Kiedy sięgnęłam po powieść Łukasza Staniszewskiego pt. „Pieśni łaciatych krów”, przypomniałam sobie, że poznałam już wcześniej inną książkę tego autora. Był to debiut prozatorski pt. „Małe Grozy”. Powieść zabrała mnie na warmińską wieś, co jest o tyle istotne, że najnowsza książka tego pisarza również rozgrywa się w podobnej przestrzeni. Recenzenci podkreślają, że otrzymujemy realizm magiczny w polskim wykonaniu, a sam Łukasz Stawiszyński po raz kolejny osadza świat przedstawiony właśnie na Warmii. Ostatnio trafia mi się coraz więcej książek opowiadających o tym regionie.
Miejscowość, wokół której rozgrywają się opisywane wydarzenia, jest niewielka. Mieszka tu proboszcz, który odprawia msze skupiające wiernych parafian, choć ich wiara często nie będzie typowo katechizmowa. Wieś Skowycze pozornie również niczym się nie wyróżnia. Znajdziemy zarówno bogatych, jak i biednych gospodarzy. Są jeszcze letnicy przyjeżdżający w wakacje, a wśród nich jest lekarz, który musi konkurować z Babą odczyniającą różne uroki i na swoje sposoby leczącą dolegliwości ciała i duszy.
Głównym bohaterem powieści będzie Bernard Witten. Człowiek majętny, a jednocześnie bezwzględny. Dzięki tej zatwardziałości zgromadził niezły majątek. Mężczyzna posiada stado krów, ludzi, których wynajmuje do pracy i żonę, której nie szanuje. Zresztą Witten nikogo nie poważa. Gardzi chyba wszystkimi. Taki mało sympatyczny typ, jakiego lepiej nie spotkać na drodze. Mężczyznę dopada jednak pewna słabość, ponieważ co jakiś czas widuje swojego nieżyjącego ojca. Ten podpowiada Bernardowi, że zbliża się wielka susza i że ma się przygotować na nadchodzącą apokalipsę.
Nikt nie wierzyłby Wittenowi, gdyby ten ogłosił światu wieści o zbliżającej się katastrofie. Kiedy zaczyna budowę zbiornika na wodę, wszyscy kiwają głowami. Bogaty, to ma prawo do pewnego ekscentrycznego zachowania. Bernard zaczyna dostrzegać pewne rysy w swojej postawie i charakterze. Przyjmuje pod opiekę dwoje dzieci, sam nie posiada własnego potomstwa. Nie oznacza to, że nagle stanie się miłym i sympatycznym człowiekiem. Nadal nie rozumie swojej żony, nie dostrzega jej potrzeb i nie próbuje nawiązać z nią komunikacji polegającej na wspólnym zrozumieniu.
Na wsi nikt nie żyje w pojedynkę, wszyscy nie tylko się znają, ale również w jakimś stopniu potrzebują. Bernard stanie się tym, który w czasie suszy musi zdecydować, czy pomoże skowyczanom. Tylko on jeden może to uczynić, mimo ze nie leży to w jego interesie czy naturze. Jest jeszcze kwestia bliskości ze zwierzętami i dwoistość w tym kontakcie. Trudno oddać na rzeź zwierzę, które codziennie się karmi i o nie dba. Jest jeszcze prosiak, który zacznie mówić ludzkim głosem.
Czytelnicy mają okazję poznać różne typy osobowości mieszkańców wsi Skowycze. Zobaczymy w co wierzą. Zabobony mieszają się z katolicyzmem, a proboszcza nawiedzają diabły. Witten wierzy początkowo tylko w jedno, w siłę swojego zatwardziałego serca. Tymczasem przyjdzie mu się zmierzy z czymś, czego wcześniej nie znał. Do jego duszy zaczyna wkradać się coś w rodzaju dobra, niekiedy zrozumienia dla drugiego człowieka. Stara się jednak odrzucić te wszystkie niepotrzebne według niego emocje, ale mu się to nie udaje. Kiedy zrobi coś dobrego, dostaje nawet wysypki, jakby całe ciało domagało się tego, by wciąż czuł złość. Ona była do tej pory jego motorem.
W powieści „Pieśni łaciatych krów” Łukasz Staniszewski ukazuje świat, w którym przeplata się racjonalne z irracjonalnością. Trudy życia i smutki łączą z pięknem, choć cierpień jest zdecydowanie więcej. Witten myśli, ze znalazł na to lekarstwo stając się człowiekiem hardym i twardym, ale egzystencja na wsi okazuje się jeszcze bardziej brutalna, niż on sam. Pisarz pokazuje ową rzeczywistość doprawiając ją odrobiną ludowych zabobonów, podszywa ironią i humorem, a nawet baśniowością. Nie będzie to jednak opowieść dla dzieci, bo na te poluje Jajożer, ale historia, w której człowiek zmaga się z naturą. Mieszkańcy wsi są zależni od tego, co ona daje, a gdy okazuje się surowa w całym tym cierpieniu, szukają bliskości drugiej istoty. Podczas lektury książki „Pieśni łaciatych krów” wiele razy pojawiła się w mojej głowie myśl, czym jest człowieczeństwo i na czym ono polega.