Doskonale poznaliśmy serię detektywistyczną dla dzieci „Biuro Detektywistyczne numer 2”, której autorem jest norweski pisarz Jørn Lier Horst. Właściwie na sukces tych książek pracuje tandem: autor oraz ilustrator. Ten ostatni, Hans Jørgen Sandnes, jest równie ważny. Wspominam o tym, ponieważ dziesiąta książka z serii różni się nieco od pozostałych. Tak jak zawsze mamy do czynienia ze śledztwem, tym razem jednak autorzy angażują czytelników do współpracy z detektywami i razem z nimi odkrywamy kolejne tropy.
W książce „Operacja Złoto” poznajemy pewien problem starszej pani. Marthe Krogh zgłasza się do Olivera i Tiril. Opowiada im, że doszło do włamania do jej domu. Jest to o tyle dziwne, ponieważ nic nie zginęło, a rabuś zostawił w mieszkaniu kwiat. Co to oznacza? Bohaterowie czują się zaintrygowani tą nietypową sprawą. Jeszcze bardziej interesujące okazuje się to, że starsza pani jest praprawnuczką słynnego pirata. Czyżby ktoś szukał skarbu?
Praca detektywów polega na żmudnym zbieraniu śladów i dowodów. Tiril i Oliver są skupieni na swoim zadaniu. Para doskonale się uzupełnia, ponieważ każde z nich dostrzega istotne dla śledztwa szczegóły. Zbierają je razem i ustalają wspólnie, co mogą oznaczać owe ślady. Są bystrymi obserwatorami i żaden ważny trop nie umknie ich uwadze. Oprócz tego potrafią wyciągać wnioski, a po nitce trafiają do kłębka. Ich mocną stroną okazuje się spostrzegawczość i umiejętność logicznego myślenia. Czy uda im się znaleźć złodzieja? Także sami czytelnicy mogą podjąć wyzwanie. A może to właśnie młodzi odbiorcy uprzedzą parę bohaterów?
Książka „Operacja Złoto” została tak odmieniona, by prócz fabuły i śledzenia działań detektywów, móc samemu dołączyć do śledztwa. Autorzy nieco ograniczyli tekst, by skupić się również na obrazie. Tutaj trzeba nie tylko czytać, ale też dokładnie obserwować otoczenie i skupiać się na wszystkich szczegółach. Znalezione ślady to nie wszystko. Trzeba z nich wybrać dowody świadczące o winie złodzieja.
Jørn Lier Horst oraz Hans Jørgen Sandnes znaleźli sposób, by ich książka stała się jeszcze bardziej atrakcyjna. Ta „Operacja…” różni się od pozostałych. Zmienił się nieco format, a także sposób, w jaki przedstawione jest śledztwo. Taki styl przemówi do młodych czytelników, którzy uwielbiają historie detektywistyczne. Dzieciaki świetnie się bawią podczas lektury i jednocześnie uważnie poznają treść. Jakby było im mało, podobnie jak w poprzednich tomach, na końcu umieszczone są dodatkowe zadania, które zostały zatytułowane „Zlecenie Ottona”. Jest ich aż sześć. To pozwala odbiorcom na ćwiczenie spostrzegawczości.
Nowa odsłona serii „Biuro Detektywistyczne numer 2” nie zawiedzie czytelników. Książka ma atrakcyjną formę, bo przypominającą akta śledczych. Nawet czcionka jest odpowiednio stylizowana. Sama zagadka intryguje oraz zaciekawi nawet najbardziej wymagających czytelników. Moje dzieciaki wczuły się w rolę, dzięki czemu uważnie śledziły historię i chętnie rozwiązywały kolejne łamigłówki. Zagadek jest sporo, ale trzeba uważnie czytać i oglądać ilustracje, by odnaleźć coś tak niezwykłego, jak skarb piracki. Trzeba będzie złamać szyfr, by poznać jedną z licznych wskazówek. Dobry detektyw poradzi sobie z tego typu zadaniem, ale gdyby nie był pewny rozwiązania, na następnej stronie otrzyma odpowiedź. Bardzo szybko daliśmy się wciągnąć w zabawę, która okazała się świetna.