Miś Paddington bawi czytelników od kilku pokoleń. Uwielbiały go moje dzieci, które już zdążyły wyrosnąć z takich opowieści, a jednak jak tylko pojawiły się nowe książki, nie przeszły obojętnie obok nich. Musiały zajrzeć do środka, by zobaczyć, co słychać u ich starego przyjaciela. „Paddington się krząta” Michaela Bonda to wznowienie opowieści należącej do klasycznych historii. Znajdują się tu charakterystyczne, czarno-białe ilustracje Peggy Fortnum. Elegancka zielona okładka z wizerunkiem misia przyciąga uwagę czytelników.
Wewnątrz znajdziemy siedem opowieści. Nasz bohater odkryje między innymi uroki zimy. Choć kiedy Paddington zaangażuje się w pomoc panu Curry’emu w rozmrażanie rur łazienkowych, to jasne jest, że szykują się kłopoty. Zwłaszcza, że nasz bohater rozumie wszystko dosłownie, więc usterek nie zbraknie – również tych językowych. Nie zdziwi nas zaproszenie na przyjęcie dla Paddingtona od właściciela fabryki marmolady. Niestety nie wszyscy są w stanie zrozumieć, że miś trafił do tego miejsca nie przez przypadek. Pech chce, że bohater zgubił zaproszenie i cały się wybrudził. Mimo że niefortunnych zdarzeń będzie znacznie więcej, to tytułowy bohater nie straci rezonu.
Paddington odbędzie tajemniczą wycieczkę z panem Gruberem. Podejrzewam jednak, że nie zostanie fanem Muzeum Madame Tussaud, bo jak odróżnić figury woskowe od żywych ludzi? W jaki sposób miś może uratować drużynę krykieta? Wystarczy, że do niej dołączy, gdy zabraknie jednego z graczy. Czytelnicy już się domyślają, co to oznacza. Moc śmiechu i kłopotów. Podobnie dzieje się podczas wyprawy nad morze. Każdy dzień z misiem oznacza wiele niespodzianek dla wszystkich pozostałych osób. Co się jednak wydarzy, gdy zorganizowane zostanie przyjęcie niespodzianka dla Paddingtona?
Gafy mogą zdarzyć się każdemu. Dzieje się tak najczęściej wtedy, gdy jesteśmy po raz pierwszy w jakiejś sytuacji, a miś z mrocznych zakątków Peru co rusz znajduje się w sytuacjach z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Jako że niedźwiadek wszystko rozumie dosłownie, często dochodzi do nieporozumień. Zawsze jednak jest jak kot, z każdej sytuacji wychodzi cało. Spada na cztery łapy, choć początkowo wydaje się to niemożliwe. Nikt się też nie potrafi długo gniewać na misia. Jest tak sympatyczny, że nie sposób go nie polubić.
Sytuacje, jakie trafiają się tytułowej postaci z książki „Paddington się krząta”, okazują się niezwykle zabawne. I choć od premiery pierwszego tomu upłynęło ponad sześćdziesiąt lat, opowieści nie zestarzały się ani trochę i wydaje mi się, że będą bawiły kolejne pokolenia kilkulatków. Zwłaszcza trafią w gust tych maluchów, które cenią sobie humor i przepadają za bohaterami o wielkim sercu oraz… apetycie na marmoladę. Warto też podkreślić, że książkę przetłumaczył Michał Rusinek i opowieść jest świetnie dopracowana pod względem językowym. Myślę, że oddanie sensu wszystkich gier słownych było niełatwym zadaniem. Tłumacz potrafił jednocześnie oddać sens historii w taki sposób, żeby był zrozumiały dla dzieci od czwartego roku życia.
Jeżeli chodzi o książki o tym misiu to myślę, że sprezentuje je niejednemu dziecku z mojej rodziny.
Myślę, że wszystkie będą zadowolone. Śmiech to zdrowie! 🙂
Moje przedszkolaki były zachwycone zawsze, gdy czytałam im o przygodach Paddingtona. I co ciekawe – nigdy nie widziałam u nich takiego skupienia, jak podczas lektury książek z tej serii 🙂
Z Paddingtonem tak jest, że jak się go uwielbia, to skupienia nie brakuje (niezależnie od wieku) 😀