Tadeusz Biedzki jest pisarzem, który bardzo często w swoich książkach podejmuje temat podróżowania do mało znanych miejsc. Jego „Dziesięć bram świata” opisywało te zakątki świata, gdzie raczej niezbyt często zaglądamy. Najnowsza powieść tego autora pt. „Ostatnie srebrniki” utrzymana została w podobnym stylu, co „Zabawka Boga”. Bohaterowie trafiają do Nikozji, Barcelony, czy Jerozolimy. Podróżujemy też w czasie, ponieważ poznajemy historię tytułowych srebrników, od zdrady Judasza poprzez kolejne wieki, aż do czasów współczesnych.
W powieści Tadeusza Biedzkiego będziemy mieli do czynienia z trzymającą w napięciu przygodą. Żona głównego bohatera książki kupuje na Cyprze pewną szkatułkę. Właściciel stoiska niezbyt chętnie ją sprzedaje, bo jak twierdzi, nikomu jeszcze ta rzecz nie przyniosła nic dobrego. Przez wiele lat związana z jego rodziną, ale czy to przez szkatułkę członków tej rodziny spotkało tyle nieszczęść?
Kilka miesięcy później w kościele w Barcelonie ginie kapłan. Ciało znajduje ta sama para, która nabyła starą skrzynkę. Ku zdziwieniu turystów policjanci zajmujący się sprawą, nie drążą problemu, nie chcą się za wiele dowiedzieć od świadków. Dlatego bohaterowie sami postanawiają zbadać sprawę, a pomoże im pewien kościelny odpowiednik Jamesa Bonda. Kapłan okaże się agentem walczącym z pewnym spiskiem. Wanda i jej mąż trafili bowiem na ślad założonej w 2012 roku w Hiszpanii organizacji: Zakon Piłata i Judasza, która chce zniszczyć kościół katolicki i chrześcijańską cywilizację. Życie bohaterów znajdzie się w niebezpieczeństwie…
Druga warstwa książki odwołuje się do przeszłości. Poznajemy historię judaszowych srebrników. Trafią one w ręce Poncjusza Piłata, a potem zobaczymy, że związane z nimi będzie wiele tragicznych wydarzeń. Jaki związek mają te pieniądze z nabytą przez Wandę szkatułką? Podczas lektury stopniowo odkryjemy odpowiedź na to pytanie.
Tadeusz Biedzki w „Ostatnich srebrnikach” łączy współczesność z odległymi wydarzeniami historycznymi. Śledzimy wątek srebrników, dzięki któremu odbywamy podróż w przeszłość. Takie stopniowe odkrywanie tajemnic szkatułki ma swój urok. Tym bardziej, że autor przedstawia czytelnikom mniej znane fakty z historii. Znamy przecież Poncjusza Piłata z tego, jaką rolę odegrał przy skazaniu Jezusa na śmierć. Tadeusz Biedzki przedstawia dalsze losy namiestnika Judei. Dowiemy się, co spotkało Piłata, po śmierci Jezusa.
Historia srebrników staje się pretekstem do odbycia podróży w czasie do domu bogatego Rzymianina, poprzez losy kilku papieży. Mamy okazję przyjrzeć się kresowi potęgi zakonu templariuszy, a to jeszcze nie koniec. Jak łatwo się domyślić warstwa historyczna i współczesna połączą się ze sobą. Wydarzenia z naszych czasów będą miały charakter sensacyjno-kryminalny. Szkoda jednak, że autor nawiązuje tutaj do polityki, pokazując wyraźnie, po której stronie stoi. Książka na tym traci, bo skoro mamy do czynienia z powieścią rozrywkową, dodatek o charakterze moralizatorskim przedstawiony wprost jest sztuczny.
Zdecydowanie bardziej przekonuje mnie warstwa historyczna, dzięki której mamy do czynienia z czymś więcej niż wartka akcja. Widzimy, jak wszystko co dzieje się w przeszłości, zostawia jakiś ślad. Choć płynie czas, zmieniają się pokolenia, pewne sprawy się powtarzają. Człowiek okazuje się istotą, która najmniej ulega zmianie pod względem charakteru, mimo że zmienia się sceneria oraz rekwizyty. Walka o władzę trwa od wielu pokoleń, a w imię idei przelewana jest krew. Niewątpliwie wielu doceni wątki kryminalne, ale mnie najbardziej przekonała opowieść o losach Piłata i jego rodziny, czy o wielkim mistrzu zakonu templariuszy Jakubie de Molay’u spleciona z losem pewnej szkatułki. Taka konstrukcja pozwalająca czytelnikom na stopniowe odkrywanie tajemnic danego przedmiotu intryguje, a przez to książę pochłania się w kilka chwil.
Mam identyczne zdanie co Ty. Książka świetna, ale ten wtręt jest sztuczny i nie pasuje, całkiem jakby kazano utknąć go gdzie popadnie. To wetknął. Bo co ma piernik do wiatraka?
Niestety, ten polityczny wtręt może sprawić, że wielu ludzi odrzuci ta książka. Bo sama fabuła jest interesująca, a akcja wartka.
Aj, nie lubię książek, które czarno na białym zdradzają polityczną orientację autora. Wiem, że literaci także mają prawa do tego typu sympatii, ale po prostu wolę literaturę, która jest bardziej neutralna, która nawiązuje do uniwersalnych wartości, a nie do politycznych opcji 😉
Oprócz tego książka wydaje się całkiem atrakcyjną lekturą – od takich właśnie utworów zaczynałem swoją czytelniczą przygodę.
Niestety ta polityka w powieści to sporu zgrzyt, który mocno psuje odbiór. Gdyby nie to, cała historia jest wciągającą podróżą przez kolejne wieki.
Brzmi bardzo interesująco. Z miłą chęcią przeczytam 🙂 Pozdrawiam!
To taka lektura na jeden wieczór. 🙂