Kilka dni temu premierę miała książka „Odbiorę ci wszystko” autorstwa norweskiej pisarki Ruth Lillegraven. Przyznam szczerze, że literatura skandynawska bardzo mnie intryguje. Chętnie sięgam po różne gatunki literacki pochodzące z północnej Europy. Tym razem zainteresował mnie thriller psychologiczny. Ruth Lillegraven nie ogranicza się tylko do tworzenia powieści. Pisze poezję, sztuki teatralne, książki dla dzieci. Jest laureatką ważnych nagród, takich jak The Brage Prize (2013) i Nynorsk Literature Prize (2016).
„Odbiorę ci wszystko” zaczyna się od mocnego momentu, od sceny zatonięcia auta. Kierowcy nie udaje się uratować, z samochodu wydostaje się jedynie pasażerka. Właściwa akcja rozgrywa się dwie dekady później i jest rozpisana na kilka głosów. Poznajemy przede wszystkim Clarę i jej męża Haavarda. Obydwoje są ludźmi sukcesu. Kobieta robi karierę w Ministerstwie Sprawiedliwości i przygotowuje ustawę, która ma się przyczynić do tego, żeby poprawić sytuację dzieci, wobec których dopuszczono się przemocy. Jej mąż jest lekarzem.
Pewnego dnia na oddział, na którym pracuje Haavard, trafia czteroletnie dziecko. Chłopiec wygląda na ofiarę przemocy domowej. Został tak skatowany, że mimo wysiłków personelu szpitalnego, nie udaje się go uratować. Wszystko wskazuje na to, że oprawcą jest ojciec dziecka. Jeszcze tego samego wieczoru, na terenie szpitala, mężczyzna zostaje zastrzelony. Pojawia się pytanie, jaki motyw miał morderca? Czy chodziło o odwet za skatowanie dziecka? A może zupełnie inne pobudki kierowały zabójcą?
Ku zaskoczeniu Haavarda podejrzenia padają właśnie na niego. Lekarz doskonale wiedział o tym, kim jest ojciec dziecka i to, że właśnie on przyczynił się do stanu chłopca. Haavard widziany był w pobliżu kaplicy, w której zamordowano ofiarę. Policja postanawia zatrzymać lekarza. Clara przez tę sytuację może mieć problemy w pracy. Jej kariera w świecie polityki stoi pod znakiem zapytania. Czy rzeczywiście Haavard jest winny?
W związku z wydarzeniami w szpitalu, Clara przypomina sobie swoją przeszłość. Tę, o której nie wspomniała nawet własnemu mężowi. Odkrywanie kat z jej przeszłości pozwoli zrozumieć, dlaczego kobiecie tak bardzo zależało na kontrowersyjnej ustawie, nad którą pracowała w pocie czoła, czasami za cenę życia rodzinnego. Para odsuwa się stopniowo od siebie, pojawił się kryzys małżeński. Autorka zmieniając perspektywę, oddając głos raz Clarze, raz Haavardowi, albo bohaterom drugoplanowym, pozwala czytelnikom ułożyć tę historię w całość. Otrzymujemy nie tylko kolejne elementy układanki, ale również coraz lepiej rozumiemy motywację bohaterów oraz to, co ich ukształtowało.
Powieść „Odbiorę ci wszystko” czytało się bardzo szybko. Zmieniające się narracje budowały napięcie, cofanie się w przeszłość umożliwiło stworzenie sobie portretów psychologicznych postaci. Do samego końca nie wiemy, dokąd poprowadzi nas ta historia. Ruth Lillegraven mimo że dosyć szybko odkrywa najważniejsze karty, w finale i tak zaskoczy czytelników.
Pisarka porusza w powieści aktualne problemy. Skupia się na kwestii przemocy w rodzinie, na tym że prawo nie zwsze pozwala na skuteczną ochronę tych najsłabszych istot. Do tego dochodzą kwestie wielokulturowości w Norwegii, lęk przed obcym. Ciekawym zabiegiem było poruszenie kwestii dobra i zła. Tutaj dostrzegamy, jak szybko jedno wydarzenie może zmienić całe życie. Jednocześnie nic nie jest tylko czarne, albo białe. Zastanawiamy się nad tym, czy zemsta, odbieranie życia, może być w jakimś stopniu uzasadnione. Jak przemoc wpływa na człowieka, zwłaszcza tego całkowicie bezbronnego? Widzimy, jak trudno wyrwać się z tego zamkniętego kręgu, bo często opresja rodzi kolejną przemoc.
Książka „Odbiorę ci wszystko” została skonstruowana w atrakcyjny dla czytelnika sposób. Nie brakuje napięcia, zwrotów akcji. Tak jak pisałam wcześniej, w miarę szybko poznamy sprawcę, ale i tak finał nas zaskoczy. Ciekawym zabiegiem było oddawanie głosu bohaterom. Taka przeplatana narracja powoduje, że trudno oderwać się od powieści. Najważniejszą kwestą wcale nie jest intryga, czy forma literacka. Ruth Lillegraven stawia przed czytelnikiem trudne pytania i zmusza do refleksji. Pokazuje, że wiele problemów wciąż nie posiada łatwych i jednoznacznych rozwiązań.
Ha, czytając literaturę skandynawską, czy to szeroko rozumiane kryminały, bądź pozycje społeczno-obyczajowe, można odnieść wrażenie, że relacje rodzinne często przyjmują formy wynaturzone i pokraczne 😉 A tak na poważnie, trochę to nurtujące, że aż tyle miejsca poświęca się dysfunkcjom rodzinnym.
Myślę, że przemoc w rodzinie to wciąż palący problem, z którym trudno sobie poradzić. Czy to chodzi o angażowanie się w pomoc, czy szybką reakcję, by najmłodsi jednak mieli coś z tego dzieciństwa.