Mimo zapowiedzi, apokalipsa nie nadeszła. Gdyby ktoś jednak za nią zatęsknił, może sięgnąć po książkę Miry Grant, „Przegląd Końca Świata. Feed”. W powieści debiutantki z Kalifornii mamy jeszcze rok zanim nastąpi. Apokaliptyczna wizja kalifornijskiej pisarki zaskoczyła mnie zupełnie. Oglądam namiętnie „The Walking Dead”, przyznam, że fascynują mnie prognozy artystów, które pojawiają się w różnego rodzaju fikcjach literackich, bądź filmowych. Bo coż jest bardziej interesującego, niż sam człowiek i to, czym może się stać?
Książka „Feed” ma być pierwszym tomem trylogii „Przeglądu Końca Świata”. Akcja powieści rozgrywa się w bliskiej przyszłości – w latach 2039-2040. Główni bohaterowie są autorami strony internetowej: Przegląd Końca Świata. Narrację prowadzi Georgia Mason, która przedstawia czytelnikowi historię sobie współczesną.
W wyniku eksperymentów naukowych, doszło do wynalezienia leku na przeziębienie i raka. Efektem ubocznym stało się stworzenie wirusa, który niemal doprowadził do zagłady ludzkości. Osoby dotknięte chorobą, zamieniły się w zombie i zaczęły zarażać kolejne. Media nie chciały o tym mówić – uznano, że to żarty nastolatków. Wtedy do akcji wkroczyli blogerzy. Oni informowali ludzkość o tym, co się dzieje. Po Powstaniu i odgrodzeniu się od zarażonych, w internecie nastąpił podział blogosfery na Newsie, Stewartów, Irwinów oraz Fikcyjnych. Pierwsi relacjonują fakty, nie komentując ich, kolejni tworzą opinie bazujące na faktach. Irwinowie wychodzą na zewnątrz, tykają zombie patykiem, by reszta społeczeństwa mogła poczuć dreszczyk emocji. Fikcyjni zajmują się poezją, opowiadaniami, snami.
Dwie podstawowe rzeczy, którymi należy się przejmować, to statystyki i przeżycie. Należy tak działać, by ryzykując własnym życiem, poprawiać ilość wejść na stronę. Blogosfera stała się tak potężna, że blogerzy zostają zaproszeni do relacjonowania kampanii w biegu o fotel prezydeta Stanów Zjednoczonych.
Do ekipy senatora Petera Rymana zostają dołączeni: Georgia, jej przyrodni brat Shaun oraz przyjaciółka – Buffy Meissonier. Blogerzy widzą w tym olbrzymią szansę na to, żeby się wybić. Jednak Georgia przede wszystkim chce odrodzić ideę dziennikarstwa. Zależy jej na tym, by opierało się na prawdzie. Dlatego właśnie została Newsie. Jej brat marzy o tym, by tykać zombie kijem, więc siostra ciągle się o niego martwi.
Cała trójka obserwuje spisek, który postawi ich życie do góry nogami. Wszystko się zmieni, a bohaterowie postarają się odkryć sprawców zdrad. Zaczyna się thriller polityczny. Do czego może się posunąć przeniewierca? Jak bardzo pragnienie władzy wpływa na ludzi? Okaże się, że większym zagrożeniem niż zombie, stanie się drugi człowiek.
Najmocniejszą stroną książki wcale nie jest fabuła trzymająca w napięciu, ale właśnie wiarygodność wizji i komentarz do współczesnego świata. Oczywiście nie chodzi o zombie, ale obraz polityki i mediów. Mira Grant stara się nam pokazać w jakim kierunku podążamy.
Sympatię wzbudza główna bohaterka – Georgia. Młoda i nieskazitelna dziennikarka stara się poznać prawdę, ale jaką cenę będzie musiała ponieść? Najważniejszy w jej życiu jest brat, jego najbardziej stara się chronić, boi się cały czas o życie Shauna. On jako Irwin ryzykuje wiele. Dziewczyna opowiada historię na bieżąco. Po każdym rozdziale autorka zamieściła zapiski z blogów Georgii, czasem jej brata, bądź Buffy, które dotyczą przede wszystkim tego, skąd się wzięli zombie i jak zmieniło się społeczeństwo po Powstaniu.
Książka jest taka jak lubię. Wiarygodna fikcja literacka, która zbliża czytelnika do głównych bohaterów. Ba, a nawet więcej – jest tak skonstruowana, że niemal można uwierzyć w zombie. Jednocześnie powieść mówi coś o człowieku, jego naturze. Postapokaliptyczna wizja nie powiela schematów, choć Mira Grant przywołuje źródła popkultury. Przecież imiona bohaterów są odniesieniem do współczesnych artystów zajmujących się żywymi trupami. George Romero jako twórca filmów o zombiakach, staje się – w wizji autorki „Feed” – inspiracją dla rodziców, którzy po 2014r. nadawali imiona swym dzieciom. Spodobała mi się dwuznaczność tytułu… Ciekawa jestem kolejnych tomów, zwłaszcza po zakończeniu powieści – oby zostały przetłumaczone i wydane jak najszybciej. Jeżeli autorka będzie miała równie ciekawy pomysł i na następne tomy, wróżę jej karierę porównywalną do Stephena Kinga.
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu SQN.
Znów kolejna książka, które mnie przez Ciebie zaintrygowała 🙂 I kiedy to wszystko czytać? 😉
Doskonale Cię rozumiem, tyle książek chciałabym przeczytać, a doba taka krótka… 🙂
Pingback: „Przegląd Końca Świata. Deadline. Część II” – Mira Grant | Czytam, bo chcę i już