Za każdym razem, kiedy Anna Sakowicz wydaje nową książkę, spodziewam się niespodzianki. Łatwo przypisuje się autorom pewien styl, tematykę, którą chętnie podejmują. Jeżeli chodzi o tę pisarkę, wiem, że nie będzie powielania schematów. Jedynie okładki jej książek dla dorosłych mogą być do siebie podobne, ale wewnątrz znajdziemy zawsze coś innego. Za sprawą najnowszej powieści Anny Sakowicz pt. „Niebieskie motyle” zaczynamy od historii, jak z „Trzech muszkieterów” Aleksandra Dumasa, ale po drodze trafimy na piekło rodem z Dantego.
Głównymi bohaterkami książki są trzy siostry: Anna, Gosia i Matylda. Jeszcze jako dziewczynki obiecały sobie, że zawsze będą razem. Dokładnie tak, jak przyjaciele d’Artagnana miały się trzymać zasady: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.” Z czasem okazało się, że wcale nie jest łatwo dzielić się własnymi troskami czy myślami z siostrami. Szczerość we wzajemnych relacjach stopniowo zanikała, budując między nimi coraz wyższy mur.
Pewnego dnia okazuje się, że zniknęła Gosia. Nikt nie wie, gdzie jest malarka, którą w Chełmnie uznawano za nieco ekscentryczną artystkę. Matylda postanawia natychmiast wyjechać z Anglii, by ruszyć na poszukiwania. Postanawia działać, w czym wspiera ją siostra Ania. Razem odkrywają, jak niewiele wiedziały o Gosi. Poznają kolejne tajemnice siostry, ale czy uda im się ją odnaleźć?
Anna Sakowicz buduje intrygę w taki sposób, że napięcie narasta coraz bardziej. Poszukiwania prowadzą do odkrycia zaskakujących faktów z życia Gosi. Okazuje się, że wcale nie była tą osobą, jaką się pokazywała przed siostrami. Jej związek z mężem dawno uległ rozpadowi, a w życiu artystki byli inni mężczyźni. Czy któryś z nich mógł dopuścić się czegoś złego i skrzywdził Gosię?
Tymczasem Matylda i Ania łącząc się w swoich działaniach powoli zbliżają się do siebie. Po wielu latach zaczynają słuchać się wzajemnie. Wcześniej albo wolały przemilczeć to, co niewygodne, albo wyrazić tylko część prawdy. Najpierw miało służyć to ochronie tej drugiej osoby, ale szybko okazało się, że tak naprawdę tylko odsunęło siostry od siebie. Do tego doszły niezabliźnione rany. Wszystko przez sprawy między siostrami, które nawet po wielu latach wciąż nie zostały rozwiązane. Czy uda im się zmienić po latach tę relację? A może to tylko chwilowe zbliżenie, w ramach walki ze wspólnym wrogiem?
Dzięki powieści „Niebieskie motyle” zobaczymy, jak trudno we współczesnym świecie utrzymać zdrowe relacje z ludźmi, z którymi łączą nas więzy krwi. Często mówimy, że rodziny się nie wybiera, albo dobrze wychodzi z nią tylko na zdjęciu. Czy jednak warto pielęgnować w sobie żale, czy może lepiej szukać dziecięcej szczerości w relacjach? Siostry ową bliskość posiadały, co widać w momencie, kiedy marzyły o tym, by kierować się tymi samymi zasadami, co trzej muszkieterowie. Oczywiście dorosłość wymusza na nas pewne zmiany, nie wszystko zależy od nas samych, ale dzięki książce zobaczymy, jak istotna jest uwaga, a dzięki temu mamy szansę na dostrzeżenie tego, co chce nam przekazać bliska nam osoba.
W powieści podjęty został również problem związany z depresją, z którą zmaga się jedna z postaci. Anna Sakowicz uświadamia czytelnikom, do czego może doprowadzić ta choroba i jak trudno innym ją zrozumieć. Nawet najbliższe osoby nie zawsze właściwie reagują. Bo przecież taki chory nie ma nogi w gipsie, ani widocznych ran. Dlaczego zatem nie zachowuje się, jak do tej pory? Trudno też pomóc osobie cierpiącej na depresję, zwłaszcza gdy na co dzień wydaje się radosna i pozytywnie nastawiona. Natomiast pisarka bardzo dobrze oddaje ten problem. Mamy także do czynienia z pewnym nawiązaniem literackim, a jednocześnie otrzymujemy pewnego rodzaju wskazówkę na temat stanu ducha jednej z sióstr. Anna Sakowicz świetnie skonstruowała powieść – czyta się ją jak kryminał, w którym dopiero na koniec odkrywane są wszystkie karty, a zaskakujących zwrotów akcji nie brakuje. Pisarka opowiedziała o depresji, nie trywializując problemu. Całą historię poznajemy z perspektywy Matyldy, najmłodszej sióstr, choć wszystkie postacie są wiarygodne pod względem psychologicznym. Warto podkreślić, że powieść czyta się jednym tchem, a oprócz tego Anna Sakowicz nie zapomniała o humorze, który nieco łagodzi narastające napięcie.
Dominiko! Pięknie dziękuję! 🙂
To ja dziękuję – i to nie tylko za piękną opowieść 🙂