Jeżeli czytelnik oprócz historii detektywistycznych interesuje się wyrafinowaną kuchnią, dobrymi trunkami, to „Morderstwo przy Rue Dumas” M. L. Longworth będzie dla niego książką idealną. Za tym płynie jednak małe ostrzeżenie, gdyż nie należy sięgać po tę powieść, kiedy się odchudzamy, albo lodówka świeci pustkami. Dla głównego bohatera książki kultura jedzenia i picia to coś naprawdę niezwykle ważnego w życiu. Sympatyczny sędzia Antoine Verlaque świetnie się zna na winach, dobrych cygarach, ale potrafi również wiązać ze sobą elementy, które prowadzą go do rozwiązania zagadki kryminalnej. Poznałam tę postać dzięki powieści „Śmierć w Château Bremont”, teraz sięgnęłam po drugi tom cyklu.
W spokojnym miasteczku Aix na południu Francji na pozór niewiele się dzieje. Kiedy nasza uwaga przeniesie się na uniwersytecki wydział teologii, okaże się, że tam nie brakuje emocji. Naukowcy czekają na decyzję dziekana o odejściu na emeryturę i wyznaczeniu zastępcy. Oprócz upragnionej funkcji następca zamieszka w wyjątkowym, prestiżowym apartamencie w siedemnastowiecznej rezydencji. Studenci zastanawiają się, kto z nich zasłużył na stypendium Dumasa – takie, które otwiera szansę na dobrą pracę w przyszłości. W miejscu, gdzie dyskusje i wykłady dotyczą spraw boskich, ktoś dokonuje morderstwa. Doyen, dr Georges Moutte, zostaje znaleziony martwy. Ktoś odebrał mu życie uderzając go tępym przedmiotem w głowę.
By rozwikłać sprawę, sędzia Verlaque musi przeprowadzić skrupulatne śledztwo. Lista potencjalnych morderców okazuje się bardzo długa. Podejrzani są zarówno studenci, jak i naukowcy, którzy mogliby coś zyskać na śmierci dziekana. A dr Mouette okazał się osobą, która wodziła za nos, obiecywała wielu tę samą posadę, by potem się z tego w ostatniej chwili wycofać. Podobnie jak w poprzedniej części, pomocy sędziemu będzie udzielała jego ukochana, Marine Bonnet. Wraz ze swoją matką wprowadzą sędziego w środowisko akademickie, pokazując, że również na wydziale teologii nieiwelu można posądzić o… świętość.
Tymczasem okazuje się, że dziekan był także kolekcjonerem dzieł sztuki. Czy to było motywem morderstwa? Sędzia Verlaque ma trudne zadanie do rozwiązania, ale może liczyć na pomoc swojej ukochanej, która jest wykładowczynią prawa. Choć trudno uwierzyć, że w tak pięknym i urokliwym miejscu doszło do zbrodni, to przecież ludzka chciwość, zawiść, zachłanność, a może żądza władzy wszędzie są takie same. Mimo stałego kontaktu wykładowców i studentów ze sferą sacrum, dochodzi do czegoś tak niemoralnego jak morderstwo.
Dzięki powieści „Morderstwo przy rue Dumas” M. L. Longworth po raz kolejny przenosimy się na Lazurowe Wybrzeże. Śledztwo zaprowadzi nas również do Włoch, a my prócz poznawania kolejnych elementów zagadki, będziemy mieli okazję przyjrzeć się nieco bliżej głównym bohaterom. Poznajemy nieco lepiej ich przyzwyczajenia, ale Mary Lou Longworth jeszcze nie wyjawia wszystkiego. Nie poznamy tajemnic z przeszłości Verlaque’a i nasz apetyt cały czas rośnie nie tylko z powodu opisów wyszukanych dań francuskiej kuchni, ale również ze względu na wciąż nieodkryte karty dotyczące skrywanej przeszłości najważniejszych postaci.
Pisarka daje czytelnikom intrygującą zagadkę kryminalną, przy okazji przypomina o średniowiecznej kulturze i sztuce, kiedy przenosimy się na wydział teologii, wspomina o stylu romańskim czy o zasadach zakonu benedyktynów. Oprócz tego nie brakuje zwrotów akcji, choć sama historia płynie w spokojnym rytmie, by bohaterowie nie zapomnieli o swoim wyrafinowanym guście żywieniowym. Warto podkreślić, że sama opowieść niepozbawiona jest humoru, a książkę czyta się jednym tchem. Powieść idealnie rozjaśnia szarą i mokrą rzeczywistość za oknem. Mam nadzieję, że dzięki Wydawnictwu Smak Słowa wkrótce doczekamy się trzeciego tomu cyklu.
PS Na zdjęciu poniżej wspomnienie lata ze spotkania autorskiego z M. L. Longworth.
Bardzo wielką ochotę miałam na te książki, głownie za sprawą okładek, ale piszesz, że książki cechuje powolna akcja i dużo jedzenia, to mi się kojarzy z kryminałami greckimi, a tych nie pokochałam.
Natomiast pozazdrościłam Ci opowiadań Conrada i zauważyłam serię książek na półce tuż obok BN-ek. Ile ich masz?
Niestety tylko kilka, nie mam aż tak wiele BN-ek ile bym chciała. Książki M. L. Longworth mają tego plusa, że autorka pisze ze swobodą i sporym poczuciem humoru, a to jest spory plus (zwłaszcza, że mowa o morderstwach).
Ta kobieta jest cudowna!
Zgadza się – bardzo pozytywna osoba, z dużym poczuciem humoru. 🙂
Przyznaję, że do tej pory nie byłam zbyt mocno zainteresowana tą serią. Może błąd?