Nie tak dawno temu w kinach można było zobaczyć film, „Nie jesteś sobą”, z Hilary Swank w roli głównej. Nie obejrzałam go, ponieważ wolę najpierw sięgnąć po książkę, oczywiście jeśli mamy do czynienia z ekranizacją. Powieść Michelle Wildgen została wydana pod koniec lata przez wydawnictwo Marginesy. Temat odchodzenia, niepełnosprawności i zachowania godności w nieuleczalnej chorobie jest podejmowany coraz częściej. Jednak niekiedy ociera się o tani sentymentalizm, czy kicz. Wyciskanie łez nie jest aż takie trudne, ale pokazywanie istoty problemu okazuje się znacznie bardziej skomplikowane. Jak poradziła sobie z tym Michelle Wildgen w swojej debiutanckiej książce?
Stwardnienie zanikowe boczne nazywane bywa chorobą Lou Gehriga – od nazwiska słynnego baseballisty, który na nią cierpiał. Kiedy chory na ALS otrzymuje diagnozę musi mieć świadomość, że ma do czynienia z nieuleczalną oraz postępującą chorobą, która z czasem doprowadza do pełnego paraliżu ciała, a potem do śmierci, ponieważ w końcu zatrzymają się mięśnie odpowiedzialne za oddychanie. Tylko nieliczni, tacy jak Stephen Hawking, zmagają się z nią przez wiele lat. Większość chorych umiera w ciągu 3 do 5 lat od wystąpienia pierwszych objawów.
W powieści „Nie jesteś sobą” Michelle Wildgen poznajemy Bec, młodą dziewczynę, która nie do końca wie, czym chce się zająć w przyszłości. Pracuje dorywczo, by dorobić do studiów, które zbytnio jej nie interesują. W końcu trafia na rozmowę do Norrisów. Małżeństwo potrzebuje kogoś, kto zaopiekuje się Kate, cierpiącą na ALS. Gdyby nie choroba, można by powiedzieć, że pani Norris posiada wszystko, czego trzeba do szczęścia: jest bogata, kochana przez przystojnego męża, Evana. Ta kobieta z klasą choć sama jest chora, póki może pomaga też innym, zmagającymi się z tą samą chorobą.
Natomiast Bec stanowi przeciwieństwo Kate. Nie potrafi ułożyć sobie życia, wdała się w romans z żonatym mężczyzną, co chwilę wpada w kłopoty. Kiedy zostanie zatrudniona przez Kate, przejdzie pewną drogę ku dojrzałości. Choć o ALS nic nie wie, posiada jakieś wyobrażenia, które szybko zderzą się z rzeczywistością. Czy będzie w stanie kontynuować tę trudną pracę?
Przebieg choroby zobaczymy oczyma Bec. Ona jest narratorką i stara się zrozumieć sytuację i uczucia Kate. W pewnym momencie opieki niemal traci własną tożsamość. Czasami wręcz upomina siebie mówiąc słowa, które pojawiają się w tytule: „Nie jesteś sobą”. Silne przywiązanie do chorej ma też swoje konsekwencje. Trudno w takiej sytuacji myśleć o własnych potrzebach, a jednocześnie sama Bec przeobraża się z podlotka w osobę dorosłą i odpowiedzialną. Zajmując się kimś takim jak Kate, trudno nie zaangażować się emocjonalnie. Bec przeraża to, że jej podopieczna wkrótce odejdzie. Czy będzie w stanie wykonać wolę Kate, która ma swoje zdanie w tej kwestii?
Michelle Wildgen w powieści „Nie jesteś sobą” starała się pokazać chorobę z zewnątrz, oczyma osoby zdrowej. Widzimy jak postępuje ALS, wkraczamy też w kwestie intymne, o których rzadko mówi się wprost, ponieważ stanowią tabu. Bec pragnie wczuć się na tyle ile potrafi w potrzeby Kate i odczytywać jej uczucia i pragnienia. Stara się tak mocno, że chwilami zapomina o własnych potrzebach. Otrzymujemy opowieść o przemijaniu, o tym jak trudno się pogodzić z odchodzeniem bliskich i o trudnych decyzjach, jakie należy podjąć. Czy pozwolić choremu umrzeć tak jak chce, czy należy trzymać go przy życiu za wszelką cenę? Jest to też historia o przyjaźni oraz o dojrzewaniu. Spodziewałam się historii podobnej do tej znanej z filmu „Nietykalni”, jednak w powieści „Nie jesteś sobą” tylko czasami pojawiają się zabawne momenty. Obie niepełnosprawne postaci łączy też wysoki status majątkowy, co nieco odrealnia tę historię. Najważniejsze dla historii staje się przesłanie, będące pochwałą życia właśnie takiego, jakie nam dano.
Dobra książka, choć myślałam, że mocniej mnie poruszy. Tak czy inaczej – warto ją przeczytać.
Widziałam Twoją recenzję i ciekawa jestem, czy to nie wynika z tego, że powieść jest debiutem tej autorki?
Już o niej czytałam, dosłownie parę dni temu i zarówno tematyka książki, jak i fabuła filmu wydaje się ciekawa. Na pewno się z nią zapoznam. 🙂
Po książkę warto sięgnąć choćby po to, by czegoś się dowiedzieć o stwardnieniu zanikowym bocznym. Jednak gdyby to była książka wyłącznie medyczna, nie przyciągnęłaby tylu czytelników. 🙂
To dobrze, że i Ciebie ta książka poruszyła.
Takie historie zawsze poruszają. Nie lubię tylko, gdy są nastawione tylko i wyłącznie na wyciskanie łez.