Jeśli miałabym wymieniać bohaterów literatury dziecięcej, którzy należą do kanonu, z pewnością przywołałabym Mikołajka. Stworzyli go Jean-Jacques Sempé oraz René Goscinny i od sześciu dekad sympatyczny chłopiec bawi kolejne pokolenia dzieci. Jednak, czy wiecie, skąd się wziął ten łobuziak, co rusz popadający w kłopoty? Dzięki książce „Mikołajek. Jak to się zaczęło” sięgniemy do samych początków. Pierwsza historia, której bohaterem był właśnie ten zabawny bohater, opublikowana została w 1955 roku, w belgijskim magazynie „Le Moustique”.
Jean-Jacques Sempé oraz René Goscinny wykreowali Mikołajka i przedstawili jego przygody w kolorowym komiksie. Opublikowali w ciągu kilku miesięcy 28 plansz. Tak zaczęła się współpraca tego słynnego duetu, bez ich przyjaźni nie powstałyby perypetie sympatycznego bohatera. Bo Mikołajek już od początku jest zabawny. Autorom wystarczyło zaledwie kilka kadrów, by opowiedzieć historię, która wywołuje uśmiech na twarzy, albo głośny śmiech.
Większość plansz oparta jest na podobnym schemacie. Dochodzi do nieporozumienia, wywołanego jakąś zwyczajną sytuacja. Na koniec okazuje się, że często ukarany zostaje nie Mikołajek, a ktoś dorosły, najczęściej ojciec. W tym świecie na opak najbardziej dziecinni są właśnie osoby uważające się za poważne. Dorośli chcą stanowić wzór, a robią wszystko na odwrót. Autorzy pokazują rodziców, sąsiadów w krzywym zwierciadle. Często są po prostu śmieszni przez własne dziwactwa i słabości.
Komiksowy Mikołajek nieco się różni od klasycznego wzoru. Jego przygody dotyczą głównie zabaw na dworze, sytuacji związanymi z pobytem w domu, wyjazdów z rodzicami. Tytułowy bohater najczęściej ma kontakt z dorosłymi. Pojawia się wprawdzie Alcest, ale Mikołajek rzadko bawi się z rówieśnikami. Zresztą dorośli dostarczają mu takich rozrywek, że bohater nigdy się nie nudzi.
To, czego uczy się Mikołajek od dorosłych, raczej nie można uznać za wzór postępowania. Tata często popada w konflikty z sąsiadem, dochodzi nawet do przepychanek z panem Blédurtem. Wiele nieporozumień wynika z dosłownego odbierania tego, co mówią dorośli. Kiedy Mikołajek opowiada mamie książkę, którą przeczytał, nie ma w tym nic dziwnego. Tyle, że chłopiec przytacza historię o biednym, bitym i chorym chłopcu w czasie, gdy mama kupuje sobie materiały. Wszystkie klientki dziwnie patrzą na Mikołajka, więc ostatecznie mama zabrania chłopcu… czytania książek.
Plansze, które otrzymujemy, oparte są na komizmie sytuacyjnym i słownym. Dochodzi do zabawnych pomyłek. Śmieszą dorośli, Mikołajek ma prawo patrzeć na nich, jak na dziwnie zachowujące się istoty z kosmosu. Zwykłe zabawy w kontakcie z dorosłymi przeradzają się w katastrofę. Autorzy nie potrzebowali wielu rysunków, by doprowadzić przedstawioną sytuację do zabawnej puenty. Prosta kreska nie została pozbawiona wyrazistości. Trzeba pamiętać, że bohaterowie ukazani w komiksie, to właściwie pierwowzory znanych nam postaci, ale nie brakuje im charakteru i plastyczności, szczególnie gdy chodzi o wyrażenie emocji.
Komiks „Mikołajek. Jak to się zaczęło” stanowi nie lada gratkę nie tylko dla fanów niesfornego bohatera tytułowego. Dzięki tej publikacji mamy okazję poznać Mikołajka w nowej, choć jednocześnie najstarszej formie. Twórcy Mikołajka od początku świetnie sobie radzili z zabawnym ukazaniem sytuacji. Jak wygląda świat oraz dorośli oczyma dziecka? Myślę, że ci, którzy uwielbiają humor duetu Sempé – Goscinny będą zachwyceni. Niezależnie od wieku…