„Kornélie” – Beata Balogová

Kornélie, Beata BalogováKiedy zastanawiamy się, co nam pozostaje po przodkach, często okazuje się, że niewiele. Ot kilka zdjęć, na których często trudno określić, kto się znajduje. Czasami pozostaje kilka pamiątek, jakimi niekoniecznie można się pochwalić. Ważniejsze okazują się opowieści, przekazywane z pokolenia na pokolenie o swoich dziadkach i babciach, a także pewne tradycje. Z czasem uświadamiamy sobie, jak ważne są korzenie, które pozwalają nam wierzyć, że jesteśmy skądś, a co z tym się wiąże, dokądś zmierzamy. Beata Balogová w swojej debiutanckiej powieści „Kornélie” porusza ten temat.

W rodzinie narratorki oraz głównej bohaterki w każdym pokoleniu jedna z kobiet otrzymuje imię Kornélia. Dlaczego tak się dzieje i co ma ono symbolizować? Ważniejsze od tego okazuje się jednak coś innego. Każda z tych postaci wnosi coś ciekawego do historii oraz sprawia, że jest o czym opowiadać i co utrwalać. Najmłodsza z rodziny już od początku swego życia zaczyna rozumieć, ze trzeba wszystkie te losy kobiet zapamiętać i utrwalić. Jej zadanie będzie polegało na ocaleniu ich od zapomnienia, a tym samym przedłużeniu im życia.

Jak opisać ludzi, których już nie ma? W sagach rodzinnych autorzy często opowiadają historie danego rodu skupiając na chronologicznej opowieści, zaczynając od tych, którzy stali się protoplastami rodu. Inni stosują retrospekcje, ale w powieści Beaty Balogovej jest jeszcze inaczej. Otrzymujemy sceny z życia opisywanej postaci. Oglądamy pewne wycinki, by stopniowo ułożyć sobie jakąś całość, choć nigdy nie będzie ona pełna. Zawsze zostaną niedopowiedzenia. Tak jak w życiu nie mamy pełnej wiedzy o naszych rodzicach i dziadkach, taki i tu główna bohaterka nie stara się opowiedzieć wszystkiego, tylko to co najciekawsze i to, co udało jej się zapamiętać.

Kiedy wracamy pamięcią do przeszłości wszystko jest większe, piękniejsze, bardziej intensywne, a nawet bardziej smaczne. Najmłodsza Kornelia tak właśnie widzi rodzinne strony i swoich bliskich. Wraca do przeszłości z nostalgicznym poczuciem, że nigdy nie uda się do tego miejsca wrócić. Gdyby nawet udało się to zrobić, nie będzie tych przodkiń, dzięki którym owo miejsce miało swój wyjątkowy charakter.

Kolejne wydarzenia pokazują, jaka jest relacja między członkami tej rodziny. Poznajemy głównie kobiety, gdyż to one potrafią przetrwać zawirowania historii. Widzimy ich siłę, ale również cenę, jaką za to płacą. Trwają, dają życie kolejnym pokoleniom, ale pytanie brzmi: czy przekazują siłę, czy może klątwę kontynuując rodzinną tradycję nadawania imienia Kornelia jednej z dziewczynek w danej generacji? Bliskość między kobietami nie zawsze jest taka łatwa, jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Każda osoba wnosi do rodziny inny temperament, inną opowieść, ale dopiero po utracie okazuje się, jak wiele warte były te relacje. Po śmierci jednego z członków rodziny pozostaje wyrwa, której nie da się już niczym zapełnić, jedynym pocieszeniem będzie pamięć i opowieści.

Dzięki powieści „Kornélie” odkrywamy historie z pogranicza słowacko-węgierskiego. Bohaterów nie raz dotkną szykany związane z pochodzeniem, ale w miejscu, gdzie żyją, mają swoją enklawę. Z czasem dom rodzinny nabierze arkadyjskiego charakteru. Beacie Balogovej udało się w swoim debiucie ukazać ulotność ludzkiej egzystencji i tego, co z nas pozostaje. Podobał mi się klimat opowieści, a także język oddający poezję i prozę każdego opisanego tu bohatera. Na okładce mowa o tym, że mamy do czynienia z realizmem magicznym, ale będzie on inny, niż ten u Márqueza. Będzie raczej polegał na ukazaniu bliskości człowieka z naturą i szacunku wobec niej, a także umiejętności wsłuchiwania się we własną intuicję, przeczucie, czyli to, co nie wpisuje się w racjonalny odbiór rzeczywistości.

PS Książkę z języka słowackiego przełożyła Izabela Zając.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *