„Kronika końca świata” Jakub Mielnik

Kronika końca świataNie lubię papki, którą dostajemy od współczesnych mediów. Tych licytacji, kto pierwszy dotrze na miejsce zbrodni, kataklizmu, działań wojennych. A potem pojawiają się relacje, w których liczy się nie człowiek, a to czy było się pierwszą agencją podającą newsa. Jakub Mielnik teoretycznie należy do tego typu grupy reportażystów. Od upadku muru berlińskiego był wszędzie, gdzie coś się działo. Jednak, czy potrafi inaczej spojrzeć na otaczającą go rzeczywistość?

Co może łączyć Lizbonę i Tajpej, Londyn i Manilę, Bagdad oraz Paryż, czy Amsterdam i Dżakartę? Wszędzie tam miały miejsce wydarzenia, które nazwano rewolucjami, czy wojnami. Najpierw upadła żelazna kurtyna, a następnie potoczyła się fala kolejnych zdarzeń. Pozornie nie związanych ze sobą, a jednak mających źródło w upadającym właśnie komunizmie. Coś się kończyło, coś zaczynało. Jakub Mielnik opowiada w skrócie o wielu zamieszkach, które miały miejsce w wielu częściach świata. Najistotniejsze jest jednak dla niego przyglądanie się zwykłemu człowiekowi. Stara się wtapiać w tłum, by poznać zdanie taksówkarzy, włóczęgów, robotników.

Im bardziej autor książki przybliża się do zwykłych ludzi, tym bardziej narasta w nim poczucie zawodu. Nikt nie jest doskonały. Egzotyka może kusić w barwnych katalogach biur turystycznych. Rzeczywistość – zdaje się mówić Mielnik – jest znacznie bardziej skomplikowana. Łatwiej byłoby się położyć na ciepłej plaży i pić kolorowe drinki, jednak pisarz tego nie czyni. Przysłuchuje się rozmowom, wtapia w tło i zdaje nam relację. Nasze zadanie polega na tym, by z tego opisu wyciągnąć wnioski.

„Kronikę końca świata” trudno jednoznacznie zaszufladkować. Z jednej strony czytelnik ma do czynienia z reportażami, a z drugiej esejem. Nie jest to książka dla każdego. Wymaga ona od odbiorcy pewnej podstawowej wiedzy o świecie. Od geografii zaczynając, a kończąc na zasadniczej wiedzy z zakresu historii współczesnej. Jakub Mielnik pokazuje świat z perspektywy jednostki. Zwykłego człowiek, który doświadczył swojego prywatnego końca świata. Autor starając się wtopić w otoczenie, daje nam w nagrodę inne wrażenia. Mniej spektakularne niż z nagłówków gazet, ale zdecydowanie bardziej prawdziwe, pełne emocji. Choć nie zawsze płyną z nich pozytywne wnioski.

Komentarz Jakuba Mielnika nie jest optymistyczny. Pisze w swej książce, że jesteśmy bezradni wobec tego, co dzieje się w świecie arabskim. Historia ma tendencję do powtarzania się. Jednak, czy człowiek potrafi wyciągać z niej wnioski? Według autora to niemożliwe. Warto przytoczyć na zakończenie trafne zdanie Mielnika: „Koniec świata jest procesem ciągłym, który, podobnie jak historia, nigdy się nie kończy”.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Poznańskiego.

  1. Widzę, że nie tylko mi obmierzły nasze polskie media, nastawione na sensację i oglądalność, które w dodatku uwielbiają tematy zastępcze, prezentowane w miejsce realnych problemów. Na szczęście nie jest jeszcze tak źle. Twoja recenzja potwierdza moje przekonanie, że w naszym kraju nadal są ludzie zajmujący się pracą reporterską, czy dziennikarską, którzy robią to z prawdziwej pasji. Cała recenzja brzmi bardzo zachęcająco 🙂

  2. Takie mocne książki lubię! A i perspektywa jednostki, poszczególnego człowieka odpowiada mi najbardziej. Mam nadzieję, że uda mi się dorwać gdzieś ta książkę! Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *