Książki dla młodych czytelników powinny być tak napisane, by świat przedstawiony był bliski dzieciakom. Dlatego, jeśli główna akcja powieści osnuta jest wokół tego, co dzieje się w klasie, to przyciąga uwagę odbiorców, bo lubią się utożsamiać z bohaterami książki. W pierwszym tomie cyklu „Pechowa klasa nr 13” tych bohaterów będzie niemal trzydzieścioro, będzie więc spory wybór, by znaleźć swoją ulubioną postać. Honest Lee i Matthew J. Gilbert w książce „Przegrane wygrane” pokażą skutki tego, o czym w życiu każdy choć raz marzył. Bo czy jest ktoś na tym świecie, kto to nie chciał trafić szóstki w loterii?
Nauczycielka, która prowadzi lekcje w tytułowej klasie nr 13, jest osobą, którą prześladuje pech. Andżelika Szczęsna nawet nazwisko ma ironiczne. Bo trudno powiedzieć, że ktoś ma szczęście, skoro trafił go dwa razy piorun. Ale to właśnie ona wygrała 28 miliardów złotych, ponieważ kiedy złapała gumę w samochodzie, by zadzwonić po pomoc, musiała dokonać w sklepie zakupu. Jako, że miała tylko trzy złote, nabyła los na loterię. Kiedy wreszcie dotarła do swojej klasy, umówiła się z uczniami, że jeśli wygra, podzielą kwotę po równo dla każdego.
Kiedy okazuje się, że los był wygrany, wszyscy są zdziwieni uczciwością pani Andżeliki. Każdy otrzymuje swój udział, który wynosi ponad miliard złotych na osobę. Tylko jeden uczeń ma nos zwieszony na kwintę. Okazało się, że tego dnia, kiedy pani Andżelika ustaliła z dziećmi zasady podziału przyszłej nagrody, jego nie było w szkole. Musiał zatem pogodzić się z tym, że nie dostał pieniędzy.
Cała historia to opowieść o tym, co każde z dzieci zrobiło z wygraną. Rozdziały są krótkie i zabawne. Okazuje się bowiem, że dzieje się zgodnie z przysłowiem, „pieniądze szczęścia nie dają”. Niemal wszyscy bohaterowie opowieści tracą cały swój majątek. Jedni przez pecha, inni przez lekkomyślność. Każde z nich przeżywa jakąś przygodę. Nawet chomik, który także dostał swoją część.
Honest Lee i Matthew J. Gilbert napisali zabawną historię, która zaskakuje choćby pomysłowością, jeśli chodzi o sposób w jaki można stracić miliard złotych. Książeczka nie jest obszerna, czyta się ją bardzo szybko, bo po pierwsze wiele się dzieje, a po drugie czcionka jest powiększona, język dostosowany został do możliwości poznawczych dziesięciolatków (ale młodsi oraz nieco starsi też się będą świetnie bawili). Choć narrator zapewnia, że niczego z tej historii nie wyniesiemy, to oczywiście nie jest to prawda, ponieważ dzieciaki z pewnością będą się zastanawiać, co daje szczęście. Natomiast liczne czarno-białe ilustracje jeszcze podkreślają warstwę humorystyczną opowieści.
„Pechowa klasa nr 13” to książka, która zapewnia młodym czytelnikom rozrywkę i świetną zabawę. Nie zabraknie również przesłania, o którym wspomniałam wcześniej. Choć na okładce książki wydawca zapewnia, że historia spodoba się fanom „Kapitana Majtasa”, to warto podkreślić, że humor kojarzył mi się z tym, który znaleźć można w książkach Roalda Dahla. Dzieciaki z pewnością docenią „Pechową klasę nr 13” i będą domagały się kolejnych części. Mój syn poznał już kolejne tomy, teraz czas na mnie.