na Zachodzie się mówiło o obozie, kiedy wybuchła zimna wojna. Teraz wolno badaczom analizować dokumenty, które przechowywane były w archiwach za żelazną kurtyną. Potomkowie więźniarek udostępniają poukrywane pamiętniki i listy, bo wreszcie można oddać głos ofiarom.
W książce opisane zostało trudne do wyobrażenia cierpienie kobiet, które przeszły przez piekło. Na początku istnienia obozu, przebywało w nim 2 tysiące więźniarek, a w szczytowym momencie było ich aż 45 tysięcy. Historycy szacują, że ofiar śmiertelnych było od 30 do 90 tysięcy. Dzisiaj trudno już dotrzeć do realnych liczb, ponieważ pod koniec wojny zniszczono dokumentację obozu. Przez sześć lat jego istnienia przez bramy Ravensbrück przeszło prawdopodobnie aż 130 tysięcy kobiet.
Sarah Helm na ponad 900 stronach dokładnie opisuje, co spotkało więźniarki przebywające w obozie. Tam, gdzie można oddaje głos samym ofiarom. Trudno czyta się takie prace, gdzie oprawcy nie znają granic okrucieństwa. Przerażają doświadczenia kobiet, które przeszły np. przez wiele eksperymentów pseudomedycznych – były to głównie Polki, które Niemcy nazywali „królikami doświadczalnymi”. Jeszcze trudniej sobie wyobrazić sytuacje opisane w książce dotyczące mordowania noworodków. Ilość cierpienia, która spotkała więźniarki przytłacza.
W publikacji jednak nie chodzi o to, by porazić nas okrucieństwem oprawców. Sarah Helm pokazuje przede wszystkim kobiety, który miały dość siły, by przetrwać. Jak im się to udało? Czy chodziło tylko o łut szczęścia, a może było coś więcej? Zobaczymy siłę ducha więźniarek, ich postawy oraz empatię, na którą w takim miejscu przecież nie było miejsca, mimo to się zdarzało. Kobiety potrafiły działać dywersyjnie i konspirować. Widzimy także drugą stronę: upodlenie, głód, odbieranie człowiekowi godności. Sarah Helm opowiada o każdej z nacji, która tu przebywała (w obozie były kobiety z 27 krajów). Dokładnie analizuje wszystko, co tu się działo: od pracy przymusowej po przyjęcie gwiazdkowe dla dzieci zorganizowane w 1944 roku.
Autorka pisze także o oprawcach. Dowiadujemy się, kto był odpowiedzialny za eksperymenty medyczne, czy dokonywano masowej eksterminacji, a także oglądamy Ravensbrück jako miejsce, w którym szkolono kadry kobiecych oddziałów wartowniczych SS. Zaskakują historie kobiet po wyzwoleniu obozu. Wiele z nich zostało zgwałconych przez czerwonoarmistów. Komunistki ze Związku Radzieckiego, którym udało się przetrwać Ravensbrück, wkrótce po uwolnieniu z rąk nazistów, trafiły do sowieckiego łagru (za kolaborację z faszystami).
Dzięki książce „Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet” wiele się można dowiedzieć o miejscu, które przypominało piekło. Jak je opisać? Sarah Helm posługuje się precyzyjnym i rzeczowym językiem. Skupia się także na tym, co pozwalało więźniarkom zachować resztki godności. Pokazuje jak kobiety ratowały swoje człowieczeństwo niosąc pomoc innym, wzajemnie się wspierając. W takim miejscu trudno o to, by istniała jakaś solidarność. A jednak więźniarkom z Ravensbrück się udawało, także dzięki poczuciu nadziei. Ta ostatnia dała wielu z nich siłę, by przeżyły, a potem przekazału nam świadectwo. I choć to trudna lektura, warto poznać historię kobiet z Ravensbrück.
To trochę niezwykłe, że mimo iż tyle już powiedziano w temacie obozów koncentracyjnych, to nieustannie dowiadujemy się o nich czegoś nowego. Poznajemy historię kolejnych ofiar, zagłębiamy się w mechanizm funkcjonowania systemu, itd. Dobrze, że cały czas pojawiają się kolejne publikacje, bowiem stanowią one formę przypomnienia do czego zdolna jest istota ludzka i jakie cierpnie potrafi zadawać w imię abstrakcyjnych haseł.
Co ciekawe, po latach ofiary bardziej się otwierają na to, żeby przekazać swoje doświadczenie obozowe. Inna sprawa, że po upadku żelaznej kurtyny wiele dokumentów wychodzi na jaw, dzięki czemu powstają takie publikacje.
Moja mama przeżyła ten obóz..żyje do dziś..była tzw „królikiem doświadczalnym”..
Trudno znieść to, co spotkało „króliki doświadczalne”, jedynie o tym czytając, a co dopiero przeżyć to piekło. Kobiety, które to przeszły według mnie są prawdziwymi bohaterkami.
O tym obozie czytałam w książce Wandy Półtawskiej „I boję się snów”. Pamiętam, że mocno przeżyłam tamtą historię.
Nie są to łatwe tematy, ale kiedy poznaję historie osób, które przeszły obóz, czuję, że dzięki temu choć w jakimś stopniu ich cierpienie nie zostanie zapomniane.