Sporo się mówi ostatnio o słynnym toruńskim astronomie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: w tym roku przypada 550 rocznica jego urodzin. Nikt pewnie ani chwili się nie zastanawiał o kim mowa. Wszyscy domyślają się, że chodzi o Mikołaja Kopernika. Z okazji jego okrągłych urodzin pojawiają się książki na temat astronoma. Biografie nikogo nie zdziwią, ale powieści przygodowo-sensacyjne już raczej tak. W „Poszukiwaczach siódmej księgi” Izabela Szylko daje nam właśnie taką opowieść, ale nie przenosi nas do XV wieku, gdyż akcja rozgrywa się w czasach współczesnych. Co zatem ma ta historia z Kopernikiem? O tym za chwilę.
Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Jerzy Adams. Mężczyzna pracuje w Londynie jako prawnik. Choć ma obywatelstwo brytyjskie, w połowie jest Polakiem, co łatwo zauważyć dzięki imieniu, jakie otrzymał. Mężczyzna nie miał pojęcia jednak, jak wiele w nim błękitnej krwi. Odkrywa to wszystko, gdy odbiera telefon od polskiego prawnika, który informuje go o śmierci jego babki. Choć nie miał z nią zbyt częstego kontaktu, kiedy żyła, teraz ma szansę stać się właścicielem całkiem sporego majątku.
Jerzy postanawia ruszyć do Krakowa na pogrzeb babki. Jednak już w samolocie jego życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, a wszystko dzięki nowopoznanej młodej kobiecie, Alicji. Podczas lotu dużo rozmawiają, a Jerzy widzi, że wiele ich łączy. Potem Alicja zachowuje się dziwnie. Liczne zbiegi okoliczności doprowadzą do tego, że przyjdzie tej parze spędzić wiele wspólnych chwil. Takich, o których marzył przez całe życie każdy miłośnik Indiana Jonesa, czy ktoś, kto z wypiekami na twarzy czytał kolejne przygody Pana Samochodzika.
Co zatem wspólnego ma ta historia napisana przez Izabelę Szylko z toruńskim astronomem? Nasi bohaterowie wpadają w wir wydarzeń, które dotyczą niezwykle ważnej książki. Chodzi o „De revolutionibus orbium coelestium” Mikołaja Kopernika. Bohaterowie poszukują brakującej, nieznanej światu siódmej części dzieła. Na tę koncepcję wpada Alicja, historyczka sztuki z Krakowa, która prowadzi badania nad kopernikańskim dziedzictwem. Jednak dziewczyna czuje, czy wręcz jest przekonana, że ktoś ją śledzi i chciałby za wszelką cenę przejąć zaginiony rękopis.
Jerzy postanawia pomóc Alicji i bohaterowie wyruszają w pełną niebezpieczeństw i niespodzianek podróż po Polsce śladami nie tylko wielkiego astronoma, ale również ludzi, których moglibyśmy nazwać przyjaciółmi, albo powiernikami tajemnicy Kopernika. Podczas lektury szybko wpadamy w wir wydarzeń, który porywa nas z mocą tajfunu. Cały czas coś się dzieje, ale przychodzi też czas na wyjaśnienia, dzięki którym nieco lepiej poznajemy wybitnego astronoma i jego czasy. Wszystkie te elementy sprawiają, że ani chwilę się nie nudzimy. Nawiązania do “Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna nasuwają się same, ale pisarka ich nie ukrywa, nawet Jerzy wspomina o Robercie Langdonie, choć to Alicji bliżej do tej postaci.
Powieść jest napisana żywym językiem, z dużą dawką humoru. Autorka buduje napięcie, daje nam sporo zwrotów akcji. Znalazłam w sieci informacje o tym, że książkę Izabeli Szylko zaliczyć można do popularnego gatunku cosy crime i coś w tym jest. Dochodzi do zbrodni, choć nie mamy czasu, by przyjrzeć im się bliżej. Skupiamy się na toku akcji, a nie na krwawych szczegółach. Łatwo też polubić głównych i drugoplanowych bohaterów, a postać Czesiuchny wywoła uśmiech na każdej twarzy. Myślę, że „Poszukiwacze siódmej księgi” spodobają się każdemu, kto szuka lektury przygodowej z wątkami sensacyjnymi, historycznym tłem, ale też taką w której nie zabraknie humoru. Otwarte zakończenie budzi ciekawość i zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, czyli „Tajemnicę siódmej księgi”. Czuję się zaintrygowana i już chciałabym się dowiedzieć, dokąd zabiorą nas bohaterowie tym razem.