„Lost and Found. Opowiadania” – Zadie Smith

Lost and Found, Zadie SmithNapisanie dobrego opowiadania nie jest łatwym zadaniem. Jednak znajdzie się paru, którzy podołali. Wystarczy wspomnieć Alice Munro, Julio Cortázara, czy Antona Czechowa. Zadie Smith do tej pory była znana polskim czytelnikom z tego, że jest autorką świetnych powieści. Teraz otrzymujemy zbiór zatytułowany „Lost and Found”, w którym zebrano trzy krótkie opowiadania. Wcześniej ukazały się w anglojęzycznych pismach: „Granty” i „New Yorker”.

W czerwcu tego roku autorka gościła w Warszawie na Big Book Festiwalu. Zresztą wizyta Zadie Smith związana była z premierą opowiadań z tomu „Lost and Found“. Po ostatniej książce pisarki ta wydaje się być bardzo skromna, ponieważ liczy sobie zaledwie 150 stron. Jednak wcale nie oznacza to, że czytelnik otrzyma coś gorszego – bynajmniej. Jak sama Zadie Smith pisze w posłowiu: „Człowiek staje się innym pisarzem, kiedy bierze na warsztat opowiadanie. Pierwsza zmiana polega na tym, że autor uwalnia się od symbolicznej architektury powieściopisarstwa. Gdy nie każda rzecz musi zarazem oznaczać inną, na kartce zaczynają ostrożnie pojawiać się prawdziwi ludzie” (s.153).

U Zadie Smith bohaterowie sprawiają wrażenie przeniesionych prosto z życia. Opowieść jest im podporządkowana, a nie fabule. W pierwszym opowiadaniu „Martho, Martho” poznajemy dwudziestoletnią kobietę, która chciałaby wynająć dom. W trakcie oglądania mieszkań uświadamia sobie, że właściwie żadnego z nich nie potrzebuje, bo ci którzy mieliby do niej dołączyć prawdopodobnie nie przyjadą. Czy właśnie dlatego Marta sprawia wrażenie tak niesympatycznej osoby? Ponieważ czuje się samotna i niepotrzebna?

„Hanwell w piekle” to drugie opowiadanie, zostało ono napisane w formie listu. Tytułowa postać w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pracowała w niezbyt ciekawym lokalu. Pewnego wieczoru rozmawiał z panem Black, razem pili, a kiedy obaj mężczyźni pójdą do domu Hanwella będą malowali pokój. Co spotkało kelnera, dlaczego nie ma w nim córek, ani żony? Jaka tragedia spowodowała tę samotność?

Ostatnia bohaterka opowiadania „Ambasada Kambodży” pochodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej. Do Anglii dostała się prawdopodobnie nielegalnie, przez Ghanę, Libię oraz Włochy. Fatou myśli o sobie, że właściwie nie jest niewolnicą. Choć jako czarnoskóra służąca w hinduskiej rodzinie nie ma łatwo. Traktowana jak powietrze, co rusz obrażana, nie otrzymująca pensji. Za to może w niedzielę spotykać się w kawiarni z Andrewem, w poniedziałki spędzać czas w klubie pływackim – potajemnie, korzystając z nieobecności Derawalów i podbierając ich karty wstępu. Fatou spacerując mija ambasadę Kambodży. Miejsce niepozorne, ale dziewczyna widzi jedynie ponad murem odbijaną przez kogoś lotkę – obraz, który wywołuje uśmiech na twarzy.

Co zatem łączy te trzy opowiadania? Na pierwszy rzut oka Martha, Fatou i Hanwell to postacie zupełnie różne. Kiedy jednak poszukamy elementów wspólnych, okaże się, że te osoby są niezwykle samotne. Tak jakby nie wsiadły do pociągu, który wiezie wszystkich innych ku wspaniałej przyszłości. Oni mają tylko teraźniejszość oraz brak perspektyw. Są wyobcowani, coś w swym życiu stracili. Natomiast sposób w jaki Zadie Smith ich opisuje sprawia, że niemal materializują się przed nami.

Zadie Smith zaskoczyła mnie swoją skromnością. W posłowiu napisała, że do tej pory uważała się za autorkę powieści. Teraz odważyła się wziąć na warsztat taką formę literacką jak opowiadanie. Pokazała też nam, Europejczykom, jak docenia się tę formę w USA. Autorka postanowiła dać czytelnikom zamiast panoramy – zbliżenia. Widzimy tylko mały fragment świata bohaterów, byśmy mogli się skupić na detalach. Niespiesznie oddawać się przyjemności zagłębiana znaczeń. Otrzymujemy wspaniałe miniatury literackie. Warto się nimi w skupieniu podelektować.

  1. Nie tak dawno zaopatrzyłem się w powieść tej autorki, zatytułowaną „London NW”. Nie miałem jeszcze okazji jej czytać, ale liczę na ciekawą lekturę. Jeśli proza pani Smith przypadnie mi do gustu, to zbiór „Lost and Found” z pewnością znajdzie się w orbicie moich zainteresowań 🙂

    • Zaczęłam poznawanie Zadie Smith właśnie od „Londynu NW”. Ci którzy znają jej wcześniejsze książki, uważają, że są lepsze. Ale jeśli przypadnie Ci do gustu najnowsza powieść tej autorki, to opowiadania również. 🙂

    • Tutaj są pewnego rodzaju zbliżenia szczegółów. Myślę, że jeśli się nie zawiodłaś „Londynem NW”, te opowiadania powinny Ci się spodobać.

Skomentuj Ambrose Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *