Książki z serii „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn” cieszą się sporym powodzeniem wśród dzieci w wieku szkolnym. Historie mają tę zaletę, że główni bohaterowie stają się coraz starsi, rosną razem z czytającym. Kiedy zaczynaliśmy przygodę z Emi, tytułowa postać dopiero była w zerówce. Obecnie sięgnąć można po pierwszy tom z nowej serii „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Psy czy koty?” Agnieszki Mielech. Ten cykl różni się od poprzedniego tym, że książka to powieść, przeplatana z komiksem. Autorką wszystkich ilustracji jest jak zawsze Magdalena Babińska.
Główna bohaterka książki zaczyna swoją opowieść od tego, co wydarzyło się w poprzedniej części. Zwykłe zapiski w pamiętniku zastąpił blog, który zaczęła prowadzić dziewczynka. Miał być tajny, ale szybko się okazuje, że wiele osób go obserwuje, a nawet umieszcza komentarze. Współczesna technologia dla bohaterów to chleb powszedni. Tu jednak autorka przypomina również o tym, jak zachowywać się bezpiecznie w sieci.
W klubie Emi nie brakuje równowagi. Dzieciaki – bo oprócz dziewcząt jest również chłopak – nie zapominają o zwyczajnych zabawach. Dbają o to ich rodzice, którzy się przyjaźnią i często organizują wyprawy za miasto. Tym razem zbliża się długi weekend, więc ekipa rusza nad morze. Emi zastanawia się, czy ten wypad będzie wyjątkowy, ponieważ właśnie wtedy przypadają jej urodziny. Dziewczynka marzy o psie rasy cavalier king charles spaniel. Zdaje sobie sprawę, że trudno będzie do tego przekonać rodziców.
Nad morzem nie zabraknie zwierząt. Do domku pani Zwiędły prócz ludzi, gośćmi będą pies oraz kot, które nie potrafią się ze sobą porozumieć. Tajny Klub dyskutuje, które z gatunków zwierząt jest lepszym przyjacielem człowieka. Tymczasem Czekolada i Fiolka żyją ze sobą, jak przysłowiowy pies z kotem. Natomiast pogoda nie rozpieszcza bohaterów, ale okazuje się, że nad morzem znajdzie się wiele zajęć, nie trzeba się ograniczać do kąpieli i opalania.
Nowa forma książki „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Psy czy koty?” spodoba się dzieciom, które lubią historie obrazkowe. Tutaj powieściowa narracja łączy z się z komiksową, co powoduje, że książkę pochłania się bardzo szybko. Być może dzięki temu ci czytelnicy, których trudno przekonać do tradycyjnej formy, zaczną sięgać po powieści. Zaletą historii napisanej przez Agnieszkę Mielech jest pierwszoosobowa narracja. Dzięki temu opowieść staje się bliska dzieciom, ponieważ jest opowiedziana przez ich rówieśniczkę, ich językiem. Dziewczynkę, która posiada marzenia, ale również zmaga się z problemami doskonale znanymi osobom w wieku szkolnym. Pełna energii Emi posługuje się ogromną ilością wykrzyknień, gdyż jest entuzjastycznie nastawiona do świata. Wiele rzeczy jest mega czy super. Dorośli natomiast szybko zauważą, że pisarka przemyca w swej książce liczne frazeologizmy, powiedzenia i przysłowia, które w te sposób przybliża dzieciom. Łączy poprawną polszczyznę z dziecięcym językiem, by dotrzeć do odbiorców. Myślę, że to się sprawdza, ponieważ moim dzieciom odpowiadała zarówno historia, jak i warstwa obrazkowa.
Ja na razie kupiłam córce audiobooka, więc póki co poznajemy Emi w takiej formie:)
Nie miałam do czynienia z audiobookiem „Emi”. Ciekawa jestem czy córce się podoba?