„My przeciwko wam” jest drugim tomem cyklu „Miasto niedźwiedzia” Fredrika Backmana. Przeczytałam trylogię zaczynając od końca, a teraz przyszedł czas na środkową część. Akcja rozgrywa się przede wszystkim w miasteczku Björnstad i jego okolicy, a główni bohaterowie są nam już znani, jeśli poznaliśmy wcześniejszą część. Jednak autor kreśli opowieść tak, że można przeczytać powieść niezależnie, bez znajomości pierwszego tomu „Miasto niedźwiedzia”, gdyż co jakiś czas przypomina, co się wydarzyło wcześniej i jakie były tego skutki.
Trafiamy do miejsca, w którym wszystko zależy od hokeja. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie, gdy poznajemy mieszkańców Björnstad. Czy rzeczywiście tak jest? Okazuje się, że drużyna hokejowa spaja wszystkich niewidoczną nicią zależności. Jeśli ta dyscyplina nie funkcjonuje dobrze, to nie ma szans na przyciągnięcie pieniędzy zarówno gminnych, jaki i sponsorów. Kiedy zatem wielu zawodników przeszło do Hed, wszystko może się posypać, a skutki będą znacznie bardziej dotkliwe, niż utrata drużyny. Czy znajdą się osoby, gotowe postawić wszystko na „Niedźwiedzi z Björnstad”?
Młodzież w miasteczku podzieliła się na tych, którzy odeszli do drużyny w Hed i na tych, co zostali. Panuje nastrój beznadziei, a konflikty między bohaterami narastają i sięgają szczytu. Maja i jej najlepsza przyjaciółka, Leo, Benji, Bobo to osoby za które trzymamy kciuki, ale muszą oni przejść wiele, ponieważ według niektórych postępują źle. Dlaczego? Zgwałcona dziewczyna przyczyniła się do przegranej drużyny hokejowej, ponieważ zgłosiła przestępstwo. Zatrzymany gwałciciel był najlepszym zawodnikiem, a bez niego niedźwiedzie przegrały decydujący mecz. Ojciec Mai może stracić pracę, gdyż to on odpowiada za hokej w Björnstad. W małym miasteczku cała ta sytuacja wywołała niespodziewany efekt domina.
W powieści zobaczymy tych, którzy będą starali się skorzystać na konflikcie. Znajdzie się polityk, który spróbuje tak manipulować ludźmi, by zyskać poparcie. Zmusza innych do dokonywania wyborów wbrew ich sumieniu, innych oszukuje. Dorośli mają problem, by się odnaleźć, ale młodzi wcale nie mają łatwiej. Jak poradzi sobie z drużyną nowy trener? Czy uda się zbudować zgrany zespół, gdy wyjdzie na jaw kilka nowych tajemnic? Napięcie eskaluje i w pewnym momencie musi wybuchnąć.
Fredrik Backman w „My przeciwko wam” pokazuje na małej społeczności wiele mechanizmów. Jak w soczewce mikroskopu oglądamy manipulacje nieuczciwych polityków, problemy młodych ludzi, a także relacje rodzinne oraz społeczne. Pisarz trzyma się formy, jaką obrał w pierwszej części. Zdradza nam odrobinę informacji z przyszłych wydarzeń, by trzymać nas w napięciu. Świetnie mu się to udaje, ponieważ powoduje to, ze nie sposób oderwać się od książki.
Nie tylko jednak konstrukcja fabularna jest tu istotna. Fredrik Backman świetnie sobie radzi w opisywaniu postaci. Każdy bohater posiada określoną motywację, postępuje tak a nie inaczej z pewnego powodu. Pisarz potrafi umotywować postępowanie postaci budując wiarygodną warstwę psychologiczną, nawet jeśli nie mamy do czynienia z głównymi bohaterami. Dzięki temu wszystko układa się w poruszającą całość. Choć bohaterowie starają się nie okazywać uczuć, są zamknięci w sobie, bardzo przeżywają to, co ich spotyka. Backman pokazuje nam, do jakich skutków prowadzi milczenie, brak komunikacji w każdym kierunku: czy między dziećmi i rodzicami, czy w małżeństwie, czy w gronie przyjaciół i rówieśników. Niezależnie od tego, kto będzie czytał książkę, w jakim będzie wieku, jakiej płci, zobaczy do czego mogą prowadzić nawet drobne problemy i niewyjaśnione konflikty. Myślę, że fanów Backmana nie trzeba namawiać do sięgnięcia po książkę, za to całą resztę może zaskoczyć to, w jaki sposób pisarz oddaje emocje postaci i jak buduje opowieść.
PS Książkę na język polski przełożyła Anna Kicka.
Jak na razie nie mam w planach tej książki.
Trudno znaleźć mi czas na to, co już mam w domu, więc coś musi mnie naprawdę zainteresować, żebym po to sięgnęła.
Skoro w domu jest sporo do czytania, to najlepiej się na tym skupić, a dopiero potem rozglądać za czymś nowym (mnie nie zawsze to wychodzi). 🙂