„Felek i Tola” Sylvii Vanden Heede. Opowieść zachęcająca do samodzielnego czytania

Felek i TolaJak to zwykle w teatrach bywa, nie da się z tego miejsca wyjść bez książek… Niemożliwe? Otóż w Teatrze Miniatura w Gdańsku przed spektaklem o Balticu można było nabyć nie tylko historię spisaną przez Barbarę Gawryluk, ale też kupić swoim pociechom inne książki. I to nie byle jakie, tylko takie z górnej półki.

Mnie osobiście zaintrygowała historia o zajączku Toli i lisie Felku. Najpierw spodobały mi się ilustracje. Okazało się, że ich twórcą jest holenderski mistrz grafiki książkowej Thé Tjong-Khing. Obrazki są jednocześnie zabawne i proste. Pozwalają młodym czytelnikom lepiej zrozumieć tekst, ale nie odbierają ich wyobraźni pola do popisu.

Trzeba przyznać, że autorka wybrała bardzo nietypową parę. Lis i zając mieszkają razem i choć się kochają, ich związek nie jest doskonały. Felek najbardziej lubi jedzenie, a Tola mimo, że za tym nie przepada, piecze dla niego ciasteczka. Ich przyjaciel – sowa Henio, wysiaduje jejko (pisownia celowa). Jako przybrany ojciec musi się pogodzić, że wykluwa się kurczak Pip, a nie mała sówka. Na dodatek Pip po jakimś czasie opuszcza swego zaborczego rodzica.

W książce bawią zarówno postaci, jak i sytuacje. I choć nie ma rażącej dydaktyki, rodzice mogą odnaleźć w „Felku i Toli”  drugie, głębsze dno. Autorka pokazała zabawne scenki, ale tematy nie są banalne. Felek zakocha się w próżnej Kitce i będzie o nią konkurował  z Heniem. Tola poczuje zazdrość, trudno jej się będzie pogodzić z zaistniałą sytuacją. Na szczęście wszystkie historie kończą się szczęśliwie. Lis zrozumie, że zauroczenie jest czymś innym niż miłość. Tytułowa para zdobędzie się nawet na to, by zmienić układ ról w swym związku. Na stereotypy nie ma tu miejsca.

Historia o lisie i zajączku zafascynowała dzieciaki. Pięciolatek był dumny, że odczytał kilka słów. Książka ma przecież zachęcać do samodzielnego czytania. Ośmioletnia córka zdążyła pochłonąć kilkanaście stron przed rozpoczęciem spektaklu i tak jej się ta książka spodobała, że została wybrana do wieczornego czytania. Autorka zastosowała w „Felku i Toli” krótkie i proste zdania. Tekst nie został wyjustowany. Nic nie przeszkadza w czytaniu. Najważniejsze wyrażenia są napisane dużą i pogrubioną czcionką. W taki sposób, by nawet te maluchy, które znają ledwie kilka literek, mogły poczuć się usatysfakcjonowane tym, że potrafią sklecić pierwsze słowa.

Lubię kiedy dzieciaki pamiętają o tym, o czym im czytałam. Ale kiedy pewnego ranko zaczęły sobie same opowiadać historie z „Felka i Toli” i śmiać się z nich do rozpuku, to znaczy, że było warto… Na zakończenie ta opowiastka, która najbardziej im się spodobała:

Jejko

  1. Świetna kreska! Bardzo podobają mi się ilustracje, szczególnie sowa sprawia przyjemne wrażenie 🙂 Sama fabuła wydaje się również b. interesująca, i to na tyle, że powinna zaciekawić młodego czytelnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *