„Gregor i przepowiednia zagłady”, czyli drugi tom z cyklu „Kroniki Podziemia” Suzanne Collins znowu zabiera młodych czytelników do świata położonego pod Nowym Jorkiem. Wprawdzie powieść przeznaczona jest dla dzieci oraz młodszej młodzieży, to sama wciągnęłam się w wir wydarzeń opowiedzianych w części pierwszej. Czy drugi tom okaże się równie ciekawy? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w tej recenzji. Istnieje grono czytelników, które już wie coś na ten temat, ponieważ czytali pierwsze wydanie, ale ja sięgnęłam po książkę przy okazji jej wznowienia.
W powieści „Gregor i przepowiednia zagłady” tytułowy bohater mierzy się z codziennością, która po powrocie do bliskich z Krainy Podziemia okazała się mało kolorowa. Po pierwsze rodzina ledwie wiąże koniec z końcem. Po drugie Gregor nie przestaje się martwić o ojca. Choć udało się go uratować, to nie jest w najlepszej kondycji zdrowotnej. Dochodzi do tego, że chłopak dorabia u sąsiadki, by choć jakoś wesprzeć zapracowaną mamę. Ma obowiązki, ale też pamięta o siostrze Botce. Pewnego dnia dochodzi do porwania siostrzyczki. Dzieje się tak podczas wyjścia z małą dziewczynką na sanki.
Gregor szybko przekonuje się, że trop wiedzie do Podziemia. Okazuje się, że dawni znajomi mają tam dla Gregora nową misję. Wszystko przez „Przepowiednię zagłady”. Wynika z niej, że życie dziecka jest zagrożone, a przecież chłopiec zrobi naprawdę wiele, by ocalić swoją ukochaną siostrzyczkę. Czy to znaczy, że musi zabijać wbrew sobie? Czy nie zawaha się przed zadaniem ostatecznego ciosu największemu wrogowi? Jakie jednak ma szanse chłopiec w walce ze śmiertelnie groźnym białym szczurem Mortiferem?
Główny bohater rusza na wyprawę po mrocznej krainie. Czeka na niego wiele niebezpieczeństw. Spotka istoty może mało sympatyczne z wyglądu, czy wydające się wrogie jego współtowarzyszom. Gregor jednak nie odrzuca nikogo, dopóki się na nim nie pozna. Buduje przyjaźnie wbrew temu, co podpowiadają mu inni. Popełnia błędy, ale szybko się uczy, również na swój temat. Odkryje, do czego jest zdolny i jakie ma szczególne talenty, o których do tej pory nie miał zielonego pojęcia.
Suzanne Collins po raz kolejny daje czytelnikom mądrą opowieść. Nie brakuje tu przygód, wiele się dzieje i już z tego względu warto byłoby sięgnąć po książkę, ale w powieści fantasy „Kroniki Podziemia. Gregor i przepowiednia zagłady” znajdziemy coś więcej, niż świetną rozrywkę. Mamy do czynienia z historią o tym, że nie należy oceniać kogoś po pozorach. Gregor uczy się, że najpierw trzeba kogoś poznać, by móc określić, że to wróg. Chłopiec już w pierwszej części wiedział czym jest prawdziwa odpowiedzialność. Teraz wykaże się jeszcze większą empatią, gdyż zacznie się zastanawiać, co czują inni, a nie tylko on sam.
Historia, jaką poznajemy za sprawą powieści „Kroniki Podziemia. Gregor i przepowiednia zagłady”, jest chyba jeszcze bardziej interesująca, niż w pierwszej części. Kraina, do której trafiamy, nie jest może ulubionym miejscem Gregora, ale dla odbiorców z pewnością będzie światem, od którego trudno się oderwać. Suzanne Collins stworzyła złożoną opowieść, ale nie brakuje w niej również humoru. Choć sam Gregor będzie raczej poważny, to nas bawić będzie zachowanie i wypowiedzi malutkiej Botki. Dziewczynki, która potrafi skraść serce nawet karaluchom.
PS Książkę na język polski przełożyła Dorota Dziewońska.