„Mnich” – Tadeusz Bartoś

Mnich, Tadeusz BartośAutor powieści „Mnich” znany jest jako filozof oraz wykładowca akademicki. Do tej pory pisał książki o filozofii i o religii. Jako publicysta często wypowiada się na temat Kościoła katolickiego jako instytucji. Do 2007 roku, przez dwie dekady, był zakonnikiem, ale opuścił dominikanów. Teraz ukazała się jego debiutancka powieść pt. „Mnich”.

Głównym bohaterem książki jest Jan. Młody człowiek, który postanawia wstąpić do zakonu. Dopiero zaczyna dorosłe życie, ma zaledwie dwadzieścia lat, a zostawia wszystko za sobą. Wkracza do świata, o którym nic nie wie. Jest przepełniony ideałami, porzuca to, co zna, by oddać się w służbę Bogu. Nie ma na razie pojęcia, co to tak naprawdę oznacza. Właśnie porzucił pierwszy rok filozofii, a w swoim dotychczasowym życiu czuł się wyalienowany. Teraz dopiero jednak dowie się, czym jest prawdziwa samotność.

Młody człowiek łatwo podejmuje skrajne decyzje. Wydaje mu się, że rzeczywistość jest czarno-biała. Jan: „Chciał być radykalny. Rozpierała go duma z decyzji porzucenia wszystkiego. Postanowił rozstrzygnąć ostatecznie o swoim losie, ulokować się po dobrej stronie świata, ofiarowując Bogu wszystko.” (s. 13). Taką skrajną postawę uzasadniał odpowiednimi cytatami z Biblii, by dodać sobie odwagi.

W klasztorze przybiera imię Benedykt. Zaskakuje go życie zakonne. Wstępując do klasztoru, nie wiedział, czego się spodziewać. Liczył na to, że będzie się rozwijał i stawał coraz lepszym człowiekiem, zbliży się do Boga. Jednak radość i nadzieja stopniowo zanikła. Zastąpiła ją pustka duchowa. W Benedykcie rodzi się poczucie rozczarowania, ponieważ nie otrzymał niczego, czego się spodziewał. Zamiast pogłębiania duchowości, zbliżania się do Boga, czuje się, jak w więzieniu. Klasztor działał na niego opresyjnie, odbierał wolność i niszczył wszystko, co nie pasowało do schematu.

Zakon można porównać do maszyny, w której wszystko musi być odpowiednio dobrane, by działało. Niepotrzebne elementy należy odrzucić, albo doszlifować czy złamać, by mechanizm funkcjonował. Jednym z elementów tego dopasowania jednostki jest uwiedzenie. Chodzi oczywiście o religijne zafascynowanie młodego człowieka i ukazanie mu, że droga kapłańska jest wartością ponad wszystkie inne. Powołanie w katolicyzmie oznacza wybranie przez Boga. Benedykt pragnie tego, by być kimś wyjątkowym. Z czasem czuje się oszukany, ponieważ wcale nie zmienia się na lepsze, nie jest też w stanie zmienić innych ludzi.

W książce „Mnich” Tadeusz Bartoś opisuje historię życia zakonnika, który ostatecznie po trzydziestu latach w klasztorze, postanawia porzucić zakon. Benedykt jest postacią ulotną, wewnętrznie pustą, ograbioną z duchowości. Zresztą podtytuł powieści już to sugeruje: „Historia życia, którego nie było”. Autor pokazuje bohatera z perspektywy narratora trzecioosobowego, ale Jan czasami również otrzymuje głos i mówi o tym, jak wpłynęło na niego życie w zakonie, o swoich odczuciach i przekonaniach, niekiedy kontrowersyjnych.

Nazwałam „Mnicha” powieścią, ale w tej historii nie brakuje rozważań filozoficznych i teologicznych. Tytułowy bohater to postać, która jest mało wyrazista, zaledwie zarysowana. Być może właśnie przez wewnętrzną izolację, czy poczucie pustki. Widzimy człowieka, którego rozczarował zakon. Z uniesienia i radosnej wiary na początku, nie pozostaje nic. Tadeusz Bartoś przedstawia proces, jaki zachodzi w Benedykcie. Pokazuje jego drogę życiową, stopniowe rozczarowanie grupą, w jakiej się znalazł oraz dlaczego ostatecznie zdecydował się opuścić drogę zakonną.

Autor książki opisuje życie w zakonie jako coś, co odbiera człowiekowi wolną wolę. Główny bohater musi się nieustannie podporządkowywać, by nie czuć szykan i nacisków. By się z tego uwolnić, Jan-Benedykt potrzebuje wiele czasu. Wychodzi z tego, jak z uzależnienia. Czytelnik widzi mechanizmy i metody jakimi posługują się duchowni kierujący takimi strukturami, jak instytucje kościelne. Autor książki nie ma jednak zamiaru skupiać się na podawaniu skandali wewnątrz Kościoła katolickiego, a ukazywaniu dylematów tytułowego mnicha. Jego wychodzenie z zakonu to proces. Autor książki skupia się na uczuciach Jana-Benedykta, jego rozterkach i przemyśleniach. Dlatego spora część powieści tak bardzo przypomina traktat filozoficzny, czy esej o charakterze religijnym. W tej historii fabuła nie jest istotna, autor tylko ją szkicuje, posługując się językiem niedopowiedzeń i metafor. Najważniejszy jest opisywany problem. Z pewnością  nie jest to książka dla tych, którzy potrzebują sensacji na temat Kościoła. Tadeusz Bartoś poprzez „Mnicha” pokazuje drogę jednostki od wejścia w strukturę zakonu, do jego wyjścia i pokazuje konsekwencje takiego wyboru.

1 komentarz do “„Mnich” – Tadeusz Bartoś

  1. O, książka sprawia wrażenie bardzo ciekawej lektury, przede wszystkim z racji postaci samego autora. Podoba mi się tematyka, która orbituje wokół duchowości człowieka i przyznaję, że dzieło odrobinę kojarzy mi się z powieściami japońskiego pisarza katolika Shūsaku Endō. W „Milczeniu” czy „Samuraju” poruszane są podobne zagadnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *