„Kukuczka” – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Kukuczka, Dariusz Kortko, Marcin PietraszewskiJerzego Kukuczkę znali wszyscy. Ci którzy interesowali się sportem oraz ci, którzy nic wspólnego z nim nie mieli. Tak samo jak każdy wiedział, kto to jest Zbigniew Boniek, czy Kazimierz Deyna. Dlatego, kiedy ten najsłynniejszy polski himalaista zginął w najwyższych górach świata, coś się nagle skończyło. Sama byłam wtedy nastolatką, ale doskonale pamiętam, że i na mnie ta smutna wiadomość wywarła spore wrażenie. Przecież Jerzy Kukuczka był człowiekiem z żelaza, a jednak pokonała go południowa ściana Lhotse.

Autorami biografii „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście” są Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski. Trudno w to uwierzyć, ale od śmierci himalaisty mija już dwadzieścia siedem lat. Do tej pory nie sięgałam po książki o słynnych wspinaczach, ale przecież Jerzy Kukuczka nie był jednym z wielu himalaistów. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o tym, skąd się wziął, jak rodziła się jego pasja? Na czym dokładnie polegała jego wyjątkowość?

Autorzy zaczynają książkę na opak, bo od końca: od tragicznej wyprawy na Lhotse w 1989 roku. Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski dozują napięcie. Piszą o ostatnim wyjściu z namiotu Kukuczki i Pawłowskiego, aby na chwilę odsunąć ten wypadek. Piszą o uczuciach ludzi, którym himalaista był bliski, którzy przeczuwali, że ta wspinaczka skończy się źle. Pojawia się też relacja Ryszarda Pawłowskiego, który był świadkiem tego wypadku.

Dopiero drugi rozdział książki dotyczy młodości Jerzego Kukuczki. Urodził się w Katowicach i był beskidzkim góralem, ponieważ jego rodzina pochodziła z Istebnej. Jego ojciec był miłośnikiem narciarstwa. Mógł odnieść sukcesy sportowe, ale wybuch drugiej wojny światowej przerwał jego karierę. Niewiele brakowało, by Jerzy został ciężarowcem, ale ciągnęło go w góry. Ukończył szkołę zawodową jako elektromonter, ale kontynuował naukę w technikum dla pracujących. Wspinał się na skałki, a kolejnym etapem były wyprawy w Tatry – Kukuczka zapisał się na kurs taternicki.

W komunistycznej Polsce wspinający się nie mieli dostępu do odpowiedniego sprzętu. Taternicy robili go sobie sami, a ten który posiadali, nie miał żadnych atestów. Po maturze i wojsku Kukuczka zaczyna wyjeżdżać za granicę ZHP. Natomiast wyprawa na Alaskę w 1974 kończy się dla Jerzego Kukuczki utratą dużego palucha stopy.

Zaczynają się poważne wyprawy. Bohater książki oprócz wspinaczki musiał też pracować. Brakowało dolarów, sprzętu, ubrań. Początkowo Jerzy Kukuczka nie miał dobrej opinii wśród kolegów, ale szybko zdobył uznanie. Nie brakowało rywalizacji, ale na szczyt docierali najsilniejsi. Biorąc pod uwagę wysiłek wspinaczy, jaki wkładali w zorganizowanie wyprawy, nie dziwią ich dylematy, dotyczące tego, czy podejmować próbę zdobycia celu, jeśli partnerzy nie są w stanie iść dalej, czy też wracać?

Szczyt Makalu Jerzy Kukuczka zdobył sam. Zostawił tam zabawkę synka – biedronkę. Nie wszyscy uwierzyli, że tam dotarł. Dopiero rok później koreańska wyprawa ogłosiła, że na tej górze znalazła żółwia. Takiego dziwnego, bo czerwonego i na dodatek w czarne kropki. Kiedy Kukuczka zdobył Koronę Himalajów, czyli wszystkie 14 ośmiotysięczników, osiągnął już niemal wszystko, był gwiazdą.

Podczas lektury biografii „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście” Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego mogłam zobaczyć słynnego himalaistę. Poznać drogę, jaką osiągnął, by zdobyć to, o czym marzył. Jeśli ktoś zna choć trochę historię, wie, że w PRL-u nie było to łatwe. Wspinaczom brakowało wszystkiego, a tu pokazano, jak organizowano takie wyprawy. Autorzy nie pominęli nawet tego, że sportowcy musieli wiele ryzykować, choćby przez szmuglowanie towarów. Inaczej nie zdobyliby potrzebnej im waluty, niezbędnej do zrealizowania wyprawy. Wyposażenie wspinaczy z Zachodu było nieporównywalnie lepsze, a jednak to właśnie Kukuczka stał się legendą.

Autorzy dokładnie opisują głównego bohatera książki. Nie mamy do czynienia z hagiografią. Widzimy obraz osoby z krwi i kości – ze swoimi wadami i zaletami. Tutaj ważna staje się postać drugoplanowa, żona wspinacza, która nie próbowała konkurować z górami. Znała pasję męża i pozwoliła mu ją realizować. Natomiast opisy wypraw są niezwykle obrazowe. Książka została napisana tak, jakbyśmy obserwowali Kukuczkę na żywo. W napięciu śledzimy niemal każdy krok wspinacza. Zaglądamy też do jego dzienników i słuchamy tego, co mówią jego towarzysze. Widzimy też, jak traktowano kobiety, które chciały się wspinać.

Dzięki biografii mamy okazję poznać te lata polskiego himalaizmu, które uznaje się za najlepsze. Osiągnięcia zestawiono z rzeczywistością PRL-owską i ukazano ją bardzo dokładnie. Okazuje się, że dylematy wspinaczy w tamtych czasach są nadal aktualne, a Kukuczka podczas wspinaczki musiał podejmować niezwykle trudne decyzje. Według niektórych był zwykłym egoistą żądnym sławy, który za wszelką cenę pragnął prześcignąć Reinholda Messnera. Czytelnik jednak musi sam podjąć decyzję, co sądzi o bohaterze książki, ponieważ autorzy interpretację pozostawiają nam. Oglądając piękne zdjęcia umieszczone w książce będzie nam łatwiej zrozumieć himalaistę i docenić jego osiągnięcia.

  1. Śliczne dzięki za tę recenzję. Moja ciocia bardzo lubi czytać biografie taterników, alpinistów, słowem ludzi, którzy kochają góry. Boże Narodzone powoli zarysowuje się na horyzoncie – to będzie dobra okazja, żeby wręczyć jej tę książkę : )

  2. Mam mieszane uczucia na temat wypraw w góry, z jednej strony niepotrzebne ryzykowanie życia, z drugiej – typowe dla człowieka pokonywanie przeszkód, które samo w sobie jest piękne i szlachetne, ale ostatnia wiadomość o śmierci dwóch młodych Himalaistów na górze Shivling w indyjskich Himalajach (Grzegorz Kukurowski i Łukasz Chrzanowski), raczej skłania mnie do tego pierwszego. To taka luźna dygresja… Recenzja ciekawa, tak jak wielki człowiek którego opisuje. Pozdrawiam

    • Ta książka pozwala nieco inaczej spojrzeć na tę miłość do wspinaczki. Sama jestem człowiekiem nizin i wspinanie się jest mi obce, a tu jeszcze dochodzą takie kwestie jak ryzykowanie własnym życiem i narażanie się na niebezpieczeństwo, choć w domu czekają bliscy. Widzimy, że żona Kukuczki była w stanie zrozumieć tę miłość do gór i nie próbowała konkurować z pasją męża. Co jest najważniejsze muszą odpowiedzieć sobie sami himalaiści, zdobywając kolejne szczyty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *