Francesca Simon przede wszystkim kojarzy nam się z serią o „Koszmarnym Karolku”. Dzieciaki uwielbiają humor prezentowany w tych książkach. Bohater przeżywa mnóstwo przygód przede wszystkim z tego powodu, że nie jest grzeczny. Jego postępowanie doprowadza do wielu nieporozumień i katastrof. Właśnie za tę niedoskonałość i popadanie w tarapaty jest tak ceniony. Czy „Mali wredni wikingowie” okażą się równie popularni?
Książka otwiera cykl, więc spodziewać się można, że tytułowi bohaterowie przeżyją wiele przygód. W części pierwszej otrzymujemy trzy opowiadania. Wszystkie są niezależne od siebie, ale pojawiają się w nich te same postacie. Najważniejsi są Fanga I Trach. Rodzeństwo z wioski wikińskiej nie przepada za domowymi obowiązkami. Wolą sobie pohasać, pobawić, a przy okazji popadają w tarapaty.
W świecie wikingów obowiązują nieco inne zasady, niż obecnie. Wolno najeżdżać, plądrować, tropić trolle. Zajęć zatem nie brakuje. A Fanga i Trach zawsze chcą być najlepsi w tym, co robią. Tyle że póki co, są doskonali w roli najgorszych wikingów na świecie. Rodzice nie za bardzo reagują, ale pamiętajmy, że w tym świecie to właśnie jest regułą. Grzeczna Goldi stanowi tu wybryk natury, a z taką dziewczynką mało kto chce się bawić. Chyba że zorganizuje przyjęcie urodzinowe. O czymś takim nikt we wiosce wikingów nie słyszał. Fanga i Trach nie zostali jednak na nie zaproszeni, ale nie zrażają się i tak pojawią się na imprezie.
Kiedy dzieciaki będą tropiły trolla też się wiele będzie działo. Najbardziej zaskakujące okaże się jednak, kim ów stwór jest naprawdę. Ostatnia opowieść dotyczyć będzie wyprawy łodzią. W końcu mali wikingowie też chcą być najeźdźcami. Wszystko czego się tkną wychodzi im na opak. Najważniejsze jednak, że wciąż wiele się dzieje, a bohaterowie doskonale się bawią. Podobnie, jak czytelnik. 
„Mali wredni wikingowie” mają wiele wspólnego z „Koszmarnym Karolkiem”. Historie łączy przede wszystkim humor. Podczas lektury opowieści o Fandze i Trachu tak samo oglądamy życie codzienne bohaterów, tyle że teraz w realiach wioski wikingów. Bohaterowie nie mogą robić tego samego, co Karolek, ale popadać w tarapaty już owszem, za to w zupełnie innych realiach. Są one oddane w taki sposób, by zrozumiał je nawet kilkulatek. Zresztą „mali wredni wikingowie” to książka dla młodszych odbiorców, takich którym czytają rodzice, albo dopiero uczą się czytania. Duża czcionka, zrozumiały język, ogromna ilość przygód i liczne dialogi ułatwiają odbiór. Do tego nie brakuje ilustracji, które przybliżają świat małych wikingów. Czarno-białe grafiki Steve’a Maya są bardzo dynamiczne, świetnie oddają charakter bohaterów. Współgrają z treścią książki, co oczywiście jest pomocne, gdy zaczynamy naukę czytania. Myślę, że książka Franceski Simon trafi w gust dzieci, które lubią prześmiewcze, pełne humoru historie. Tutaj tego nie brakuje. Jest zabawnie i niepoprawnie.