„Paddington” – Michael Bond

Paddington, Michael BondO niedźwiadku Paddingtonie słyszeli chyba wszyscy. Po Kubusiu Puchatku to chyba drugi najsłynniejszy miś. Michael Bond wydał pierwszą powieść o Paddingtonie w 1958 roku, a zainspirował go pluszowy miś, którego podarował żonie z okazji Wigilii. Od tego czasu powstało sporo opowieści o niedźwiadku z najmroczniejszych zakątków Peru. W styczniu mieliśmy też okazję, by zobaczyć film brytyjsko-francuski pod tym samym tytułem. Przyznam jednak, że dosyć mocno różnił się od wersji książkowej.

W powieści Michaela Bonda miś Paddington trafia do domu państwa Brown, ponieważ rodzina przyjeżdża odebrać córkę Judytę ze stacji kolejowej. Spotykają tam niedźwiedzia i zabierają do siebie. Imię, które otrzymuje – jest na cześć nazwy miejsca, w którym został znaleziony – stacji Paddington.

Choć miś pochodzi z najmroczniejszych zakątków Peru, zachowuje się na wskroś po brytyjsku. Zna podstawowe zasady dobrego wychowania, stara się więc być dżentelmenem. Tyle, że nie zawsze wszystko mu wychodzi, więc stwarza mnóstwo kłopotów. Im bardziej coś mu się nie udaje, tym bardziej jest to zabawne.

Paddington ma w sobie wrodzoną poprawność. Chce robić wszystko w sposób niezwykle uprzejmy. Wynika z tego sporo nieporozumień. No bo jak się coś nie udaje, to tylko dlatego, że bohater robi coś po raz pierwszy. Znalazł się w Londynie, zna w teorii, jak być powinno – ale w praktyce często bywa inaczej, a nie tak dosłownie jak myślałby miś.

Nawet zwykła wyprawa na zakupy, czy na stację metra, wiąże się z olbrzymim ryzykiem. Paddington nieświadomie przyczynia się do zabawnych sytuacji. Najważniejsze jednak, że zawsze liczyć może na życzliwość ze strony domowników: państwa Brown, ich dzieci – Judyty i Jonatana oraz pani Bird. Dla Paddingtona Londyn jest nowym miejscem i wszystko, co go tu go spotyka, wiąże się z tym, że jest dla niego nowe. Wizyta w teatrze, zakupy, licytacja, pobyt w kinie, czy pralni staje się niezwykle zabawną przygodą. Taką z olbrzymią ilością kłopotów.

W powieści pokazano doskonale brytyjską mentalność. Dodanie do angielskich zasad odrobiny przesady spowoduje, że staje się to niezwykle komiczne. Przecież Paddington to hiperpoprawny Anglik, dlatego właśnie jest taki zabawny. Do tego zachowuje się jak małe dziecko, któremu rozpada się wszystko, czego tylko się tknie.

Pamiętam misia ze swojego dzieciństwa. Nic się nie zestarzał od tamtej pory. Moje dzieci również bawił, wręcz wywoływał lawiny śmiechu. Dzięki temu, że wydanie składa się z trzech części: „Miś zwany Paddingtonem”, „Jeszcze o Paddingtonie” oraz „Paddington daje sobie radę” otrzymaliśmy sporą dawkę przygód zabawnego bohatera. Jednak trzeba pamiętać, że ten niezwykły niedźwiedź uczy wielu rzeczy: dobroci, sprawiedliwości i tego jak należy się zachowywać w miejscach publicznych. Całość dopełniają proste, rysowane jakby pośpieszną kreską, ilustracje Peggy Fortnum, które pobudzają wyobraźnię młodych odbiorców.

Jeśli chodzi o film, bardzo różnił się od książki. Został uwspółcześniony, choć oddano sporo z angielskiego poczucia humoru. Wytłumaczono, co się stało w Peru, że niedźwiadek przybył do Londynu. Dominują zabawne sytuacje, są jednak dwie sceny, które mogą przerazić młodszych odbiorców. Jeśli więc film powinny obejrzeć odrobinę starsze dzieci, to książka jest idealna dla wszystkich. Śmiać będą się i najmłodsi, i starsi czytający, bo sympatyczny miś sprawia, że każdemu poprawi się nastrój.

  1. Nigdy jeszcze nie czytałem książek o przygodach tego Misia, ale przyznaję, że okładki poszczególnych pozycji są bardzo ładne. Bardzo ciekawie mnie również, skąd niedźwiadek wziął się w Anglii, przybywając z dość odległego przecież Peru : )

  2. Nie czytałam nigdy o tym Misiu, choć oczywiście słyszałam o nim, a szkoda. Wiele dobrego wynika z takiej lektury. Wzbudza też sympatię. Fajnie, że powstał film, a przy tym książkowa wersja 🙂

  3. Hm, czytam go co jakiś czas od jakichś trzech dekad już. To Paddington był początkiem mojej miłości do angielskiego poczucia humoru. O filmie czytałem mało pochlebne brytyjskie recenzje, na razie zatem odpuszczę oglądanie.

    • Im wcześniej się zacznie kontakt z angielskim humorem, tym lepiej. Bo przecież nie jest to dowcip, który dociera do każdego. Film ma mało wspólnego z książką, więc jeśli ktoś zna powieść, może się zawieść.

    • Typowy angielski humor, ale miś jest przeuroczy. Ale za parę lat pewnie będzie podobał się dzieciakom Monty Pyton (jak trochę dorosną).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *